Violent Answer – „Violent Answer” (2020)

W przeładowaniu wszelkimi nowymi próbami podejścia do wszystkiego core zrobiłem sobie od niego przerwę, którą z kolei przerwałem na debiut Violent Answer. Naczytałem się i nasłuchałem o chłopakach wiele dobrego, zrobił się z tego jakiś mały hype train, że nowy band otrzaskanych w temacie ludzi, więc wsiadłem. No i teraz są we mnie dwa wilki.

Wilk numer jeden kiwa z uznaniem głową. Violent Answer to 21 minut 37 sekund (przypadek?) nowoczesnego na wskroś hc wpadającego momentami w ramiona metalu. Wszystkie trybiki maszyny są naoliwione, nic nie trzeszczy, a sam zespół w krótkim materiale sięga chyba po wszystkie sztuczki, jakie proponuje współczesna scena. Na dodatek kapela żongluje nimi sprawnie, raz korzystając z dobrodziejstw klasyków, jednocześnie często spoglądając w kierunku deathcore, śmiało wypuszczając akordy, bawiąc się zmianami tempa przy wykorzystaniu chyba wszystkich beatów z hardcore’owej encyklopedii perkusyjnej.

Violent Answer śmiało wskazali swoje miejsce na brzmieniowej mapie – zdecydowanie bliżej im do np. The Acacia Strain czy After the Burial niż Sick of it All. Wszystko przez to, że ekipa krąży szuka raczej mocy i ciężaru w breakdownach, niż w punkowym parciu do przodu. Ważną rolę pełni w tym też Marcin Werner, który odważnie ucieka we wszelkie możliwe rodzaje krzyków i growli, jednocześnie nasycając materiał pewnego rodzaju dzikością wynikającą z jego barwy głosu i poszukiwań brzmieniowych. W trakcie researchu natknąłem się w pewnej recenzji na stwierdzenie, że Marcin nie dojeżdża, bo ma problemy z techniką. No nie, kurwa, nie. Po pierwsze, to nie akademia muzyczna, że trzeba robić wszystko jak w podręczniku, po drugie akurat Marcin gra na epce pierwsze skrzypce, urozmaicając swoje partie w taki sposób, że stają się podstawowym nośnikiem agresji. Violent Answer z korzystania z pełnej palety oferowanej przez współczesną scenę zrobili chyba swój sztandar, więc tak samo jest też w wokalach – od growli po pig screamy ze wszystkim po drodze, łącznie z okazjonalnym podparciem się melodyjnym refrenem. Reszta kapeli sekunduje i daje Marcinowi odpowiednio dużo różnych kolorów, niezbędnych do pokazania pełnej gamy umiejętności. Liczne zmiany temp i szafowanie perkusyjnymi bitami utrzymuje też uwagę słuchacza, no i przede wszystkim daje też pole do popisu dla gitar, które muszą też kombinować na prawo i lewo, żeby w tej zupie nie utonąć. Oczywiście to nie jest Devin Townsend, więc poszukiwania nie są aż tak szeroko zakrojone, ale też nie mamy tu jednego patentu granego przez całą płytę.

Ale jest jeszcze przecież wilk numer dwa, który wskazuje, że w tym całym konglomeracie sztuczek Violent Answer nie proponują niczego autorskiego, nie znajduję na epce nic, co wyróżniałoby ich od innych kapel na odpowiednim, podobnym poziomie. Oczywiście nie każda płyta musi wymyślać proch na nowo. Wejście na ten „odpowiedni” poziom, co Violent Answer przyszło z łatwością, samo w sobie jest sztuką i zasługuje na uznanie. Lubię sobie jednak obiecywać, że skoro mamy tu do czynienia z debiutem, to na kolejnych nagraniach zespół odnajdzie własny pierwiastek i zaserwuje coś, co sprawi, że wyskoczy ponad resztę.
Koniec końców wilk numer jeden ma więcej argumentów. Wilk drugi pozostawia sobie nieco rezerwy, ale na pewno będzie śledził i chętnie wyskoczy na koncert, żeby dać się przekonać ostatecznie.

7,5/10

Violent Answer na Facebooku: klik

Sprawdź też: Last Penance, Pale Path, Torture of Hypocrisy, Deadpoint, Wostok

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , .