DANIEL KESLER (Only Sons): „Nie moglibyśmy się bardziej różnić”

fot. archiwum zespołu, Albin Talik
only sons image00005

Po siedmiu latach ciszy Only Sons wracają z albumem Through The Night Again – płytą, która nie tylko zamyka długi i momentami burzliwy rozdział w historii zespołu, ale też pokazuje, jak bardzo zmieniła się jego tożsamość. Formacja, która startowała ze stonerowym rodowodem, dziś prezentuje znacznie szersze spektrum inspiracji, czerpiąc garściami z hard rocka, grunge’u, heavy metalu i rocka lat 90. W międzyczasie zmieniali się muzycy, trwały poszukiwania właściwego wokalisty, a członkowie zespołu angażowali się w inne projekty, w tym coraz głośniej komentowany Taraban. Czy Only Sons faktycznie skręcili w stronę bardziej przebojowego grania? Czy porównania do innych zespołów są uzasadnione? O długiej drodze do nowego albumu, kulisach zmian personalnych, samodzielnym wydawaniu muzyki, koncertowych planach oraz o tym, dlaczego na zdjęciach promocyjnych wyglądają jak bracia, rozmawiamy z Danielem Keslerem.


Only Sons to projekt poszukujący, czy po prostu zespół, który nie umie stać w miejscu? Zaczęliście od stonera, potem nastąpiła zmiana w stronę mieszanki prog rocka z hard rockiem, a nowa płyta to jak dla mnie retro/hard rock.

Początkowo rzeczywiście szliśmy w kierunku stonera, ale po jakimś czasie okazało się, że miks naszych upodobań muzycznych wyznaczył inną drogę. Mając za grunt sentyment do lat 90. i fascynację całą paletą przedstawicieli gatunków: heavy metal, grunge i hard rock, oczywiste dla nas stało się, że Only Sons nie będzie zespołem poruszającym się w wąskiej stylistyce. Nasz debiut ‘Love, Drugs, Treachery and Deceit’ jest tego najlepszym dowodem. Fundamentem są tu tłuste riffy, chwytliwe melodie, przebojowe refreny – a wszystko zwieńczone balladą. A z tym – jak to określiłeś – retro/hard rockiem, to chyba Cię lekko poniosło. Próżno szukać w naszej muzyce i image’u wspólnych cech z tą stylistyką. Nie mamy też w arsenale gitar, wzmacniaczy czy (ogólnie) sprzętu, który by to potwierdzał. Bliżej nam do lat 90. i teraźniejszości. Od zawsze tak było. Ale wiem do czego pijesz… i coś czuję, że pewnie wypłynie to w dalszej rozmowie.

Kiedyś byliście bardziej stonerowi – dziś jesteście dużo bardziej ‘piosenkowi’. Czy to świadoma, wykalkulowana zmiana w celu zaistnienia w rozgłośniach radiowych, czy może tak po prostu wyszło?

Zawsze byliśmy piosenkowi. Wynika to z naszej natury, mianownik jest wspólny. Aż trudno uwierzyć, że wciąż wszyscy jesteśmy jednomyślni w kwestii kierunku muzycznego i tego, jak postrzegamy nasz zespół. Tę zgodność potwierdza – bądź co bądź – stały (od ponad 6 lat) skład. W 2021 roku doszło do przetasowania.

Wtedy w różnych odstępach czasu odeszli: Andrzej Nowak – wokalista, Adrian Piątek – gitara i Rob Cook – perkusista. Zastąpili ich: na gitarze Łukasz Kursa i na bębnach Wiktor Palik.

Jeśli tworzenie muzyki poza satysfakcją i szczerą radością z koncertowania przynosi wymierne efekty, to jest to jak najbardziej zasłużona nagroda i należy ją przyjąć z pokorą. W końcu chyba o to chodzi, żeby dotrzeć z muzyką jak najszerzej i znaleźć odbiorców, którzy podzielają twój twórczy entuzjazm i identyfikują się z twoim przekazem.

Gdybyś miał opisać punkty styczne oraz największe różnice między Only Sons z 2018 a 2026 roku, to będą to…?

Punktem stycznym niezmiennie jest wspomniana radość z tworzenia muzyki i granie na żywo. Różnica leży w pracy u podstaw – zwyczajnie jesteśmy bogatsi o cały bagaż złych praktyk i doświadczeń. Dziś jesteśmy zespołem świadomym… Nie mamy czasu na głupoty i rozdrabnianie się. To się dzieje tu i teraz, pracujemy nieustannie nad tym, aby osiągnąć cel, jaki sobie obraliśmy, i nad każdym innym aspektem bycia zespołem z ambicjami.

