Site icon KVLT

The Mount Fuji Doomjazz Corporation – „Live At Roadburn” (2013)

Ciężko mi cokolwiek mówić o płytach koncertowych. Gdy staram się dokonać jakiejś listy ulubionych wydawnictw live, to za każdym razem wymieniam te same tytuły – mowa tu o wszystkich wydawnictwach naszego rodzimego Kata oraz „Live in Lepizig” i „The Dawn Of The Black Hearts” wiadomego autorstwa. Można więc śmiało powiedzieć, że jestem niedzielnym fanem tego typu albumów. Wynika to chyba z prostego powodu, o wiele bardziej wolę chodzić na koncerty aniżeli ich słuchać. Oczywiście, nie zawsze jest ku temu okazja ale mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. W przypadku „Live at Roadburn” jest jednak troszeczkę inaczej, to nie jest tylko zwykły koncert. Sprawdźcie co nazywamy miejscem przepełnionym dwoma pozornie odmiennymi pojęciami. Mowa tu o szyku i lęku.

The Mount Fuji Doomjazz Corporation podczas wspomnianego festiwalu Roadburn zaprezentowali prawie godzinną improwizację, która dosłownie przenosi w zupełnie inny wymiar czasowy i psychiczny. Holendrzy z wielkim powodzeniem serwują nam swój obłąkańczy jazz wymieszany z mroczną jak lasy miasteczka Twin Peaks elektroniką. Wszystkie, początkowo oszczędnie wprowadzane, dźwięki zaczynają niczym kolejne dowody zbrodni układać się w jedną całość by nie znużyć słuchacza. Z pozoru niewinne dźwięki tylko na początku wydają się być potulne. Później stopniowo przeradzają się w przeraźliwe tonacje ociekające wręcz pierwotnym złem. Cała atmosfera towarzysząca tej muzyce jest właśnie jak ze wspomnianego dzieła Davida Lyncha. Senna, ale zarazem mocno stąpająca po ziemi. Z pozoru uboga w dźwięki, ale niosąca potężny ładunek emocjonalny. Natomiast groza i utrzymujący się wokół dreszczyk to odwołania do niemieckiego ekspresjonizmu oraz sztuki surrealistycznej. Myślę, że wizualizacje z w postaci fragmentów Gabinetu doktora Caligarii, Nosferatu czy Vampyra stanowiłby najlepsze odzwierciedlenie tego co chciał przekazać kwartet z Holandii.

Uwielbiam gdy czyste dźwięki i goła muzyka, bez zbędnych pierdolników potrafi przenieść mnie na zupełnie inne płaszczyzny świadomości. Tak naprawdę słuchając „Live at Roadburn” w ogóle nie odczuwam jakoby był to materiał grany na żywo. Profesjonalizm jak i samo brzmienie muzyki zaserwowanej przez The Mount Fuji Doomjazz Corporation w trakcie tego koncertu powala. Polecam wszystkim lubiącym grobowe, a zarazem eleganckie dźwięki przy których aż miło czekać na ostatnie tchnienie. Sprawdźcie koniecznie jeżeli nie są wam obce pogrzebowe hity w klimacie Bohren and der Club Of Gore, The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble czy Dale Cooper Quartet & The Dictaphones.

Ocena: 9/10

Exit mobile version