Venom – „Black Metal (40th Anniversary)” (1982/2022)

Są płyty-pomniki, których obalić nie sposób; kamienie milowe na metalowym szlaku znaczące drogę do piekła i z powrotem. Trudno polemizować ze stwierdzeniem, że album Black Metal Venom to jedna z najważniejszych pozycji w historii metalowej muzyki. Stworzone w 1982 roku przez Cronosa, Mantasa oraz Abaddona dzieło inspirowało i odstraszało jednocześnie, odciskając piętno na kolejnych pokoleniach. Już debiut wywołał rewolucję, ale to Black Metal zdefiniował na dobre styl zespołu – genialny w swej brudnej prostocie – a jednocześnie pokazał, że zgrzebność może być nośnikiem nie tylko bluźnierczej siły, lecz i niepowtarzalnej, mrocznej atmosfery.

Właśnie mija czterdziestolecie ukazania się drugiego albumu Venom. Z tej okazji zespół wraz z wytwórnią BMG przygotował wznowienie płyty Black Metal na winylu. Nie ma sensu omawiać szczegółowo muzycznej zawartości – każdy zna na pamięć takie numery, jak ten tytułowy, złowieszczy Buried Alive czy pełen mocy i majestatu Countess Bathory. Mnożą się w tekstach trzy szóstki, pentagramy i klątwy, a diabeł tańczy z węgierską hrabiną na grobach nieszczęśników pogrzebanych żywcem, co nie przeszkadza snuć podmiotowi lirycznemu erotycznych fantazji o nauczycielkach. Jak na owe lata, to płyta godna stosu. Wszystko zdaje się tu prawdziwie kultowe: niepokorne, proste, nośne riffy, teksty pełne diabolicznych odniesień, ikoniczna okładka i logo, zdjęcia wewnątrz, użyte w druku czcionki, a nawet sam tytuł, który przecież określił nazwę rozwijanego przez epigonów stylu.

Z czarnego ziarna wkrótce miał wykiełkować przeklęty las. Wystarczyło potem nasiąkać, inspirować się i rozwijać te pomysły, zresztą wielu tak czyniło. Venom od razu czarcim pazurem oraz utoczoną z niewinnych krwią zapisywał się w annałach metalu i nakazywał podążać ścieżką zniszczenia. Najlepsza płyta grupy? Na pewno kompletna. Nic już więcej zespół nie wymyślił ponad to, co objawił na Czarnym Metalu. I ów Metal wciąż żre, porusza, zaciekawia, mimo upływu dziesięcioleci.

Z okazji jego rocznicy do wyboru są dwa placki: klasyczny czarny i srebrny rozstrzelony swirl winyl. Otrzymałem do recenzji tę drugą wersję i muszę przyznać, że prezentuje się świetnie! Okładka zachowuje surowy charakter – na szczęście nikt nie próbował jej odświeżać i retuszować rogatej postaci. Tytuł został wytłoczony w głębokiej czerni, krojem pisma, który budzi przyjemny dreszcz. Koperta w środku, zadrukowana na modłę średniowiecznego manuskryptu, objawia wersety czarnej magii, wycharczane zresztą w utworach z płyty przez Cronosa. Tył z enigmatycznymi zdjęciami złowieszczo wyglądających muzyków również przenosi nas do magicznych lat 80.. Rozkładana wkładka niewątpliwie wytyczyła w swych czasach pewne estetyczne trendy. Wszystkie elementy wyglądają jak żywcem wzięte z 1982 roku i odwzorowują oryginalne wydanie, co powinno ucieszyć maniaków. Szlachetna prostota musi się podobać. Nawet jeśli Venom mrugał wtedy okiem, to pewne rozwiązania stały się obowiązującą konwencją. Do tego winyl brzmi dobrze, więc nie można się do niczego przyczepić.

Wobec tego wydawnictwa nie wypada zatem przejść obojętnie. Nie zaspokoi ono wielbicieli masy dodatków, jednak prostota rozwiązań, którą zasłynęła kapela z Newcastle, zyskała w 2022 odpowiednią i godną celebrację. Miłośnikom klasyki powiem więc: sięgajcie po winyl z dziką radością! A zatem „Lay down your souls to the gods rock 'n roll!”.

ocena: 10/10


(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .