OOMPH!: „Przekazać całą energię starych i nowych utworów”

fot.: Heilemania

Historię zespołu z ponad trzydziestoletnim stażem trudno jest podsumować w jednej rozmowie, zwłaszcza jeśli chodzi o artystów, którzy swoją muzyką dali początek całemu gatunkowi. Krótko przed premierą ich czternastego albumu studyjnego udało nam się porozmawiać z tworzącymi Oomph! założycielami bandu – Fluxem i Crapem – oraz nowym wokalistą Der Schulzem. W poniższym wywiadzie zespół m.in. dzieli się wrażeniami ze studio i ujawnia znaczenie poszczególnych nowych utworów.

Interview with Oomph! – English


Cześć, świetnie was wszystkich widzieć! Bardzo dziękuję za wasz czas i cieszę się, że udało się wam znaleźć chwilę na rozmowę z Kvlt Magazine.

Oomph: Dziękujemy za zaproszenie!

Pierwsze pytanie jest może oczywiste, ale ta sprawa z pewnością ciekawi nie tylko mnie: jak przebiegał proces nagrywania? Sami zajęliście się przecież wszystkimi nagraniami oraz produkcją, a na stanowisko nowego wokalisty otrzymaliście ponad dwadzieścia zgłoszeń…

Flux: Tak, i musieliśmy wybrać tylko jednego, w przeciwnym razie skończylibyśmy z chórkiem na albumie. (śmiech)
Cóż, w naszej historii zdarzył się po prostu taki moment, w którym zostaliśmy poniekąd zmuszeni do poszukiwań nowego wokalisty. Oczywiście próbowaliśmy najpierw zachować oryginalny skład, „dawną konstelację”. Walczyliśmy o to i szukaliśmy jakiegoś rozwiązania, ale w pewnym momencie musieliśmy przyznać sami przed sobą, że nie było to już dłużej możliwe. Wiedzieliśmy, że jesteśmy odpowiedzialni za nasz życiowy projekt, jakim jest Oomph, i że chcemy go kontynuować, również dla naszych fanów. Wiemy, ile nasze utwory, koncerty na żywo i teksty znaczą dla wielu fanów, którzy śledzą naszą twórczość od lat, tak samo jak wiemy, że mają z naszą muzyką związek emocjonalny.

To dlatego dla Crapa i dla mnie nie było żadnych wątpliwości co do tego, że będziemy kontynuować działalność jako zespół. Od razu zaczęliśmy poszukiwania nowego wokalisty, który wypełniłby powstałą lukę.
Daniel Schulz był pierwszym, którego zapytaliśmy, ponieważ znaliśmy się od 2016, od kiedy graliśmy z jego zespołem Unzucht jako supportem na naszej europejskiej trasie. Już wtedy wiedzieliśmy, jakie są jego możliwości – zorientowaliśmy się, że potrafi doskonale śpiewać, ponadto nasi fani bardzo go polubili, gdy Unzucht rozgrzewali publikę przed Oomph.

Musieliśmy się przekonać, czy jest w stanie przekazać emocje i feeling właściwy starszym utworom. To oczywiście dlatego, że chcemy je zagrać na nadchodzącej trasie – będziemy grać dużo klasyków, więc frontman musiał wpasować do naszej twórczości na poziomie emocjonalnym, technicznym pod względem głosu i rzecz jasna pod względem możliwości wokalnych.
Następnie zajęliśmy się nowym repertuarem. Przygotowaliśmy pięć-sześć numerów z nowego albumu, które mieliśmy już napisane, i zaczęliśmy nad nimi pracować z Schulzem jako wokalistą i po części również tekściarzem. Pracowaliśmy też razem nad linią melodyczną wokalu. Od razu można było poczuć magię! Czuliśmy „to coś”, gdy pracowaliśmy razem w trójkę. Już podczas tej jednej sesji wymieniliśmy się wieloma pomysłami, które znalazły się na albumie w niezmienionej formie. Tak naprawdę w ciągu tej jednej czy dwóch godzin zrobiliśmy tyle kreatywnej roboty, że od razu miało się poczucie, że to praca nad kolejnym albumem Oomph.
Nie przebiegało to po prostu jak nagrania do jakiegoś projektu czy kolejnego zespołu. To było bardzo organiczne, niewymuszone i po prostu naturalne – to największy atut pracy z Schulzem.

