W propozycji pochodzącej z Mikołajek kapeli Torture Of Hypocrisy wszystko się zazębia, łączy siecią drucików, neuronowych splotów z precyzyjnym wyczuciem formy. Zazębia, bo pewna marszowa mechaniczność odgrywa na albumie Humanufacture istotną rolę. Mieszają się tu różne elementy metalowego rzemiosła, przede wszystkim opartego na groove metalu i technicznym death metalu, przefiltrowane przez industrialne podejście. Dźwięki te mogłyby towarzyszy przemarszom machin bojowych w IV Wojnie Światowej (choć Einstein żartował bystrze, że ta będzie raczej „stonerowa”), a wspomagają je teksty i graficzna oprawa.
Na wyrost byłoby powiedzieć, że Humanufacture to koncept album, ale namiastka łączenia ze sobą pewnych wspólnych wątków muzyczno-lirycznych niewątpliwie w tym przypadku występuje. Służy też zadowoleniu słuchacza – oczywiście, gdy ten jest w stanie zajrzeć we wnętrze świata niekoniecznie przyjaznego ludziom. Rzecz bowiem o zmaganiach z odczłowieczeniem. Ciężkie, rwane riffy i solidny, pełen siły growling, przepuszczone tu są przez aranże i produkcje, które prowadzą ku światom rażonym obłędem, gdzie dusza ustępuje miejsca zdehumanizowanym rządom maszyny, korporacji, bioinżynierii… Intensywne to granie, pełne pasji, mocy, zaangażowania. Właściwie trudno wymagać więcej, choć rewolucja się nie dokonuje.
Może jest tu aż nadto mocy, może słabi odpadną już w przedbiegach. Torture Of Hypocrisy szczęśliwie jednak stosuje metodę pewnej „arytmii gry”. Nawet jeśli soniczny atak zdaje się skomasowany, to nie jest nieustanny i namolny. Znalazło się miejsce choćby na dość zaskakujący, nieco bardziej stonowany wstęp do Social Credit System, albo kosmiczno-ambientowy przerywnik w postaci A Miracle of Life. Dobrze też robią numerom nieczęste i nie przesadnie długie, ale wyraziste solówki gitary. Co ważne, pewne elementy działają na siebie dodatnio, a połączenie różnych opcji metalowego i industrialnego rzemiosła wynosi Humanufacture nieco wyżej niż prosta suma poszczególnych elementów.
Wynotowałem sobie w czasie odsłuchów wyrażenia, którymi najprościej moim zdaniem opisać propozycję kapeli: głębia, siła, intensywność, przestrzeń. Pewnie, że skorzystano podczas produkcji płyty z pewnych sztuczek dla podbicia efektu. Owszem, przepuszczenie ciężkich riffów i wyrazistego growlu przez elektroniczną maszynerię musiało podbić kaloryczność muzycznej zawartości. To już wszystko było, ale bardzo często w gorszym lub dużo gorszym wykonaniu. Finalnie powstał produkt, który w kanonach broni się bez większych zarzutów. Podchodzę do tej propozycji z zainteresowaniem, choć przyznaję, że nie raczę się tego typu odmianami metalu codziennie i namiętnie. Co na to fani stylu? Z pewnością muszą wyrobić sobie własną opinię. Matrix kontratakuje, może z siłą większą niż zaprezentuje nam nowa, filmowa odsłona.
ocena: 8/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026