W Only Sons wykluczamy kult jednostki, zabronione są rządy i praktyki autorytarne. Wszystko dzieje się w oparciu o przyjacielskie relacje.

only sons Love, Drugs, Treachery and Deceit Only Sons Lions and Unicorns ONLY SONS Through The Night Again 2026

Wokaliści w Only Sons zmieniają się dość często – czy to znaczy, że szukacie idealnego głosu, czy raczej wciąż zmienia się to, czym ten zespół ma być?

Mieliśmy jednego wokalistę Andrzeja Nowaka od 2017 do 2021. Potem wskoczył na chwilę Ricardo Caetano, z którym zagraliśmy na kilku festiwalach, jednak to nie było “to”. Przez prawie 4 lata szukaliśmy właściwego głosu, właściwej osoby, robiliśmy ciągłe przesłuchania. Tym razem to musiał być ktoś na maksa pewny – idealny głos, frontman i po prostu fajny facet. Ostatecznie w 2024 roku, kiedy byłem już w Taraban, zaprezentowałem nasze nowe utwory Bali – materiał mu się spodobał, nagrał kilka próbek. Wtedy było już jasne, że to jest nasze brakujące ogniwo.

W ten sposób 2024 roku wokalista przeszedł z Taraban do Only Sons, a teraz i Ty odszedłeś z kapeli Krisa. Nie boicie się, że słuchacze zaczną narzekać i osądzać, że staliście się kopią Taraban?

Dla sprostowania – obaj odeszliśmy z Taraban niemal w tym samym czasie, czyli jesienią ubiegłego roku. Muzycznie i stylistycznie Only Sons i Taraban to dwa zupełnie różne twory. Tutaj właśnie wrócę do Twojego pierwszego pytania.

W sytuacji, gdy muzycy udzielają się w różnych zespołach jednocześnie ciężko jest uciec od skojarzeń, to w pełni zrozumiałe. Ci sami muzycy, tworząc dla równoległych projektów, nie stają się nagle innymi ludźmi. Niektórzy mają tak unikalny styl, że po pierwszych nutach wiesz, kto gra czy na gitarze czy na innym instrumencie. Z wokalem jest jeszcze prościej, więc oto jesteśmy. Pozwolę sobie jeszcze zauważyć, jak odmienne partie nagrał Bala dla obu zespołów. W Only Sons można usłyszeć jego zupełnie nieznane dotąd możliwości wokalne

Jasne. Ale jednak… Wasza nowa płyta mocno mi się kojarzy z ostatnimi dokonaniami krakowskiego Tarabana. Nie macie wrażenia, że zaczynacie wchodzić sobie w podobną przestrzeń?

Przeciwnie. Nie moglibyśmy się bardziej różnić… można się zaśmiać, jak najbardziej.

Zarówno ja, jak i Bala, współtworzyliśmy materiał ‘Oath’ zespołu Taraban i ‘Through The Night Again’ Only Sons. Wystarczy, że wokal jest wspólny dla tych dwóch wydawnictw. Moje gitary, część aranży, riffy i solówki – tego nie przeskoczymy. Każdy ma swój styl i, chcąc nie chcąc, będzie to słychać. Zaś muzycznie oba materiały powstawały w różnych odstępach czasu, nie graliśmy wtedy ze sobą. Są też zupełnie inne brzmienia, strojenie instrumentów i samo podejście do komponowania. Nie będziemy wchodzić sobie w drogę, obiecuję.

Nowa płyta “Through the Night Again” ukazała się po 7 latach. Dlaczego musieliśmy tak długo na nią czekać?

Przede wszystkim z braku właściwej osoby, która stanęłaby za mikrofonem.

only sons banner nowa płyta 2026 bandcamp

Pracowaliśmy nad płytą przez tych parę lat. Było sporo mieszania w aranżach, odrzucania pomysłów, później dodawania nowych; aż w pewnym momencie, kiedy mieliśmy ogólny zarys całości, zaczęliśmy sobie zadawać jedno zasadnicze pytanie: “Kto nam to zaśpiewa?”. Reszta historii jest już znana. Głęboki oddech, ogromna ulga i mamy to.

Jak był plan, założenia programowe do nowej płyty? Jak wygląda praca nad nowymi piosenkami? Co musi się stać, aby dany kawałek dostał zielone światło „to leci na płytę”?