Następnie, jak wspomniałaś, sprawdziliśmy, jak się nam pracuje z wieloma innymi wokalistami. Gdy oficjalnie ogłosiliśmy, że poszukujemy nowego frontmana, byliśmy w kontakcie z innymi artystami, około dwudziestoma pięcioma, następnie zaprosiliśmy ich do przetestowania wspólnej pracy. Daniel musiał długo czekać, bo około pięć miesięcy, zanim mogliśmy podjąć ostateczną decyzję.
Jesteśmy ludźmi, którzy – jeśli tylko mają okazję – sprawdzają każdą możliwą opcję, by następnie nie kwestionować swojego wyboru. Było wielu solidnych kandydatów z potencjałem na śpiewanie z nami na żywo, ale koniec końców, Daniel okazał się po prostu najlepszy. Bardzo do siebie pasujemy, jeśli chodzi o ludzki aspekt grania razem – mamy podobne poczucie humoru, jesteśmy w zbliżonym wieku, jest to więc idealne połączenie.

Następnie zaczęliśmy wszyscy w trójkę pracę nad nowym albumem. Tak jak dawniej, sami zajęliśmy się produkcją, tyle że teraz był z nami Daniel. Prace odbywały w naszym studio, ponieważ jesteśmy właścicielami, producentami i zajmujemy się miksami. Jest to więc w stu procentach Oomph, autentyczny i z uczuciem.

Również pierwsze reakcje na album okazały się dla nas bardzo przychylne. Przyjaciele i rodzina, którzy bardzo dobrze znają zespół, uznali, że czują się jakby słuchali naszego starszego materiału. Dla mnie jest to więc ten sam klimat, budzi we mnie te same uczucia.
To po prostu Oomph. (przyp. red. Po angielsku nazwa zespołu oznacza również coś energicznego, z mocą, „to coś”).

Kvlt: Zdecydowanie! Na nowym albumie pojawia się wiele mocnych utworów. Z którego jesteście najbardziej dumni?

Flux: Z wszystkich! To dlatego będziemy grać dużo nowej muzyki na żywo. Myślimy nad ośmioma utworami z najnowszego albumu, ponieważ jesteśmy z nich naprawdę zadowoleni i bardzo nas ta muzyka poruszyła. Gdy wybieraliśmy kompozycje do nowego albumu, zawsze kierowaliśmy się tym, które utwory najwięcej dla nas znaczą i budzą najwięcej uczuć, kiedy znowu ich słuchamy.
Oczywiście lubimy wracać do starszych kawałków, ale chcieliśmy dać Schulzowi szansę zaśpiewania możliwie największej liczby utworów, na których mógł się wykazać, zamiast skupiać się jedynie na tym, żeby zinterpretować klasyki z naszego repertuaru, co zresztą też zrobi. Zagramy więc około ośmiu utworów z nowego albumu i, cóż, zobaczymy, czternaście albo piętnaście koncertowych klasyków.

Der Schulz: Tak, mówiliśmy o czternastu „klasycznych” dla zespołu utworach.

Flux: Wszystkie z nich pochodzą z naszych trzynastu poprzednich albumów, przypadnie więc po jednym utworze na każdy album lub okres w naszej muzyce. Bez wątpienia chcemy, żeby fani usłyszeli je na naszych koncertach. Poza tym Der Schulz naprawdę znakomicie je interpretuje! Podoba mi się słuchanie „jego wersji”.

To imponująca setlista!

Der Schulz: Zgadza się. Ja również bardzo czekam na śpiewanie starszych utworów na żywo. Od lat je uwielbiam i szaleję za tą muzyką od dawna. Zawsze, gdy pełniłem obowiązki DJa w klubach gotyckich, grałem mnóstwo muzyki Oomph. Prawdę mówiąc, zawsze śpiewałem do tekstów, kiedy je odtwarzałem. Już dawno zorientowałem się, że taki rodzaj muzyki bardzo pasuje do mojego głosu, więc nie mogę się doczekać również starszych utworów Oomph na żywo.

(do Daniela Schulza) Jaki był więc Twój wkład w nowe utwory?

