Bywało już tak w historii polskiej muzyki rockowej, że to właśnie od morza szedł powiew świeżości i awangardy. Trójmiejsko-warszawski Zespół Sztylety wpisuje się w nurt kapel niekonwencjonalnie podchodzących do gitarowego rzemiosła, które jednak przy śmiałym łączeniu różnych konwencji wciąż nie zapominają o klasycznych nawiązaniach. Przy odrobinie eksperymentów i pewnej dawce melodii, formacja nie wypada ze zgrzytliwych, hałaśliwych i niepokornych ram. Zespół Sztylety meandruje, na bazie znanych rozwiązań szukając swojego stylu. S.T. Szelewa (wokal i bas), Ł. Orzeszko (gitara), M. Szewczyk (gitara) i I. Macikowski (perkusja) łączą pewne elementy śmiało i bez kompleksów, choć jeszcze z pewną młodzieńczą niepokornością i wrażliwością – pewnie części konserwatywnej publiczności utrudni to odbiór, powoduje początkowy opór. Zupełnie niesłusznie.
Chęci do poszukiwań i eksperymentów nie odbierają numerom siły rażenia, a przede wszystkim spójności artystycznej wypowiedzi. Płyta Tak będzie lepiej brzmi jak album właśnie, a nie zbiór przypadkowych numerów. Skutecznym lepiszczem różnorodnych wątków jest produkcja (mix i mastering Marek Przybyszewski), w której słychać ducha subpopowej skromności, gdzie dysonans i zgrzyt nie jest wrogiem, a kompanem. Po drugie, przewodnikiem jest w tej podróży młodzieńczy głos S.T. Szelewy, rozpinający się od romantycznego śpiewu, poprzez skandowanie, aż po core’owy krzyk. Nie jest to maniera wokalna, która przekona wszystkich, ale jest w niej naturalność. Teksty dobrze przegryzają się z przybrudzoną muzyką. Nie ma w piosenkach kapeli wiele optymizmu, ale też obywa się bez pozowania na modny dziś nihilizm i kult marności.
Boję się użyć określenia „emo”, bo nie chcę skrzywdzić Zespołu Sztylety łatką, która jest wyświechtana i ma już dziś lekko pejoratywny wydźwięk. Jednak muzyka i teksty są emocjonalne w dobrym tego słowa znaczeniu. Odnaleźć można na Tak będzie lepiej garażowego ducha Fugazi i Mudhoney, pewną dawkę romantyczności podawanej z popowymi wręcz melodi, post-hardcore’owe hałasy, ale i odrobinę psychodelii i shoegze’owego rozmycia. A propos tego dźwiękowego rozmarzenia, do gustu najbardziej przypadł mi kawałek Pływanie. Zarzuciwszy go na słuchawki i idąc na spacer chwilowo nie mam po co wracać do domu.
Zespół Sztylety nie trzyma się mocno formuły zwrotka-refren. Czasem w obrębie jednego, krótkiego numeru dzieje się nawet więcej, niż by wypadało (nie mylić z progresywnym zacięciem i programową komplikacją). Nawet króciutki, trwający niewiele ponad minutę Ile można przynosi skondensowaną dawkę muzycznych i lirycznych porywów, więc nie da się go nazwać jakimś przerywnikiem. Zwłaszcza, że zdaje się mówić coś o pokoleniowych wątpliwościach ubranych w codzienny kontekst. Ciut łatwiej będzie się odnaleźć w tym świecie młodszym (duchem) słuchaczom – nawet, gdy Zespół Sztylety serwuje dobrze znane składniki, lubi je mieszać w nieco innych proporcjach i niekonwencjonalnych zestawieniach. Nie dziwi to już tych, którzy spotykają na modnych festiwalach artystów z bardzo różnych parafii.
Po niezwykle ciepło przyjętym debiutanckim krążku Zostaw po sobie dobre wrażenie, którego buńczuczne zawołanie okazało się profetyczne, Zespół Sztylety potwierdza, że nie jest sezonową ciekawostką. Dostrzegam jednak wciąż przestrzeń na rozwój, okrzepnięcie formuły, skupienia się na najciekawszych pomysłach. Dla formacji znajdzie się w tym roku miejsce zarówno na wielkich festiwalach, jak i niszowych imprezach, w brudnych klubach, ale i w radiu. Na jakich pozycjach się okopią? Czas pokaże. 36 minut to dość, by pokazać, że muzyka rockowa jest wciąż witalna, że niewiele trzeba zabiegów, by podać ją w świeży sposób, a przystępne nie musi być dalekie słowa eksperymentalne.
Jeśli nadmiernie chwalę tę płytę, to także dlatego, że mało jest podobnych prób brania się za garażową klasykę w nowym, świeżym wydaniu – a przynajmniej niewiele tego przebija się do mainstreamu. Chciałbym, aby była to rockowa codzienność, wtedy można by było poprzebierać, ponarzekać, wytknąć błędy. A tak wypada przede wszystkim chwalić.
Ocena: 8/10
Oficjalna strona na Facebooku
Piranha Music na Bandcamp
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026

