Co to były za czasy. Podstawówka/gimazjum, niedzielne przedpołudnia z Vivą Polska, szkolne dyskoteki, kasety i płyty wymieniane ze znajomymi, ogólny luz i relaks. To właśnie na ten okres w moim życiu przypadają najlepsze lata zespołu HIM, którego demówki i 4 pierwsze płyty mogę do dziś nucić na wyrywki. Potem było gorzej, poza ostatnim podrygiem w postaci Venus Doom z 2007 r. kapela nie miała już moim zdaniem do zaoferowała światu zbyt wiele, dlatego podjętą w 2017 roku decyzja o zakończeniu działalności przyjąłem z pełnym zrozumieniem.
Twórcza emerytura Ville Valo nie potrwała jednak długo. Najpierw przyszła współpraca z zespołem Agents, później okres covidowy, który okazał się być dla muzyka okazją do samodzielnej pracy, owocującej wydanym w styczniu tego roku pierwszym albumem solowym – Neon Noir.
Nie trzeba być muzycznym jasnowidzem, by odczytać ogólny charakter i nastrój muzyki zawartej na debiutanckiej płycie VV. Będący głównym kompozytorem większości muzyki HIM, Ville Valo powraca z Neon Noir na wydeptaną przez lata ścieżkę romantycznych uniesień, skąpanych w gotycko rockowych klimatach, przełamywanych sporą dawką elektroniki, gdzie (często nieszczęśliwa) miłość i emocje jej towarzyszące grają pierwsze skrzypce.
Jest na Neon Noir kilka kompozycji, dzięki którym fani HIM poczują się jak w domu. Otwierający Echolocate Your Love, świetny Neon Noir, Loveletting, The Foreverlost, Salute the Sanguine, najbardziej zbliżony do starych dokonań Saturnine Saturnalia, czy Vertigo Eyes dowodzą, że Ville Valo wciąż ma rękę do pisania przebojów, potrafiących trącić strunę nostalgii.
Są jednak na krążku zdecydowanie słabsze kawałki, na mój gust zbyt ostrożne i niemrawe (Run Away from the Sun, Baby Lacrimarium, Heartful of Ghosts), nużące (In Trenodia), czy po prostu zbędne (Zener Solitaire). Nie obraziłbym się też, gdyby brzmieniowo płyta miała w sobie więcej pazura, bo w niektórych momentach kompozycje aż się o to proszą (myślę tu głównie o Neon Noir i Salute the Sanguine, które w nieco agresywniejszym wydaniu mogłyby szarpnąć zdecydowanie mocniej).
Całościowo można tę płytę nazwać niezłą, myślę jednak, że prawdziwą radość sprawi jedynie słuchaczom, kierującym się przy sięganiu po nią młodzieńczym sentymentem. Ten jest bowiem w rękach Ville Valo na Neon Noir główną bronią.
Ocena: 7/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026