Der Schulz: Instrumentalne partie większości z nich były już niemal w całości skończone przez Fluxa i Crapa. Gdy dołączyłem, praca polegała głównie na paru poprawkach linii melodycznych i wspólnym napisaniu tekstów. Ostatecznie zajęliśmy się tym wszystkim razem.
W tekstach faktycznie jest dużo wpływów z mojej strony, później jednak usiedliśmy nad tym razem, żeby omówić każde słowo. Każdy wers, każde zdanie na każdym z utworów musiały być dla nas wystarczająco dobre. Pracowaliśmy więc razem nad wszystkimi częściami albumu, tak jak odbywało się to z poprzednim wokalistą. To zawsze był wysiłek zespołowy i coś, co musiało dobrze brzmieć dla całego składu.

Przemyślane teksty widać już w pierwszym singlu – tytuł zaczerpnęliście z literatury, prawda? Zdaje się też, że w najnowszych tekstach jest też mowa o społeczeństwie, obecnych wydarzeniach i – mówiąc najprościej – ludzkiej naturze?

Der Schulz: Wem die Stunde Schlägt („Komu bije dzwon”) to oczywiście tytuł zainspirowany powieścią Hemingwaya. Uwielbiamy styl, w jakim pisał, a ten utwór opisuje uczucia, jakie towarzyszą osobie zmagającej się z ciężką sytuacją, ale mimo to nie poddającej się. Jest o odnajdywaniu swojej siły na nowo, o powstawaniu po upadku, o tym, że trzeba iść dalej. Myślę, że każdy może się z tym utożsamić i że każdy był już w takiej sytuacji. W pewnym sensie to dla nas jak powiedzieć, że wciąż tu jesteśmy, i dać dowód na to, że dalej żyjemy.
Wielu słuchaczy zgodziło się z nami, że to idealny singiel dla zespołu, który właśnie zaprezentował się w nowym składzie i pokazał, że wciąż jest żywy. Wielu myślało również, że odejście głównego wokalisty oznacza koniec zespołu.

Jako pierwszy singiel sprawdził się znakomicie. Inny utwór, bardzo trafnie odzwierciedlający dzisiejszy świat, to Nur Ein Mensch z antywojennym, pacyfistycznym przekazem.

Flux: Tak, dokładnie. To utwór przeciwko wojnie, podobnie jak Tausend Mann und ein Befehl, które otwiera nasz poprzedni album Ritual. Oczywiście teraz ten temat stał się nam wszystkim znacznie bliższy ze względu na to, że mamy w Europie wojnę. To tak blisko nas, a zresztą tuż u waszych sąsiadów. Każdy z nas jest przez to znacznie bardziej zaangażowany i mocniej to odczuwa. Moja żona jest Ukrainką, więc wciąż otrzymujemy informacje od rodziny, która jest w Ukrainie – na okupowanych terenach albo pod ostrzałem rakiet.
Jak już mówiliśmy, tak naprawdę wszystkie utwory na tym albumie są bardzo na czasie i skupione wokół tematów, które wpłynęły na nas przez ostatnie dwa lata. Powiedziałbym, że ze wszystkich naszych albumów, teksty na Richter und Henker są najmocniej osadzone w teraźniejszości. Jeśli zaś chodzi o sam antywojenny przekaz, w Nur Ein Mensch pada zdanie „Brüder töten Brüder” („Bracia zabijają braci”), które w pewien sposób jest kluczowe i wyjaśnia, dlaczego obecna wojna jest szczególna. W czasach ZSRR, kiedy graliśmy w Rosji i w Ukrainie, na koncerty najczęściej przychodzili fani z obu krajów. Podróżowali za granicę, żeby zobaczyć nas na kolejnym show, i wszyscy imprezowali na tych samych koncertach, ukraińscy i rosyjscy fani rozmawiali ze sobą i bawili się podczas tych samych piosenek na żywo.
W zasadzie wszyscy z nich mieli rodziny w obu krajach, więc zgodnie z naszym tekstem to naprawdę tak, jakby teraz bracia zabijali braci.
Dla nas to nie do pomyślenia, że coś takiego może się wydarzyć w dzisiejszym świecie – że ktoś nie tylko decyduje się na rozpętanie wojny, ale prowadzi działania wojenne ponad półtora roku po tym, jak zapoczątkował całe to piekło. I ani my nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać, ani ONZ, chociaż to organizacja powstała w założeniu po to, by zapobiec takim wojnom w przyszłości.
Liczymy więc na to, że nasz utwór, jakkolwiek mały gest by to nie był, jest pewnym rodzajem pomocy.

Miejmy taką nadzieję. Wracając do tematu mocnych utworów zebranych na tym wydawnictwie, zastanawia mnie, czy każdy z was znalazłby jedno słowo, którym może określić nowy album?