W pierwszej kolejności musi być głód tworzenia. Nigdy nie potrafiłem pisać na zawołanie. W tej materii nie znoszę presji czasu, nie zapisuję też większości riffów czy całych utworów. Przez długie lata przy pracy nad muzyką po prostu wyrzucałem do kosza to, co mi się nie podobało lub nie pasowało (zwłaszcza z Redemptor, ale o tym innym razem)… W przypadku ‘Through The Night Again’ zdecydowaliśmy się na sześć utworów, które zamknęły się w 33 minutach. Podzieliliśmy się z Łukaszem po połowie – trzy utwory moje i trzy jego. Tak wyszło.

Co nie znaczy, że przez tych 7 lat napisaliśmy tylko tyle muzyki. Tym bardziej, że udzielaliśmy się w tym czasie w innych zespołach.

only sons image00016only sons image00015only sons image00013

Niedawno zaglądałem do wczesnych szkiców i jest tam drugie tyle, czyli sześć utworów, których nigdy nie wykorzystaliśmy. Ponownie mieszane: i moje, i Łukasza. Wydaje mi się, że to szczególna sytuacja, kiedy duet gitarzystów jest tak zgodny.

Potrafimy się pożreć o głupoty, ale nigdy o muzykę. Do “zielonego światła” dla piosenki, która wchodzi na płytę daleka droga. Tutaj angażuje się już cały zespół. Reszta składu filtruje to, co słyszy, podsuwa swoje pomysły i aranże w ramach swoich funkcji w zespole. Bywa tak, że wszyscy jesteśmy zgodni, a czasem wręcz odwrotnie – stoimy w miejscu. Natomiast żeby otrzymać finalny obraz albumu, to już  inna historia. I to bywa prawdziwa droga przez mękę. Na szczęście rekompensatą za nadszarpniętą psychikę jest odsłuch gotowego albumu.

Na Encyklopedii Metallum widnieje informacja, że Bartosz Gabriel jest odpowiedzialny za przygotowanie masteringu pod winylowe wydanie. Jednak jak dotychczas nie ujawniliście, czy i kiedy ukaże się na wosku nowa płyta. Co się musi wydarzyć, aby tak się stało? Osobiście nie kupuję każdego wydawnictwa na winylu, ale Wasza płyta bardzo przypadła mi do gustu i mogłaby naprawdę fajnie zabrzmieć na gramofonie.

Tak, Bart Gabriel przygotował mastering pod wydanie na winylu. Z tego miejsca chciałem mu bardzo podziękować. Nie jest to pierwszy raz, ponieważ Redemptor – Agonia na winylu to również mastering Barta Gabriela.

Będzie też takie wydanie dla Only Sons. Szykujemy piękną oprawę, będzie cymesik. Za wcześnie na szczegóły, ale pracujemy nad tym.

Dlaczego na promocyjnym zdjęciu członkowie zespołu wyglądają niemalże jak bracia bliźniacy? (śmiech)

Tak się dobraliśmy, co poradzisz. Bracia z innych matek, a jednak jeden się wyróżnia – gargantuiczny, potężny basista – Kamil. Ma same koleżanki. You ask him!

only sons official band photo

Wasze wydawnictwa ukazują się własnym sumptem od samego początku. Czy to wynika z sytuacji, że coraz trudniej znaleźć wydawcę w naszym kraju, czy może uważacie, że lepiej to wszystko sobie sami ogarniecie?

Jedno i drugie. Bycie sterem i okrętem daje niezależność i jeśli się wie, jak to robić, to można tylko zyskać. Warunkiem jest przede wszystkim granie koncertów – dużo.

Tak też było przez pierwsze dwa lata naszej działalności. Teraz zaliczamy restart i znowu będziemy grać dużo już tej jesieni.

Będąc szczerym, wracamy po kilku latach, więc mamy coś do udowodnienia. Czasy się zmieniły – trzeba budować zasięgi w social mediach. Już nie wystarczy tylko grać na żywo i mieć świetny materiał.

Decyzja o samodzielnym wydaniu płyty, a także wyprodukowaniu merchu zespołu zapadła dość późno, ponieważ prowadziliśmy wtedy rozmowy z paroma wydawcami.

Moglibyśmy mieć z górki, gdybyśmy się zdecydowali na rozwiązanie typu “ok, masz tu naszą płytę, nic nie chcemy, tylko ją wydaj”. Tyle, że to nie jest rozwiązanie dla nas.

Uznaliśmy, że jesteśmy w stanie więcej sami dla siebie zrobić, wydając własne pieniądze. W końcu za nagrania i miksy audio, jak i późniejsze nagrania i miksy video, zapłaciliśmy my. A to już żadna różnica dorzucić jeszcze trochę kasy i zrobić wszystko samemu.

Dlatego, kiedy mamy w zespole pięciu doświadczonych ludzi, możemy sobie na to pozwolić. Nie jest to łatwe, ale nikt nie mówił, że będzie. Powoli przecieramy nowe szlaki.

