Lubię czasem wyjść poza swoje ulubione i dobrze znajome gatunki. Takie wyprawy może i potrafią zaboleć, ale mogą też nauczyć czegoś nowego, coś pokazać a jak będzie się miało szczęście to nawet znajdzie się nową miłość. Mniej więcej dlatego wziąłem się za reckę YSS, zespołu totalnie nie w moim stylu, bo metalcore’owego. I w sumie nie żałuję.
Opisywana tu EPka to pierwszy wytwór Wrocławiaków. Znajdziecie tam 4 kawałki, razem jakieś 18 minut nieźle brzmiącego grania. Nie mam żadnych zastrzeżeń do strony produkcyjnej. Krążek brzmi ładnie, dół jest dołem, góra górą, nawet da się wyłapać plumkanie basu. Wokal nieznacznie wybija się przed resztę ścieżek, ale koniec końców to nie przeszkadza. Powiedziałbym raczej, że ciekawie podkreśla maniery wokalne krzykacza.
Ogólnie mówiąc, wokalista jest najjaśniejszym punktem zespołu. Jego śpiew ma w sobie jakieś takie zadziorne i agresywne nuty. Co prawda bardziej umieściłbym to w hardcore, niemniej tu też się sprawdza. Chciałbym też pochwalić jego niskie tony, ale nie ma tak dobrze, te trzeba dopracować. Niemniej przez większość czasu jest git. Gitarowcy też nieźle poczynają, a riffy nie nudzą. Tu wielki plus za intro do „Sleeper Must Awake„. Bardzo nośne i kozackie połączenie wszystkich elementów.
W sumie, „Sleeper Must Awake” to chyba najlepsza część płytki. Podoba mi się także pierwsze i tytułowe „We Are Invisible” , fajnie się zaczynające i utrzymujące klimat zagrożenia, który potrafi zacnie refrenem wygładzić (autor jest świadom, jak to brzmi, jednakże dokładniej wyjaśnić nie umie. Sami se sprawdźta.), a pod koniec znów przywrócić. Nadzieje me rozbudził też wstęp do kawałka „Corporate Bitch” który gotów byłem uznać za mocarny, ale koniec końców wyszedł z niego raczej pozujący szczawik niż prawdziwy Rambo. Nazwijmy ten track najsłabszym, jednak też ma swój klimacik. Tak, znowu wspomniane wyżej zagrożenie. Ono wychodzi zespołowi najlepiej i na ich miejscu poszedłbym właśnie w klimatyczność a nie ciężar riffów.
Jakieś minusy? Nie ma ich za dużo. Prawdę mówiąc, dla mnie jest tylko jeden: nic w tym specjalnego. Tak, jest klimat, ale za mało by mnie porwać. To jest dobra EPka, zacny start świeżego zespołu na scenie. Coreki pewnie mają kolejny zespół do propsowania. Doceniam You Shall Suffer, ale jarać się tym nie będę. Może kiedyś, gdy band pokaże zęby a’la Heaven Shall Burn, choć do tego daleko. Bardziej dla fanów Parkway Drive.
Ocena: 7/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