(Crap kręci głową)

Der Schulz: Wow, to trudne! (śmiech) No ale zacznę… „głęboki”.

Flux: Powiedziałbym “niezbędny”, ponieważ to najważniejszy album w historii zespołu, jaki dotąd wydaliśmy.

Czy możemy się spodziewać odpowiedzi również ze strony Crapa?

Crap: Mógłbym to pewnie określić jakimś słowem… być może „nowa epoka”!

Flux: To dwa słowa. No, prawie jedno, jeśli powiesz to szybko. „Nowaepoka”! Teraz to jedno słowo.

Der Schulz: Cóż, w niemieckim można zestawiać ze sobą słowa i łączyć w jedno, więc…

Flux: O tak, jako Niemcy wprost uwielbiamy takie długie słowa! W zasadzie nie trzeba ich rozdzielać. (śmiech)

OK, a jak było z wizualnym aspektem waszego albumu? Teledysk do pierwszego singla prezentuje się niesamowicie – nakręcono go w zamku. Czyj to był pomysł?

Der Schulz: To zamek Bückeburg w Dolnej Saksonii, niedaleko Hanoweru. W zasadzie to nie tak daleko od nas, bo mieszkam właśnie w Hanowerze, a ci dwaj w Brunszwiku, więc też całkiem blisko.

Flux: Pomysł wyszedł od reżysera – to Mirko Witzki, który działa w Witzki Visions. Kiedy usłyszał singla i przyjrzał się okładce, wpadł na pomysł historii, która w pewien sposób łączy tekst z szatą graficzną. W końcu koza na okładce ma zwierzęce rogi i ludzką sylwetkę, nasz reżyser wyszedł więc z własną wizją i wyobrażeniem, jak to wszystko mogłoby wyglądać w teledysku. Zaczął się też rozglądać za najlepszymi lokalizacjami do zdjęć. Zaproponował nam ten zamek nie tylko jako wyjątkowo piękne miejsce, ale też budynek, w którym znajduje się mauzoleum przypominające trochę rzymską architekturę. Dostaliśmy nawet pytanie od fana, który zastanawiał się, czy to właśnie w Rzymie nakręciliśmy teledysk, ponieważ parę tygodni wcześniej odwiedzałem Rzym. Spodobał nam się końcowy efekt i uważamy, że robi wrażenie.

A jak to było z okładką, o której już wspomniałeś? Ta grafika oraz umieszczone na niej symbole również robią wrażenie.

Flux: To okładka autorstwa tego samego artysty, z którym współpracowaliśmy przy okazji naszego poprzedniego albumu, Ritual. Chodzi o Stefana Heilemanna działającego pod szyldem Heilemania. Tak jak ostatnio, zajął się również naszymi zdjęciami promocyjnymi, a następnie, w kontakcie z nami i naszym labelem, zaczął również pracę nad okładką. W trakcie zaszło sporo zmian… rozmawialiśmy z nim i dyskutowaliśmy nad różnymi sposobami zilustrowania tytułu Richter und Henker („Sędzia i Kat”). Pojawiły się chyba wszystkie możliwe kombinacje – pokazanie jedynie sędziego, jedynie kata albo tylko samej ofiary. Wpadliśmy więc na pomysł, który ostatecznie przedstawiliśmy na finalnej wersji – nie można jednoznacznie powiedzieć, czy widoczna na grafice koza wydaje osąd, czy jest czyjąś ofiarą, czy może cierpi z uwagi na to, że ktoś został skazany i czeka go egzekucja. Niezależnie od tego, postać kozy trzyma się dumnie i wydaje się obserwować tego, kto patrzy na okładkę, co budzi pewne emocje i zmusza do myślenia.
W pewien sposób taka postawa wygląda bardzo ikoniczne.

Można to więc zinterpretować na wiele sposobów.

Flux: Tak, i ważne jest, żeby nie zdradzać zamysłu za wcześnie. Inaczej może się po prostu zrobić nudno. Kiedy patrzysz na coś i od razu dochodzisz do wniosku „no tak, to jest to czy tamto”, szybko odkładasz coś takiego na bok. Jednak jeśli możesz się przyjrzeć czemuś, co zmusi cię do myślenia i sprawi, że zwrócisz uwagę na gilotynę w tle, widoczny w cieniu kosz i różne inne elementy okładki, będzie inaczej. To trochę tak, jakby cię olśniło.

