Pod koniec lipca (21.07) odbyła się premiera pięknego boxu wyprodukowanego przez BMG we współpracy z Noise Records oraz zespołem Voivod. W skład Forgotten in Space, jak zatytułowano wydawnictwo, wchodzą albumy wypuszczone w latach osiemdziesiątych: Rrröööaaarrr, Killing Technology oraz Dimension Hatröss. Do pełnoprawnych edycji BMG, zgodnie ze zwyczajem, dodało bonusy, które mogą zmoczyć majtki największym fanom muzyków z Kanady, czyli dwuwinylowy krążek No Speed Limit Weekend Live ’86, Dimension Hatröss – the Demos, Chaosmöngers DVD, czterdziestostronicową księgę i gadżet w postaci figurki USB o charakterystycznych dla zespołu kształtach – „Körgull the Exterminator”. Całość klasycznie została zapakowana w mocną, kartonową skrzynkę, która swym wyglądem na pewno uatrakcyjni każdą kolekcję płytową.
Premiera takiego obszernego wydawnictwa skłoniła mnie do wspomnienia kilku chwil ze swoich pierwszych doświadczeń z zespołem. Były one dosyć opóźnione, bo zainteresowanie zainicjowała dopiero płyta Phobos. Nagrany już po śmierci Piggy’ego krążek niekoniecznie zaliczany jest przez fanów do klasyki, jednak ja, „nieskażony” wcześniejszą działalnością Voivod, zakochałem się w albumie momentalnie i uwielbiam go do dziś. Choć nie szokował już tak jak wczesne płyty w latach 80., to uważam, że w czasie, gdy świat poznał Aenimę zespołu Tool, Phobos stanowiła znakomity ruch w kierunku odświeżenia wizerunku i odpowiednią reakcję na zmieniający się świat.
Do starszych rzeczy sięgnąłem natomiast stosunkowo niedawno, jakieś siedem, może osiem lat temu. Mój przyjaciel z uporem maniaka puszczał War and Pain na imprezach i siłą rzeczy zachęcił mnie do dawna odkładanej „lektury”. Nie wiem, czy jest ktoś, komu udało się w pełni oraz skutecznie określić styl Voivod jednym słowem ani nawet zdaniem. Miks thrashu, punku i progu brzmi co najmniej zabawnie, no bo jak to tak, żeby punk i progresja mogły występować w jednym miejscu. Coś w tym jednak jest, a muzycy nigdy nie przejmowali się określeniami i robili swoje, dochodząc wręcz do momentu, kiedy można było określać Voivod tym zespołem, który można kochać, albo nienawidzić. Przez lata byli brzydkim kaczątkiem na scenie thrashu, kochani przez artystów i wymieniani często jako ich inspiracje, ale niekoniecznie słuchani przez miliony metalowców. Zmienia się to na szczęście z upływem lat i obecnie twórczość Kanadyjczyków docenia się znacznie bardziej – to cieszy.
Forgotten in Space odsłuchałem chronologicznie i w bardzo krótkim czasie, by mieć świeży ogląd całości. Wszystkie albumy zostały zremasterowane, dzięki czemu brzmią świeżej i dynamiczniej. Różnica względem oryginałów jest zauważalna, ale nie budzi niezadowolenia. Zadbano o utrzymanie
charakteru 35-letnich płyt; nie posunięto się do stworzenia krystalicznie brzmiących perełek. Z trójki „pełniaków” moją faworytką zdecydowanie jest Killing Technology, którą wyróżnia najbardziej futurystyczna atmosfera i progresywny materiał. Rrröööaaarrr w tym zestawieniu brzmi najbardziej zwierzęco, pchając muzykę Kanadyjczyków w kierunku Motörhead i Venom, co także ma swoje plusy, ale nie porywa mnie jak bardziej „progowe” dźwięki. Dimension Hatröss z kolei odbieram jako połączenie złożoności Killing Technology i szaleństwa dwóch pierwszych płyt Voivod.
Dla maniaków jednakże, znających regularne albumy na wskroś, dopiero bonusy będą największą wartością. Pierwszym kąsek to Dimension Hatröss – the Demos wydany na pięknym niebiesko-białym splatterze, który, zgodnie z tytułem, zawiera nagrania w wersjach demo. Można je przesłuchiwać bez końca, szukając różnic względem finalnych kompozycji. Płyta ma ciekawy, wręcz live’owy feeling, co w połączeniu z trochę mniej czytelnym od ostatecznej wersji brzmieniem daje nową jakość. Kolejnym ważnym dodatkiem jest podwójny winyl No Speed Limit Weekend Live ’86 z upamiętnionym koncertem w Montrealu. Krążek ten raczy m.in. utworami War and Pain, Fuck Off and Die czy Nuclear War. Upamiętnia on ówcześnie towarzyszącą zespołowi energię, co czyni go, moim zdaniem, obowiązkowym elementem do sprawdzenia; niedoskonały brzmieniowo występ daje pełny obraz koncertów lat osiemdziesiątych, bez przekłamań i udoskonalania ścieżek. Trzecim, acz nie ostatnim bonusem jest Chaosmöngers DVD, który zawiera wiele materiałów archiwalnych: krótki dokument, wywiady, nagrania z koncertów, urywki z backstage’u, cały koncert z Chicago z 1988 roku oraz dodatkowy zapis koncertu z festiwalu World War III z 1985 roku w formacie audio. Jakby tego było mało, box oferuje również bogatą w fotografie książkę z historią opowiedzianą przez Awaya, perkusistę zespołu. Przedstawia ona początki Voivod i jego rozwój. Ostatni bonus stanowi dysk USB w kształcie Körgulla, dodatek tyleż cieszący oko, co praktyczny – zgrano nań wszystkie materiały audio w formacie MP3, dzięki czemu można odtworzyć je w samochodzie czy wgrać na telefon.
Jedyne, co mogę napisać w ramach podsumowania, to kilka słów zachęty do zaoszczędzenia pieniędzy na Forgotten in Space. Boksy od BMG nie należą do tanich – za jakość niestety trzeba płacić
– ale w to wydawnictwo bez dwóch zdań upchano „maksa”, więc jest ono warte każdej złotówki. Wydawnictwo niewątpliwie spodoba się starym fanom Voivod, ale inwestycji nie pożałują też ci, którzy chcieliby tę markę lepiej poznać – taka historia w pigułce, czy może raczej w pudełku. Piękne winyle w formatach splatter i swirl cieszą wzrok, a jakość dźwięku rozgrzewa serce. Dla metali nieposiadających gramofonu BMG przygotowało również paczkę z płytami CD w nieco łatwiejszej do przełknięcia cenie.
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2022, BMG, box set, Forgotten In Space, Hard Rock, płyty winylowe, recenzja, review, rock n'roll, vily, Voivod.






