Jestem bardzo zmieszany. Nigdy nie spodziewałem się, że znajdę się w sytuacji, jaką zapewni mi Start Our Revenge. Kto by pomyślał, że to w ogóle możliwe. O ile narzekanie na zbyt małą ilość słyszalnego basu jest w standard wpisane, o tyle nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się brać zbyt dużą jego ilość za wadę. Do dziś.
Wydany w roku dwutysięcznym czternastym przez EveryDayHate cedek zawiera dwadzieścia utworów dających troszkę więcej niż dwadzieścia minut. Jest to jednocześnie pierwszy długograj niemieckiego tria.
Kojarzycie taką piosenkę All About That Bass? Możecie nie kojarzyć, bo kawałek w sumie niedawny, a i wybitnie wkurwiający, ale jego tytuł idealnie podsumowuje moje odczucia wobec Start Our Revenge. Cechą charakterystyczną tej płyty, i jednocześnie jej największą bolączką, jest całkowity brak gitar na nagraniu. Tu jest tylko wokal, perkusja i basidło. I to jest ogromny minus, bo z tego basu nie słychać dużo więcej jak same trzeszczenie i wywożenie gruzu. Trigger nagrał płytę składającą się w dwudziestu czterech minutach z napierdalańska. Tutaj jakieś melodie usłyszy jedna na dziesięć osób. Do tego bas jest zagłuszany przez perkusistę (dobrego) i wokalistę (okropnego). Przez całą długość płyty podobający mi się motyw pokazał się dwukrotnie: raz na The Good Hunters i drugi raz na Drunken Unsupport. Poza tym słyszałem głównie trzaski. Trzaski, blasty (a dużo ich na płycie, oj dużo) oraz wokal, który irytował mnie wysoce skutecznie. Teoretycznie wokalista próbuje zachować różnorodne sposoby krzyków i walczyć z monotonią, w praktyce jeden styl jest gorszy i trudniejszy do zdzierżenia od drugiego. A najgorsze są już te pojawiające się między innymi w Selfmade Gods of Nothing, The Helpful Hands Are Sleeping i jeszcze gdzieś. Chyba to miał być gromki wrzask a’la powerviolence. Chyba, bo wyszedł tak miernie, że porównywanie go jest trudne.
Płyta ma też kolejną zabawną cechę. Wszystko wskazuje na to, że została nagrana na setkę, za jednym zamachem, bez rozdrabniania się i takich tam pierdół. Jak więc pokazać głupiemu słuchaczowi że zaczyna się nowy kawałek, skoro wciąż słychać wybrzmiewające echa poprzedniego? Ano podbić głośność przez pierwsze dwie sekundy kolejnego utworu, po czym przewrócić stan początkowy. Nie powiem, lekko to irytujące, ale jeśli jesteś recenzentem w pewien sposób ułatwia robotę. Jeżeli natomiast recenzentem nie jesteś, to będzie cię to tylko wpieniać.
Nie powiem, jestem tą płytą rozczarowany. Dobry i ładnie zrobiony layout to chyba jedyny większy plus tej płyty. Możliwe, że gdyby Trigger przestał być taki hipsterski i skorzystał z usług gitarzysty jak normalny zespół, płyta nawet by mi się podobała. Niestety w obecnym stadium słyszę głównie szum, a nie muzykę.
Ocena: 4/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