Czyli można się spodziewać profilu na TikToku w celu kręcenia zasięgów? (śmiech).

Nie wykluczam. Gdybyś mnie zapytał, czy zrobię to z Redemptorem, na pewno powiedziałbym: “nie”.

W Only Sons jest więcej luzu?

Profil zespołu Only Sons jest – co by nie mówić – bardziej “dla ludzi”. Z tą muzyką można dotrzeć do zupełnie innej publiki.

A co musiałoby się stać, abyście się zdecydowali na współpracę i podpisanie papierów z wytwórnią? Deal z labelem siedzącym w “waszym” gatunku, np. Heavy Psych Sounds ?

Powiem Ci przy następnej płycie. W tej chwili nie ma to żadnego znaczenia.

Jesteśmy na etapie ciągłej pracy nad promocją naszego nowego albumu.

Tworzycie jakościową muzykę, ale nie jesteście turbo znanym zespołem, mając na fanpage’u niewiele ponad 1,5 tysiąca fanów. Za to zagraliście już na naprawdę fajnych festiwalach w naszym kraju. Czy ten przywilej to efekt Twoich znajomości na scenie i w branży muzycznej?

W Only Sons rolę managera pełnił Andrzej Nowak do momentu odejścia z zespołu. Był w tym bardzo skuteczny. Ja przejąłem pałeczkę dopiero teraz przed wydaniem “Through The Night Again”. Była to dla mnie naturalna kolej rzeczy, ponieważ praktycznie od zawsze zajmowałem się sprawami organizacyjnymi w zespołach, w których grałem. Gdyby lajki i suby szły w parze z występami na festiwalach czy trasach, to obawiam się, że o wielu zespołach już dawno byśmy zapomnieli.

Rzeczywistość jest taka, że w naszym środowisku muzycznym wszyscy się znają. Dzięki temu nieraz jest łatwiej, co nie zmienia faktu, że chętnych też jest wielu. To samo tyczy się prasy: wywiady, recenzje, radio itd. O to trzeba zadbać samemu. Nie wszystkie drzwi są otwarte, ale trzeba zapukać.

A jak z Twojej perspektywy wygląda opcja grywania na zagranicznych festach? Slot na takim uznanym Desertfest to byłoby coś!

Właśnie o to w graniu chodzi. Koncerty, a zwłaszcza festy są najlepszą częścią tego wszystkiego. Zawsze się cieszę na kolejne występy na żywo. Wszyscy chcemy grać, ile wlezie, póki nas to cieszy.

only sons image00399

Na przełomie wieku polskie zespoły chętnie nagrywały na swoje płyty czy grały na żywo covery. Zauważyłem, że na przestrzeni ostatnich 20 lat mocno się od tego odchodzi, chcąc maksymalnie promować swój autorski materiał. Covery jakich piosenek chciałbyś wypuścić? Behemoth czy Graveyard?

Uważam, że covery są spoko. Kiedyś mieliśmy z naszym perkusistą Wiktorem cover band. W setliście koncertowej było ponad 40 utworów wielu znanych i stylistycznie różnych zespołów. Z założenia graliśmy wszystko, co nam się podobało w latach 70.–90. od Kansas czy Journey, po Genesis, Van Halen, Queensryche i Ozzy’ego.

Myślę, że z Only Sons prędzej czy później sięgniemy po jakiegoś klasyka, a może nawet kilka.

Mam na myśli bardziej granie coverów przez Only Sons, bo osobiście mocno nie przepadam za stricte cover/tribute bandami. Chodzi mi bardziej o to, jak metalowy szlagier zabrzmiałby w stylistyce OS.

Właśnie może nie metalowy, a jakiś zupełnie nieoczywisty? I może nie po angielsku? Chodzi to za nami od dawna. Nie wykluczamy też akustycznych setów. Raz się to wydarzyło i bardzo nam się spodobało. Wtedy też zagraliśmy trzy covery: Alice In Chains, Down i Stone Temple Pilots. Mamy więc już jakiś background.

To co teraz planujecie z Only Sons?
Z rzeczy zaplanowanych na ten rok, to wydanie płyty na LP i 20 koncertów od października do grudnia. Info o trasie z Blindead 23 krąży od jakiegoś czasu w social mediach. Druga trasa będzie miała miejsce chwilę później, jest już klepnięta i za chwilę będzie o niej głośno.

blindead 23 only sons serpents tour trasa koncertowa plakat poster 2026

Piotr
(Visited 1 times, 5 visits today)
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .

Dodaj komentarz