Turbo obchodziło w 2020 roku okrągłe, czterdzieste urodziny, a taki jubileusz to doskonała okazja do podsumowań. Ktoś powie, że za podobnymi składakami stoją jedynie marketingowe kalkulacje, ale czasem dobrze spojrzeć wstecz. Zwłaszcza, że nie wszyscy są zainteresowani zebraniem całej dyskografii danego zespołu, a dobrze dobrana składanka zawsze zmieści się na półce. W dodatku zespół niektórych ze swych sztandarowych utworów nie umieścił na żadnym longplayu. No i Turbo takie płytowe podsumowanie po prostu się należało, bo stali się jednak jednym z ważniejszych symboli polskiej sceny metalowej, a jednocześnie – wraz z przeobrażeniami własnego stylu – jakimś odbiciem ewolucji tej muzyki w latach 80.
Co dostajemy? Dwie płyty CD wydane w ładnym digipacku (jak rozumiem doczekamy się też winyli). Całość została poddana masteringowi, na szczęście przytomnemu. Pierwszy krążek doskonale nada się do słuchania nawet z kimś, kto nie trawi heavy metalu. Tutaj prym wiodą ballady i utwory refleksyjne, czasem jedynie napędzane jakimś mocniejszym akcentem (floydowsko-heavymetalowa Fabryka keksów, jeszcze z Piotrem Krystkiem na wokalu, lżejsza wersja Cały czas uczą nas, czy okraszony energetyczną częścią Człowiek i Bóg). Nawet jeśli część tych numerów powstawała w latach 80. trochę pod presją wydawcy, który chciał hitów do radia, to nie można odmówić im klasy. Trudno skomponować dobrą balladę, którą po latach nuci się z taką samą przyjemnością. I muszę przyznać, że popadając ostatnio w melancholijne stany, takie numery Turbo jak Pozorne życie czy Coraz mniej towarzyszyły mi ciągle, i tylko żal, że mało komu chce się dziś pisać teksty po polsku, w dodatku z sensem.
Drugie CD to przegląd kawałków „czadowych”, od tych bliskim mieszance klasycznego hard rocka i żwawszych maidenowych temp, które przyniosły dwie pierwsze płyty – pierwszą reprezentuje na tym krążku Szalony Ikar, a drugą numer Już nie z tobą, w kierunku rozpędzonych, thrashowych temp. Bo w końcu przełomowa Kawaleria szatana i jeszcze intensywniejszy i szybszy Ostatni wojownik przyniosły już rasową galopadę spod znaku kalifornijskich tuzów stylu.
Niestety sporym mankamentem jest tutaj brak utworów z samego końca lat 80. i początków 90. (czyli okresu z Robertem „Litzą” Friedrichem), co nieco obniża walory archiwalne, zwłaszcza że pewnym znakiem rozpoznawalnym dla Turbo były przemiany stylu, i warto byłoby prześledzić je przy tej rocznicowej okazji. Wydaje mi się, że w przypadku, gdy dyskografia zespołu nie obejmuje dziesiątek płyt, każda zasługuje na choć jeden numer w podobnym zestawieniu. Rozumiem, że zadecydowały różne powody, ale to jednak duży minus. Choć wyboru dokonał zespół wraz z fanami, więc należy to uszanować.
Całości dopełnia kolaż archiwalnych zdjęć oraz garść wspomnień w książeczce, na które pokusili się Wojciech Hoffman i Bogusz Rutkiewicz oraz wokaliści: Grzegorz Kupczyk i obecny frontman, Tomasz Struszczyk. Kompilacja ma pewne drobne braki. Trudno jednak zadowolić wszystkich. Ale jeśli ktoś poszukuje jakiegoś wyboru z repertuaru Turbo, albo po prostu chce od czegoś zacząć przygodę z ich twórczością (lub zachęcić latorośl), to Greatest Hits się nada.
Ocena końcowa za całokształt wydania. Zawartość to już klasyka, i nie podlega „gwiazdkowaniu”, bo to po prostu „dycha”.
ocena: 8/10
Oficjalny profil Turbo na Facebooku
Metal Mind Productions na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: Greatest Hits, Grzegorz Kupczyk, Hard Rock, Heavy Metal, Metal Mind Productions, recenzja, review, Turbo, Wojciech Hoffman.






