Zasługi Czechów w dziedzinie black metalu są spore i zaszczytne, wystarczy wspomnieć pionierów w postaci Master’s Hammer i Root. Tym przyjemniej dla maniaków, że wciąż u naszych sąsiadów coś złowieszczego się dzieje. W głębokich piwnicach nad Wełtawą nie tylko podjada się knedle, zapijając przednim piwem, ale i gra black metal. Taki pierwotny, zgrzebny i pozbawiony ozdobników.
Płyta Sedmero hříchů jednoosobowego projektu Zmarchrob nie jest polem dla poszukiwań, a miejscem pielęgnowania staroświeckich rozwiązań. Dobra to wiadomość dla miłośników nostalgicznych podróży do źródeł stylu. Riffy brzmią jak u zarania II fali tej muzyki, a jednocześnie przy ukłonach do skandynawskiej sceny czuć własny, środkowoeuropejski stempel. W każdej kompozycji zawiera się pewna pula muzycznych tematów, choć nie brakuje też programowo monotonnych numerów, osadzonych na jednym, wyróżniającym się motywie (Smilstvo). Brak tu ekstremalnych temp i uderzeń, ale i jakiegokolwiek umizgiwania się do mainstreamowego odbiorcy.
Zmarchrob sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Artysta nagrał wszystkie partie instrumentów i podłożył charkotliwy, miejscami demoniczny, ale jednak wyraźny wokal. Można powiedzieć, że perkusja jedynie łomocze w tle, a riffom brak polotu – jednak w tej konwencji te środki wystarczają do osiągnięcia zamierzonego efektu. Za dosyć zgrzebnymi wykonaniami i takąż produkcją kryje się sporo ciekawych melodii i przemian muzycznej formy. Ot, taka formuła – z założenia nie dla wszystkich. Na niewielkiej przestrzeni eksploracji klasycznych blackowych motywów dzieje się jednak na tyle dużo, by dwadzieścia parę minut muzyki nie nudziło, a intrygowało. W większej dawce mogłoby być gorzej. Zmarchrob wie jednak, kiedy powiedzieć „dość”.
Ważną, a może i najważniejszą częścią Sedmero hříchů są teksty. Płyta jest koncept albumem, odnoszącym się do dzieła Petera Binsfelda, XVI-wiecznego niemieckiego biskupa, teologa oraz inkwizytora. Człek ów „wsławił” się udziałem w polowaniach na czarownice, jak również teoretycznymi zapiskami na temat praktyk czarnoksięskich. Jedną z jego publikacji była rozprawa wiążąca siedem grzechów głównych z biblijnymi demonami. Do tej właśnie koncepcji odwołują się tytuły poszczególnych siedmiu kompozycji i zawarte na płycie liryki – mam wrażenie, że osadzone w stylu dawnej, nieco sowizdrzalskiej i turpistycznej poezji. Czeski brzmi w charkotliwym wydaniu Zmarchrob mrocznie, a dla polskiego ucha jednocześnie nieco zabawnie, co dodaje całości lekko groteskowego klimatu. Dobrze zatem przenikają się na Sedmero hříchů różne elementy. A biorąc pod uwagę, że inkwizytor Binsfeld zmarł na dżumę, rycina zdobiąca okładkę i gotycka czcionka również idealnie wkomponowują się w całość dzieła.
Fajnie, że takie płyty jeszcze powstają. I jeśli to dzieło nie odkrywcze, to jednak atrakcyjne jako przemyślany koncept, gdzie prostota poszczególnych elementów, wzajemnie się napędzających, buduje pewien klimat.
ocena 7/10
Oficjalna strona na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026

