ZØRZA – „IEI” (2023)

Wydane w zeszłym roku EP umieściło grupę Wielkopolan w gronie najbardziej obiecujących krajowych projektów parających się melodyjnym, acz nieco nowocześniej brzmiącym black metalem. Nic dziwnego, bowiem IEI to niespełna 25 minut muzyki zagranej sprawnie, a wręcz podręcznikowo, co w tym przypadku absolutnie nie jest wadą. Cztery zarejestrowane kompozycje zaciekawiają, a nawet pozostawiają apetyt na więcej. To szczególnie ważne, gdyż recenzowany minialbum jest debiutem wydawniczym ZØRZY. Gwoli redaktorskiego obowiązku napomknę, że grupa powróciła w tym roku longplayem zatytułowanym Hellven.

Wróćmy jednak do IEI. Już po ledwie kilkunastu sekundach otwierającej epkę kompozycji Death I słychać, że zespół mógł inspirować się np. mroczniejszymi dokonaniami Alcest, nagraniami Harakiri For The Sky, czy też Au-Dessus. Wszystkie te trzy ekipy potrafią kreować klimat, przeplatając ze sobą gęste riffy gitar granych tremolo, łomot blastów perkusyjnych i skrzek gardłowych wokaliz. Nie mam wątpliwości, że ZØRZA już na pierwszym dokonaniu w swojej karierze udowodniła, że umiejętne wykorzystanie zbliżonych technik, tudzież patentów, nie stanowi dla niej najmniejszego problemu. Doskonale słychać to w drugim w kolejności St. Bigot, szybkim, porywającym numerze z dwujęzycznym, polsko-angielskim tekstem.

Instrumentalna, niemalże ambientowa Zorza, stanowi odpowiednią przeciwwagę dla poprzednich utworów. Zawsze bowiem warto zadbać o przestrzeń na oddech. Dodam, że właśnie ta kompozycja zapewnia bodaj najprzyjemniejsze doznania z odsłuchu, przy czym raczej nie z powodu kameralnego charakteru, a nieobecności wszechobecnych w każdym innym miejscu, zaprogramowanych bębnów. Początkowo nie zwracałem na nie uwagi, ale gdy wreszcie to nastąpiło, było już po zawodach. Sprawne ucho natychmiast wychwyci przekompresowane, sztucznie brzmiące sample, które wielokrotnie wybijały mnie ze skupienia, a więc także i immersji. W tym miejscu chciałbym zachęcić wszystkie debiutujące projekty, by inwestować w studia nagraniowe potrafiące dobrze zrealizować grę pałkera. Życzyłbym sobie, by kiedyś, w bliżej niesprecyzowanej przyszłości, usłyszeć alternatywną, “pełnoprawną” wersję niniejszej epki, uaktualnioną właśnie o żywą perkusję. Zaznaczę, że do brzmienia gitar i tłustego, charczącego basu nie potrafiłbym się przyczepić. Tylko te nieszczęsne bębny…

Wszystko zamyka monumentalne, prawie dziesięciominutowe IEI (Ignoramus et ignorabimus), pełne zapętlonych, zapadających w pamięć zagrywek. I to wszystko. Tylko tyle i aż tyle, chciałoby się rzec. Pozostaje przesłuchanie Hellven, bądź zapętlenie niniejszego minialbumu. Cieszy fakt, że zawartość recenzowanej epki zaciekawiła mnie tak bardzo, że ja zapętliłem ją wielokrotnie. Ilekroć wróciłem do tego wydawnictwa, moje wnioski były identyczne. Zespół z Wielkopolski zapewnił sobie interesujące i bez wątpienia udane wejście na rodzimą scenę post-black metalową, ale odbiór jego pierwszego dokonania psuje perkusja z wtyczki. Apeluję: drodzy, rozpoczynający przygodę z nagrywaniem metalowcy, nie podążajcie drogą na skróty, gdyż w ten sposób łatwiej przysporzyć sobie hejterów, niż zwolenników.

Ocena: 7/10

ZØRZA na Facebooku

Hubert Pomykała
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .