Site icon KVLT

YOTH IRIA – „Blazing Inferno” (2024)

Blazing Inferno to już druga propozycja w dyskografii Yoth Iria. Pojawiła się z niewielkimi fanfarami, a szkoda, ponieważ są bardzo dobrzy w tym, co robią. Ich marka helleńskiego black metalu znanego z dokonań wczesnego Rotting Christ, Varathron czy Necromantia, z którą dane było mi obcować przy okazji debiutu As The Flames Withers, oczarowała wielu, nawet mnie. A możecie mi wierzyć, że jestem raczej sceptyczny wobec bazowania na twórczości innych i serwowaniu wciąż tej samej, miejscami monotonnej, bądź po prostu nudnej muzyki.

Blazing Inferno w dużej mierze rozpoczyna się tam, gdzie zakończył się jego poprzednik, zarówno pod względem treści muzycznych, jak i wizji lirycznej. Tutaj nie ulega wątpliwości fakt, że Yoth Iria ma słabość do gigantycznych demonicznych postaci przyćmiewających ludzką cywilizację, dążących do zagłady wszelkiego dobra na świecie.

W odświeżająco rzeczowym formacie Grecy prezentują solidny, porywający i satanistyczny triumfalizm, który przeczy stosunkowo niewielkiej długości samych utworów. Z grzmiącą perkusją w In The Tongue Of Birds czy We Call Upon The Elements, porywającymi solówkami w But Fear Not i Mornings Of The Thousand Golds oraz kolekcją klasycznych growli, złowieszczych szeptów i chórów, Yoth Iria tworzy wciągające i bardzo przyjemne kompozycje. Utwory potrafią utrzymać atmosferę i prezencję, nie umniejszając wytwarzających dopaminę zwrotów akcji tremolo i zawodzenia przeciągniętej melodii, jak chociażby tytułowy utwór czy Rites Of Blood And Ice, które spajają całość. Kolorytu płycie dodają delikatne i tylko miejscami folkowe wstawki żywcem wyjęte z kultury Hellady. Może to i wtórne, i takiej muzyki słyszeliśmy już całą masę, ale jeżeli Yoth Iria pójdzie tropem, rytmem i atmosferą zamykającego album We Call Upon The Elements, to ja chętnie sięgnę po ich dzieła w przyszłości.

To black metal, który sprawia, że ja czuję się dobrze, sprzymierzając się z „niosącym światło”. Oczywiście nie w jakiś wyszukany sposób, tylko ze świetnymi riffami, odpowiednią ilością napięcia i niuansów oraz przekonująco masywnymi kompozycjami, które odwracają uwagę od przesadnego momentami i wywołującego skurcze patosu.

Pewnie wielu z czytających tę recenzję się ze mną nie zgodzi, ale jest to po prostu dobre. Tylko dobre, albo aż dobre.

Yoth Iria na Facebook

Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
Exit mobile version