Spotkały nas niewesołe czasy. Nikt nie spodziewał się wybuchu epidemii i nikt nawet nie podejrzewał, że będzie zmuszony do życia w kwarantannie. Czas ten można spędzać na wiele sposobów, polecam oczywiście muzykę, nadrabianie zaległych premier płyt i zakupu merchandise’u co jest teraz bardzo ważne, ponieważ zespoły, jak i wytwórnie stanęły w pierwszej kolejności przed wielką niewiadomą zamkniętą w słowach „co dalej”? Żeby się nie zadręczać, dobrze jest znaleźć sobie coś, czego można się uchwycić – i niech to będzie metal.
Na nową muzykę od weteranów z Thanatos czekam zawsze z niecierpliwością. Muzyka Holendrów nigdy nie wybiła się na jakieś wyżyny, nigdy nie byli na topie, ale jeżeli lubi się szczery i utrzymany w klasycznych ramach metal, to warto położyć swoje zaufanie na ręce Thanatos. Violent Death Rituals to siódmy album w bardzo długiej karierze zespołu i zarazem konkretny ładunek mrocznej stali, wydany przez zasłużoną Listenable Records 20 marca tego roku. Moja przygoda z zespołem zaczęła się jeszcze w latach 90., kiedy to z tak zwanego pirata słuchałem wydanej w 1990 roku płyty Emerging From the Netherworlds (później dopiero dane mi było nadrobić Realm To Ecstasy). Te starocie wybudowały u mnie takie zaufanie, że praktycznie wszystko, co potem się ukazało trafiało do mnie bez większego oporu. Nie da się ukryć, że sztuka uprawiana przez zespół przeszła spore zmiany i z topornego, wolnego death metalu przeobraziła się w sprawnie zagrany death/thrash, który lubi zahaczyć o małe wpływy black metalu.
Na Violent Death Rituals Holendrzy zadbali o pełną gamę urozmaicenia kompozycji. Mamy szybkie wystrzały, thrashowe galopady, średnie tempa i elementy walcowatych zwolnień. Założenie jest tylko jedno – ma być oldschoolowo. Jak wiadomo występują różne odmiany death i thrash metalu, które można oceniać jako bardziej techniczne czy też nowocześniejsze. Thanatos utrzymuje swą muzykę w starym stylu, bez nadmiernych popisów instrumentalistów, bez przeładowania aranży i plastikowych brzmień. I jak już przy elemencie brzmienia jestem, to należy nadmienić, iż jest ono bardzo soczyste i czyste jak na tę odmianę metalu. Mi to jak najbardziej odpowiada, nie jestem jednak pewny jak zareagują puryści, którzy odnajdują podniety w coraz to bardziej naładowanych brudem produkcjach.
Z setlisty złożonej z równych kompozycji w moje gusta najbardziej utrafiły następujące kompozycje: otwierająca i tytułowa za dobry riff na początku i mocny cios startowy, The Outher Darkness lekko kojarzące się z Immortal z czasów At the Heart of Winter, Burn the Books of Hate za świetny, thrashowy groove i Corporate Indoctrination za wpadające w ucho zagrywki gitarowe. Patrząc na te tytuły, zdałem sobie sprawę, że łączy je fakt dużej ilości wolniejszych temp, co doprowadza do wniosku, że w takich momentach Thanatos staje się „wyraźniejszy”, lepiej zapamiętywalny, po prostu „jakiś”. Nie wiem czy byłby to dobry kierunek na dalszy rozwój kapeli, ale dobrych riffów dodających mocy nigdy za wiele.
- ANIMATIONS – „Definition of Mad” (2026) - 19 lipca 2026
- ORDH – „Blind In Abyssal Realms” (2026) - 19 lipca 2026
- TRANCE OF THE UNDEAD/CHAOS PERVERSION – „Trance of Perversion” (2026) - 16 lipca 2026