Brzmi to jak najlepszy projekt na okładkę – wybranie takiej grafiki, która będzie przemawiać do ludzi. Skoro rozmawialiśmy już trochę o fanach i waszych koncertach na żywo, możemy się pewnie wiele spodziewać po waszych jesiennych koncertach. Chyba, że jeszcze nie możecie nam tego zdradzić?

Flux: Na żywo NIE będziemy mieli ognia na scenie!

(Der Schulz i Crap również się śmieją)

Jeśli możemy już coś powiedzieć o koncertach na żywo, to główną zmianą będzie oczywiście Der Schulz w roli nowego frontmana, poza tym zagramy kawałki z najnowszego albumu przemieszane z naszym klasycznym repertuarem, tak jak robiliśmy to na wcześniejszych trasach.

Chcemy przekazać tę energię innym i dobrze się bawić z naszymi fanami na żywo, zupełnie jakbyśmy rozkręcali na koncercie przyjęcie. Jeśli chodzi więc o sam koncept tego, czego można się spodziewać po koncercie Oomph, nie zmieni się to przesadnie w porównaniu do naszych ostatnich koncertów. Oczywiście Der Schulz ma swój własny charakter i z pewnością dla naszych fanów będzie nieco innym frontmanem. Ma swój własny język, co widać w sposobie, w jakim się porusza, w jego słowach i kontakcie z widownią, co naprawdę sobie cenię. Poza tym jest również doświadczonym frontmanem w innych zespołach – swoim własnym projekcie solowym oraz w Unzucht, nie musimy się więc martwić o to, czy będzie w stanie przekazać fanom całą energię starych i nowych utworów i podkręcić atmosferę na każdym z naszych koncertów. Naprawdę na to czekamy!

W tym roku Der Schulz miał już okazję wystąpić kilka razy na żywo, ale Crap i ja nie graliśmy koncertów od czasu ostatnich występów Oomph, czyli od ponad dwóch i pół lat, więc dla nas powrót na scenę będzie naprawdę ekscytujący. Cóż, początek nowej trasy zawsze jest ekscytujący ze wszystkimi nowymi utworami, kiedy zastanawiasz się, jak teraz występować, jak poruszać się podczas ich grania… Trzeba trochę czasu, żeby to wszystko sobie wyćwiczyć, ale się do tego przyzwyczajasz. Naprawdę więc czekamy na wszystkie nadchodzące koncerty, nie możemy się doczekać, aż zobaczymy się z naszymi fanami po tak długiej przerwie.

Der Schulz: No i prawdę mówiąc, na naszych koncertach BĘDZIE ogień. Wystąpimy z ogniem w sercach! (śmiech)

Kvlt: To brzmi jak bardzo trafne określenie! Wiemy już, czego możemy się spodziewać, ale czego WY oczekujecie – zwłaszcza od polskiego koncertu? W końcu Oomph grali u nas tylko raz i nie doczekaliśmy się jeszcze koncertu Unzucht w Polsce.

Flux: Cieszymy się na ten powrót. Dobrze pamiętamy nasz pierwszy show w Polsce, który był również ostatnim koncertem na trasie Ritual, to było podczas festiwalu w Warszawie. Bardzo chcieliśmy wrócić wcześniej, co nie doszło do skutku przez to wszystko, co w międzyczasie działo się na świecie, i nie możemy się doczekać tego koncertu. Mamy nadzieję, że występ w Posen, jak powiedzielibyśmy po niemiecku, to będzie dopiero naszych kolejnych polskich koncertów. Jak wiadomo, nie możemy niestety zagrać koncertu w Ukrainie, ale wiemy, że w Polsce, podobnie jak w Niemczech, jest teraz wielu uchodźców z Ukrainy, i być może część z nich zjawi się na naszych występach. Cieszymy się więc choćby z tego.

Myślę, że w imieniu fanów mogę śmiało powiedzieć, że my również się cieszymy i nie możemy doczekać waszego występu. Dziękuję za wywiad i za wasz czas, to była przyjemność, móc z wami porozmawiać!

Oomph: My również dziękujemy!

Nowy album Oomph! “Richter und Henker” ukazał się 8 września nakładem Napalm Records.

Zespół wystąpi w poznańskiej Tamie 7 listopada dzięki Winiary Bookings.

 

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .