Venom – „In Nomine Satanas” CD BOX (2022)

Co było pierwsze – jajko czy kura? Odpowiedź jest banalnie prosta: na początku był Venom! Oczywiście stwierdzenie, że to w Newcastle powstał black metal, jest pewnym nadużyciem, ale jeśli szukać symbolicznego aktu narodzin stylu, to pojawienie się na scenie Cronosa, Mantasa i Abaddona można uznać za takowy. Brudny, prosty, z pozoru niechlujnie zagrany heavy metal, czerpiący sporo z punku oraz okraszony tekstami dotykającymi diabolicznej, okultystycznej i bliskiej horrorom tematyki, zainspirował kolejne pokolenia do rozwijania plugawych wątków w warstwie muzycznej, lirycznej tudzież estetycznej.

Na czterdziestolecie ukazania się drugiej płyty grupy, ikonicznego albumu Black Metal, dostajemy od zespołu i BMG dwa prezenty. Pierwszym było jubileuszowe wydanie Czarnego Metalu na winylu, które pokrótce już omawiałem. Drugi stanowi retrospektywny box In Nomine Satanas, zawierający 6 CD i DVD. W 2019 roku pierwsze płyty grupy doczekały się wznowień w podobnej formie na winylach, teraz przyszła pora na srebrne krążki. Wydawnictwo zawiera albumy najistotniejsze dla Venom, a zatem te, które zapisały się czarnymi zgłoskami w piekle, ugruntowując pozycję grupy na mapie najważniejszych metalowych formacji wszech czasów. Na uczczenie rocznicy dostajemy dzieła stworzone w klasycznym składzie przez trio Cronos, Mantas i Abaddon: Welcome to Hell (1981), Black Metal (1982), At War with Satan (1984) i Possessed (1985). Do tego dochodzi klasyczna koncertówka Eine kleine Nachtmusik (1986).

Zestawu dopełnia składanka Sons of Satan zawierająca wczesne nagrania z demówek, które nie znalazły się na regularnych wydawnictwach. Kto jeszcze nie zna tego materiału, będzie mógł uważniej prześledzić, jak kształtował się styl Venom. Towarzysząca wydaniu informacja sugeruje, że mamy do czynienia z nieznaną wcześniej twórczością, jednak wyszła ona już swego czasu na światło dzienne, zresztą pod tym właśnie tytułem. Najciekawsze wydaje mi się tu surowe i ponure, jakby profetyczne dla późniejszego rozwoju black metalu, wykonanie Buried Alive.

Największą zaś gratkę stanowi DVD 7th Date of Hell – Live at Hammersmith Odeon. Piękny to był czas dla Venom – grupa już okrzepła na scenach, wypuściła parę miażdżących albumów, a jednocześnie zachowywała podczas występów na żywo młodzieńczą pasję i złowieszczą aurę. Diaboliczna prezencja muzyków, pirotechnika, klimat, a także wykonanie, nie zawsze technicznie idealne, ale za to napędzane szczerą pasją i wielką mocą – oto odpowiedzi na pytanie, dlaczego styl zespołu okazał się tak bardzo inspirujący. Venom na żywo hipnotyzował oraz rozbudzał mokre i mroczne sny metalowej gawiedzi. Do dziś ogląda się tamten pamiętny koncert z dużą satysfakcją.

Skupię się na moment na samym wydaniu. Box nie prezentuje się jakoś wyjątkowo – ot, płyty CD w kopertach, zamknięte w lśniącym, kartonowym pudełku wraz z książeczką zawierającą kilka zdjęć z epoki, a także garść ciekawostek i wypowiedzi samych muzyków. Jest to jednak doskonałe wprowadzenie w temat. Jeśli ktoś chciałby sprawić prezent wchodzącemu w świat hałasu chrześniakowi – i sprowadzić go na złą drogę – In Nomine Satanas sprawdzi się znakomicie. A może wasz dziadek, który schował już gramofon w pawlaczu, ale wciąż lubi wspomnieć czasy, gdy był pierwszym, ściganym przez milicję metalem na osiedlu, chciałby mieć klasykę Venom na półce? Zróbcie staruszkowi tę przyjemność!

In Nomine Satanas to opcja całkiem rozsądna – zwłaszcza cenowo. Zakupienie wcześniejszych wydań wymagałoby pozbycia się okrągłej sumki, a tak dostajemy minimalistyczną wersję budżetową. Muszę się przyznać, że sam nie potrafię oprzeć się ostatnio czarnej magii Venom i raz po raz sięgam do pudełeczka, przypominając sobie klasykę z rozkoszą, jaka towarzyszyła hrabinie Batory podczas jej osławionych kąpieli.

Muzyka: 9/10 (klasyka!)
Wydanie: 6/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .