Helloween – „March of Time – The Best of 40 Years” (Box Set Edition)

28 marca 2025 roku to dzień, w którym ukazała się jedna z mocniejszych antologii w historii metalu. Pięć płyt winylowych lub trzy CD zmieściły w sobie aż 42 utwory materiału zatytułowanego March of Time – The Best of 40 Years, oficjalnej kompilacji zespołu Helloween. Na równie potężny zestaw nigdy wcześniej nie natrafiłem. Fanem składanek typu „best of…” nigdy nie byłem, ale ta jest czymś zdecydowanie „większym”.

Na potrzeby recenzji otrzymałem po raz kolejny box winylowy, a jak box od BMG, to nie ma zmiłuj. Dobra jakość, dobre brzmienie, duża dbałość o szczegóły i gwarancja satysfakcji. Pięć placków zostało zapakowanych w oddzielne koperty, z których każda posiada własną okładkę (tu uwaga, płyty spakowane są w kopertach bezpośrednio i polecam zakup dodatkowych, foliowych ze względu na drobinki kartonu brudzące płyty). Do płyt dorzucono grafikę z okładką w białej kolorystyce i ciekawostkę w postaci puzzli z grafiką zbudowaną na motywach z (chyba) wszystkich albumów zespołu. Co prawda pewnie nigdy nie wyjmę tych puzzli z folii z obawy przed pogubieniem elementów, ale przyznać trzeba, że gadżet jest to przedni.

BMG reklamuje to wydawnictwo mianem kompilacji dla zespołu, który jest przodownikiem w gatunku power metal i o ile nie da się ukryć, że debiut zespołu, Walls of Jericho (1985), stał się inspiracją i wyznacznikiem nowego gatunku, to faktem jest, że bycie fanem Helloween przez całe 40 lat nie było łatwe. Zespół dużo eksperymentował, gonił za modami, by utrzymać się na topie, przez co tracił również starych maniaków. Byłem ciekaw, jakim kluczem będą się kierować muzycy przy doborze utworów na kompilację. Starzy fani zapewne wzięliby utwory tylko z trzech pierwszych albumów, inni dodaliby jeszcze coś z lat 90., a jeszcze inni dorzucili coś z historii nowożytnej i składu siedmioosobowego. Większość pominęłaby dwa hardrockowe Pink Bubbles Go Ape (reprezentowany tu przez Kids of the Century i Number One) i Chameleon (Windmill). Tyle lat aktywności muzycznej i szesnaście pełnych albumów to nadal zbyt wiele nawet na 42 kompozycje na składance. Praca musiała być ciężka, każdy zły wybór mógł zepsuć całość.

Trochę zajęło mi przygotowanie się do tego tekstu. Obsłuchanie wszystkich krążków, wczucie się w ich klimat to dla gościa, który nie jest tak całkowicie obstukany we wszystkich nagraniach zespołu, spore wyzwanie. Należę do maniaków Keeper of the Seven Keys I i II (dla mnie najlepsze albumy gatunku heavy metal w ogóle), więc automatycznie byłem pewien, że będę preferował krążki z udziałem utworów z tych kultowych płyt. Bardzo lubię także debiut, szybkie The Time of the Oath i eksperymentalny, aczkolwiek mocny Better Than Raw. Hardrockowe eksperymenty mi do dziś nie weszły, a krążki nagrane w latach od 00. jakoś trąciły myszką. Nie zmienia to faktu, że szacunek zawsze był i będzie.

Myślę także, że większego szacunku do zespołu nabrałem po poznaniu March of Time, na co po cichu liczyłem. Jest tu kilka utworów, które na pewno dałoby się zamienić na coś bardziej energetycznego i heavy metalowego – tego jestem pewien. Szczególnie środkowa część kompilacji jest za słodka i można by rzucić czymś cięższym, lecz i tak uważam wydawnictwo za mocne. Wymagające i nieidealne, ale mocne. Do pierwszych dwóch dysków nikogo na pewno nie będę musiał namawiać, klasyka uderza tu hitami, które znam na pamięć, a ich status jest niepodważalny. Dziwnie zaczyna się z Kids of the Century i jemu podobnych eksperymentów. Leci tu pod rząd kilka dosyć ckliwych melodyjek i jest to etap dosyć, nazwałbym to, kontrowersyjny w zestawie. Wraca to później do normy, heavy metalowy ogień znowu się rozpala, ale myślę, że nie tylko ja mogę mieć z tym problem.

Słuchając całości doszedłem do jednego wniosku. Helloween zatoczył koło. Słychać to tak wyraźnie, że nie da się tego odczucia zignorować. Rozpoczynając na pierwszym dysku, idąc stopniowo przez kolejne albumy i kończąc na płycie piątej czuć, że zespół wrócił do korzeni i dobrze się czuje ze swoją spuścizną. Pomysły składające się na najnowsze utwory zdają się naturalne i tak heavy metalowe, jak te klasyczne z lat 80. I chyba o to chodziło w tej kompilacji i podsumowaniu długiej, czterdziestoletniej drogi zespołu. Muzycy nie raz się potykali, nie raz byli na szczycie, by z niego spaść, w okresach zmieniającego się rynku muzycznego i jego nieprzychylności do klasycznego metalu. Czują dumę ze swoich korzeni i wiedzą, jakim być zespołem, by dać fanom to, czego od nich oczekują. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować 40-lecia i życzyć kolejnych długich lat aktywności scenicznej.

Helloween na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .