Po wydaniu w 2024 roku pierwszego długogrającego albumu pod tytułem „Moraliser” post-punkowa ekipa Negative Gears z Sydney ruszyła w swoją drugą europejską trasę. 2 lutego br zagrali w warszawskich Chmurach. Przy tej okazji miałem okazję porozmawiać z członkami zespołu: Julianem (wokal), Charlie (bas), Giacomem (perkusja), Chrisem (gitara) oraz Jamiem (gitara). Wywiad przeprowadził Michał Sawczuk.
Zacznijmy od paru słów na temat historii zespołu. Jak to się zaczęło i jak rozwinęło?
Julian: Zaczęliśmy jakoś w 2017 albo 2018. Charlie, która gra na basie, i Jack, perkusista, i ja graliśmy w zespole Sinkhead, kiedy byliśmy młodsi. To było całkiem ostre postpunkowe granie. Jakiś czas później dołączył do nas Chris, a także Tom, który chyba zresztą jeszcze będzie z nami nagrywał. Po jakimś czasie, zaczęło się to zmieniać w coś innego, więc postanowiliśmy zaznaczyć tę zmianę, zmieniając nazwę. Stworzyć nowy, trochę inny zespół.
Charlie: Kiedy przenieśliśmy się z Melbourne do Sydney, zabraliśmy ze sobą Jacka jako trofeum. Wyrośliśmy z Sinkhead i trochę kontynuowaliśmy tamto granie, ale już w nieco innym stylu. To zdecydowanie nie ten sam zespół.
J: Każdy zmieniał instrumenty po kilka razy, zanim ustaliliśmy ostatecznie, kto na czym gra.
Wydaje mi się, że australijski underground przeżywa swój renesans od jakichś 10, 20 lat. Jak czujecie się jako część tego ruchu? Co możecie o nim powiedzieć?
J: Scena w Australii jest zajebista. Jakoś od 2007-2008 roku dzieją się tam niesamowite rzeczy. Czasem sytuacja uspokaja się na jakiś czas, a później, wiesz, mija siedem czy osiem miesięcy i nagle pojawia się nowy, świetny zespół. Te składy, które grały najwięcej 10-15 lat temu, ostatnio trochę przystopowały, ale za to nowe pokolenie dzieciaków, hmm, młodszych od nas, wyszło z nową, pozytywną energią. Dużo dobrych rzeczy się dzieje i jestem naprawdę dumny, że mogę być częścią australijskiego undergroundu.
Ch: Kiedyś był w Australii taki problem, że uważaliśmy naszą kulturę za cringe. Jak ktoś brzmiał jak Australijczyk, śpiewał z australijskim akcentem lub o australijskich sprawach, było to uznawane za trochę żenujące. Dlatego ludzie często…
J: …małpowali…
Ch: Właśnie, małpowali, udawali amerykański czy angielski akcent. A teraz naprawdę czują dumę z posiadania własnej muzycznej tożsamości, która jest australijska, i uważam, że to bardzo fajne.
J.: Jakoś w 2006 czy 2007 poznałem ten zespół, Eddy Current Suppresion Ring, i kiedy usłyszałem, że śpiewają w naszym akcencie, że to jest surowe i prawdziwe, to pomyślałem, że jest to jakaś droga, którą trzeba podążać. Australijskość scementowała naszą scenę i tak naprawdę najważniejsze w australijskim undergroundzie jest to, że poczuwasz się do australijskiej tożsamości.
I z tym ładunkiem przyjeżdżacie do Europy, gdzie nasz underground czasem wydaje się nam trochę podrdzewiały. Jednocześnie, „Moraliser”, wasz ostatni album, został tu bardzo ciepło przyjęty, choćby w Polsce. Jak myślicie, co możecie wnieść tu ze swoją muzyką?
J: O, myślę, że w Europie jest dużo nowego, dobrego materiału. Spójrz na Berlin, na Mangel Records. Graliśmy z Dust Nest, którzy są absolutnie niesamowici, i to w ogóle nie brzmiało, jakby underground tu był podrdzewiały. Może dlatego, że jest dla nas nowy? Wiesz, jak przylatujesz zza oceanu, to nie myślisz o tym, że możesz coś wnieść, myślisz o tym, czy ludzie przyjdą na koncert, czy im się spodoba. Robisz więc to, co umiesz najlepiej. Nie wiem, czy możemy mieć wpływ na lokalną scenę, ale za to bardzo nas ekscytuje doświadczanie tych wszystkich nowych miejsc i nowych kultur muzycznych.
