Tribulation – „Where the Gloom Becomes Sound” (2021)

Choć od wydania ostatniego albumu Tribulation minęły zaledwie trzy lata, w międzyczasie nie tylko wiadome okoliczności związane z pandemią zahamowały trasy koncertowe, ale po nagraniu albumu zmienił się również skład zespołu (Jonathana Hulténa zastąpił równie utalentowany Joseph Tholl). Można więc odnieść wrażenie, że przez dość już długi czas nie było nam dane posłuchać nowości skandynawskiego zespołu – muszę przyznać, że zatęskniłam za gotyckim brzmieniem Szwedów i ich specyficznym, budowanym z ogromną pieczołowitością klimatem rodem z horroru.
Pomimo zmian po drodze, muzyczny fenomen zespołu pozostał taki sam – Tribulation zgodnie z tytułem swojego najnowszego albumu wciąż umiejętnie wydobywają dźwięk z mroku, a ponadto oczarowują połączeniem melodyjności oraz konkretnego, metalowego chłodu.

Rozpoczynające album In Remembrance po mistrzowsku buduje atmosferę – nie brakuje dużej dawki fantazji, jest klimatycznie i wręcz upiornie, a Tribulation bez wątpienia chodziło o uzyskanie właśnie takiego efektu. Już w pierwszym utworze mamy do czynienia z taką ilością pomysłów, że pozostaje jedynie z coraz większym zaciekawieniem śledzić to, co artyści mają do powiedzenia w wybranej muzycznej formule.
Singlowe Leviathans, pierwszy udostępniony przez zespół kawałek z nowego albumu, a zarazem jedna z mocniejszych kompozycji na krążku, potrafi zabrać słuchaczy w odmęty nieszablonowej muzyki pełnej mrocznej elegancji. Chwytliwym riffom nie brakuje wyrazistości, sekcji rytmicznej nie można nic zarzucić, a refren wpada w ucho. W gęstej dźwiękowej atmosferze można utonąć i następne utwory jedynie temu sprzyjają.
Zarówno uderzające z mocą single Hour of the Wolf wraz z obłędną, dynamiczna perkusją, jak i znakomite Funeral Pyre potrafią sprawić, że słuchacze przeniosą się w inną dźwiękową rzeczywistość.

Na albumie oprócz znakomitych singli znajdziemy niemal hipnotyzujące kawałki, jak zaakcentowane fantastycznym basem Dirge of a Dying Soul (choć trzeba przyznać, że bas dudniący jak trzeba doskonale wybrzmiewa przez cały czas trwania wydawnictwa) czy należący do moich ulubionych tracków Inanna. Ten ostatni jest bezsprzecznie jedną z najmocniejszych stron wydawnictwa, przepełniony zmianami tempa, nieszablonowy. Utwór jest nasycony jakimś dramatyzmem, ale nie przesadnie, a charakterystyczne dla szwedzkiego zespołu harmonie brzmią wzorowo.
To właśnie harmonie i dysonans, szybkie partie poprzeplatane zwolnieniami oraz ta ciemność poprzetykana światłem niezmiennie goszczą w twórczości Tribulation i najzwyczajniej w świecie są ich znakiem rozpoznawczym.

Koncepcyjnie nierozerwalnie kojarząca się ze zjawami oraz wampirami twórczość Tribulation tym razem jest luźno powiązana z duchami natury – morski demon Lewiatan pojawia się obok utworu, którego motywem przewodnim jest potomkini dżinów. W innych kawałkach mamy do czynienia ze znanymi z mitologii postaciami oraz bóstwami. Motywy przewodnie poszczególnych utworów świetnie się zresztą sprawdzają, kiedy zamiast wyjścia na koncert i obejrzenia na żywo wampirycznego teatru w wykonaniu Tribulation musimy zadowolić się spacerem po lesie czy przechadzką nad rzekę – i nowy album Szwedów idealnie nadaje się jako soundtrack do takich eskapad.

Finezyjnie skomponowane melodie są niepozbawione melancholii, ale i subtelnego, właściwego klasycznym horrorom tragizmu, „zapychacze” to pojęcie obce szwedzkiej kapeli. Każdy z utworów trwa tyle, ile powinien, pełni swoją określoną funkcję i podsyca ciekawość przed odsłuchem następnych ścieżek albumu.
Płyta rozpoczyna się i zostaje zakończona z właściwą Tribulation klasą – od In Remembrance do monumentalnego The Wilderness.
Choć Down Below pozostaje dla mnie albumem idealnym i esencją Tribulation oraz ich charakterystycznego stylu, Where the Gloom Becomes Sound prawie w niczym mu nie ustępuje. A za to bez wątpienia należy się uznanie.

Ocena: 9,5/10

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .