Skłamię, jeśli powiem, że jestem wielkim fanem wydawnictw typu split. Ale skoro zarówno wytwórnie, jak i zespoły tak wymyślają, to nie ma co marudzić, tylko słuchać, tym bardziej że często jest to właściwie jedyna szansa dla młodych kapel, by dać znać o sobie komuś więcej niż tylko paru znajomym.
Tym razem mam do czynienia z wydawnictwem od Werewolf Promotion, które skupia trzy bandy na jednym albumie, pod wspólnym tytułem Meditations Upon The Cold Mountains. Pierwsza część płyty należy do jednoosobowego projektu Unruhe, za który odpowiada H., na co dzień wokalista śląskiego Useless. Trzy utwory pochodzą z dema Wśród Gór Szytych Mgłą, i już sam tytuł mówi całkiem sporo. Unruhe proponuje ciężką, sunącą się, bardzo gęstą odmianę leśnego black metalu, z brzmieniem zakotwiczonym między skandynawską atmosferą, a starą, francuską topornością. Monotonne (co nie znaczy, że nudne) riffy mocno pachną klasycznymi dokonaniami Darkthrone, ale bynajmniej nie jest to zarzut, wręcz przeciwnie. Posępna atmosfera i zasnuty smogiem klimat nadaje muzyce swoistego, swojskiego charakteru. Muzyka Unruhe to black czystej wody, paradoksem zaś jest fakt, że najwięcej czerni wypływa z bulgotliwego, death metalowego wokalu. I gdy wszystko sobie nieśpiesznie płynie potokiem gęstej smoły, niespodziewanie zostajemy wprowadzeni w trans, za sprawą ambientowego, klawiszowego pasażu. To już pierwszy z trzech utworów od Zawrat – brytyjskiego projektu, o którym nie wiadomo zgoła nic, oprócz faktu, że porcja ich muzyki pochodzi z dema Wandering In A Mystical Unity. Kompozycja pod tym tytułem stanowi jeden z mocniejszych fragmentów tego wydawnictwa. To już niemal czysty, norweski las – nie jest tak topornie jak wcześniej, wokalnie też blisko do klasyki gatunku. Klimatu dużo, chłodu i deszczu również, zarówno dzięki organicznemu brzmieniu, jak i przeplatającym się riffom, w prostej linii zaczerpniętych od największych. Dobre wrażenie nieco opada przy Tears And Blood Flowing Into The Sea, które brzmi, jakby było niechcianym, porzuconym i zaniedbanych dzieckiem Fenriza i Nocturno Culto. Surowe brzmienie gitar, które serwują małą wymyślną wariację na temat Panzerfaust przytłacza całą resztę, która rozmywa się w rozwodnionej kompozycji. Gdyby skrócić ten numer chociaż do połowy (a trwa ponad dziewięć minut), to wyglądałoby to lepiej, ale jak twórca (twórcy?) chciał – tak ma.
Płytę zamyka Flame Of War – nieistniejący już duet z Wrocławia, który zdążył po sobie pozostawić m.in. cztery pełne albumy. The Sacred Flame to monumentalny utwór pochodzący sprzed dziewięciu lat, wydany po raz pierwszy na potężnym splicie To Praise Our Gods, To Conquer The World. Ponad piętnastominutowy kolos, to nic innego jak pomnik atmosferycznego, osadzonego na wolnym tempie black metalu. Kawalkada riffów wwiercająca się w mózg, bzyczące gitary, zadziorny wokal, marszowy rytm, niepowtarzalny, hipnotyzujący klimat i ani chwili nudy. Prosty, w zasadzie ascetyczny numer takiej długości, któremu kolorytu dodają w zasadzie tylko różnorodne wokale wydaje się przepisem na klapę, a jest dokładnie odwrotnie – The Sacred Flame wybrzmiewa jakby trwał dosłownie chwilkę, a jednak z niecierpliwością czeka się do końca, by natychmiast puścić go jeszcze raz. I jeszcze, i jeszcze, i bez końca.
I choćby dla tej perły, warto uzupełnić zbiory o Meditations Upon The Cold Mountains. Wielkie ukłony należą się Werewolf Promotion za przypomnienie o Flame Of War, i za przedstawienie światu Unruhe. Mimo różnych wzorców i różnych odcieni czerni, obie kapele łączy dar do kreowania wspaniałego klimatu i przeniesienie słuchacza w inny wymiar, co stanowi wspólny mianownik płyty. I nawet do bólu przeciętny Zawrat nie jest w stanie zepsuć świetnego wrażenia.
Ocena: 7,5/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022
Tagi: 2019, album review, black metal, british band, Flame Of War, Meditations Upon The Cold Mountains, polish black metal, recenzja, split, Unruhe, Werewolf Promotion, Zawrat.