Ch: Zwłaszcza, że w Australii underground nie jest związany z konkretnym gatunkiem. Tu chodzi raczej o etos. Idziesz na koncert i tego samego wieczora najpierw zobaczysz zespół hc-punkowy, zaraz później duet elektroniczny, a na sam koniec jakieś folkowe granie na skrzypcach i saksofonie. Scena jest zjednoczona, ale nie wokół konkretnego gatunku, i to na pewno nam pomaga. Poza tym, nasze społeczeństwo jest niewielkie i nie wystarczyłoby ludzi, którzy chodziliby słuchać wyłącznie hardcore’u.
J: A więc wszyscy muszą grać razem i z tego powstaje naprawdę interesujący tygiel różnych stylów. Każdy gra trochę inaczej i właśnie o to chodzi w tej scenie – raczej o autentyczność i jakość muzyki, niż pozostawanie w ramach jakiegoś konkretnego stylu. Na pewno wszystko to tworzy bardzo niezależny klimat.
Jednak nawet na tle tej zwartej australijskiej sceny, wasze brzmienie bardzo się wyróżnia. Jakie są wasze inspiracje?
J: Przed nagraniem pierwszej płyty dużo się spotykaliśmy i rozmawialiśmy o muzyce. Dużo było mowy o długich riffach i dziwnych, skomplikowanych rytmach, o rzeczach, które mogłyby zaciekawić ludzi, ale jednocześnie nie zmieniłyby naszego stylu w jakiegoś math rocka, na którym łamalibyśmy sobie karki. Nie chcieliśmy więc mieć aż tak rockowej estetyki, jak Rick Agnew na swoich solowych albumach. Graliśmy intensywnie, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy, do czego to zmierza. Na drugim albumie, naszym pierwszym LP, bo poprzedni to była tylko epka, trochę odpuściliśmy i po prostu przestaliśmy rozmawiać o wpływach i inspiracjach. Mieliśmy w głowie pewien konkretny nastrój, pewne konkretne tematy, które chcieliśmy, żeby zostały usłyszane, i z tego wyłaniały się nasze utwory. Zależało nam przy tym, byśmy byli czasem w jakiś sposób zaskakujący techniczne, i cały czas staraliśmy się poprawiać naszą technikę. Wiadomo, nie jesteśmy wirtuozami, tylko zwykłymi ludźmi, ale chcieliśmy robić muzykę, która będzie interesująca dla publiczności, a jednocześnie ekscytująca dla nas.
Na koniec, tradycyjne pytanie o wasze plany na przyszłość. Usłyszeliśmy przed chwilą ze sceny nowe kawałki, czy może powiecie coś więcej?
J.: Cóż, plany na przyszłość to cała historia. Kiedy graliśmy w Europie po raz pierwszy sześć lat temu, powiedzieliśmy, że za rok wracamy z nowym albumem. Później zaczęła się pandemia, a poza tym wiele lat zajęły mi końcowe miksy nagrań. Mogę więc powiedzieć, że nasze plany to skończyć pisać nowy materiał, nagrać go i dać komuś innemu do produkcji. Teraz już nikt nie chce, żebym ja się tym zajmował, bo trwało to tak zajebiście długo. Tym razem, miejmy nadzieje, to będzie mniej niż sześć lat.

- JASMENO powraca z „Assemblage of Cinematic Idioms” – filmowy rozmach i nowa jakość brzmienia - 22 kwietnia 2026
- We wrześniu NEOLITH wyda nowy album „Inbir” - 21 kwietnia 2026
- Trasa zespołów POGARDA i ABORCJA rusza za kilka dni - 20 kwietnia 2026
Tagi: interview, NEGATIVE GEARS, Negative Gears Moraliser, post-punk, punk, rozmowa, wywiad.







