TOŃ – „Korzenie” (2024)

toń korzenie okładka sokólski

Zeszłoroczny debiut warszawskiej Toni to jeden z tych krążków, które przykuły moją uwagę wyraźnie bardziej niż wszystkie inne, których aktualnie słucham. Już od pierwszych chwil zdawałem sobie bowiem sprawę, iż podobne rzeczy słyszałem przecież dziesiątki razy, a jednak od zawartości Korzeni jakoś nie potrafiłem się oderwać. I w sumie niewiele się pod tym względem zmieniło.

Znajdziemy tutaj ponad czterdzieści minut okraszonego doom metalowymi cytatami, acz względnie rasowego stonera. Sporo tu także generowanej pogłosami bądź efektami typu delay przestrzeni (takiej natychmiast przywołującej na myśl post rocka) czy nawet szczypty iście metalcore’owej szkoły konstrukcji riffów.

Mogłoby się wydawać, że co za dużo, to niezdrowo, niemniej miszmasz stylistyczny sprytnie pożeniono tu z nowoczesną produkcją (odpowiada za nią uznane Nebula Studio). Nieco oldschoolowo bijąca perkusja zestawiona została z wypchniętymi do przodu gitarami, zaś poszczególne, momentami względnie nieśmiałe w swej naturze wokalizy chowają się za głośniejszymi ścieżkami zespołu. Podjęcie podobnych decyzji na etapie miksu i masteringu wcale mnie nie dziwi — w stonerze tak zwane „gruzowanie” często gra przecież pierwsze skrzypce.

Wypracowane przez realizatora dźwięku brzmienie nie jest oczywiście jedyną przesłanką wpływającą na mój pozytywny odbiór debiutu Toni, lecz niniejszym kończę wątek instrumentalnej warstwy płyty. Pora skupić się na tym, co według mnie na Korzeniach najważniejsze, czyli rewelacyjnym głosie Moniki Adamskiej-Guzikowskiej.

Niekwestionowana charyzma artystki spaja osiem numerów współtworzących album w jedną całość, a na dodatek powoduje, że kapela natychmiast przestaje przypominać setki innych zespołów parających się stonerem. Monika czyni to zresztą dwutorowo, ponieważ śpiewanie wychodzi jej doprawdy wyśmienicie, ale równie ważne pozostają słowa tekstów.

W kwestii umiejętności pracy z głosem nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż Monika działa również jako trenerka wokalna. Praktyki i wiedzę „techniczną” udało się więc z powodzeniem wykorzystać w studiu do tworzenia ciekawych, zapadających w pamięć linii. Frontwoman dysponuje charakterystyczną, wyraźną, a także po prostu mocną barwą, jednakże bez trudu udaje się jej uwypuklać własną wrażliwość odpowiednio stonowaną dynamiką. Co bodaj najważniejsze, nie ma mowy o kombinowaniu na siłę, ponieważ zdecydowana większość eksperymentów okazuje się trafiona. Takowe wyłącznie wzbogacają i tak udane piosenki.

Adamska-Guzikowska nie boi się obnażać własnych niepewności swoim śpiewem. Niemała w tym zasługa jej męża Jakuba, autora liryków, a także kompozytora lwiej części muzyki. Dzięki pracy między innymi tego duetu z Korzeni bije trudna do uchwycenia, magiczna aura stonera stworzonego przez everymanów, ludzi doświadczonych życiem, gorzkim przemijaniem oraz trudnościami własnej codzienności. I ja w taki stoner wierzę, bo nie kryje się za nim nic nieszczerego. Dobrze kojarzone z zespołem hasło „wszyscy toniemy” idealnie wpisuje się w kanwę tekstowej zawartości debiutu. Bo jak inaczej interpretować słowa refrenu Nim spłonie świat | Zanim skończy się czas | Póki starczy sił | Ratujmy tych kilka dni? Jak widać, tematyka tekstów pozostaje wybitnie niestonerowa, co oceniam wyłącznie in plus, bo duet Monika plus Jakub nie wciska nikomu kitu. Wierzę w każde słowo tej pary, dzięki czemu na wspomnianej wyżej cytatem z refrenu kompozycji Las, Głaz, Ćma nieraz zdarzyło mi się uronić łzę.

Tak naprawdę mógłbym skończyć ten tekst właśnie teraz, gdyż elementy ocenianie przeze mnie jako drobne mankamenty mają pełne prawo podobać się wszystkim innym. Osobiście nie decydowałbym się jednak na zawieranie pojedynczych, męskich growli (są one obecne tu i tam, w niewielkim stopniu). Według mnie raczej zabierają one moc Monice, zamiast wspomagać ją uderzeniem z pełną mocą. Nie do końca rozumiem też koncepcję na wokalizy z tytułowych Korzeni, ale i ona z pewnością znajdzie swoich zwolenników. Tak czy inaczej, płyty słucham raczej wyłącznie w całości, od deski do deski, nie pomijając żadnego z utworów. I biorąc pod uwagę wszystkie inne kwestie, które zdarzyło mi się poruszyć w tej recenzji, wysoka ocena końcowa wydaje się w pełni uzasadniona.

Ocena: 8/10

Hubert Pomykała
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .