Pandemonium: „poruszyliśmy zakazane bastiony ludzkiego skurwysyństwa i hipokryzji”

Pandemonium należy do grona legendarnych już zespołów polskiej sceny metalowej. Działający od 1989 roku satanic dark metalowy twór jest nadal aktywny zarówno koncertowo, jak i fonograficznie. Postanowiłem nieco podpytać muzyków o ich najnowsze wydawnictwo, a także nadchodzące plany. Moim rozmówcą był Black Mark.

Zacznijmy od waszej tegorocznej kompilacji „Bones Will Rise From The Ground Live”. Na materiale znajduje się premierowy utwór „In Lord We Trust”. Czy ten kawałek jest zwiastunem zbliżającej się piątej płyty Pandemonium, czy jednak mamy do czynienia z utworem skomponowanym tylko i wyłącznie na potrzeby tego materiału?

Numer jest zbyt dobry, by zostawić go tylko na EPce ! J Jest to, jak pięknie ująłeś zwiastun, jeden z wielu wieszczących nadciągającą apokalipsę. Oczywiście znajdzie się na nowym wydawnictwie wśród innych bluźnierczych dokonań, materiał cały czas warzy się w kadzi plugastwa ludzkiej rasy. Trwa to nieco dłużej niż planowaliśmy, ale nie chcę Ci pieprzyć o prozie życia, braku czasu nawet by się porządnie wypróżnić itd. Materiał powstaje i ujrzy ciemność nocy w przyszłym roku. „In Lord We Trust” ma pokazać fanom, że nie wychodzimy
z ciemności i rurek z kremem nie będzie.

Oprócz tego zdecydowaliście się ponownie nagrać kilka starych utworów. Czy nie sądzicie, że ten zabieg może być rozpatrywany przez fanów jako swoisty skok na kasę ? Dlaczego wybór padł akurat na te kompozycje 

Myślę , że fani undergroundowego metalu zdają sobie sprawę a ponadto wiedzą choćby od znajomych muzyków, że na słowo „kasa” może paść jedynie salwa śmiechu. Nie w tym kraju, nie w tej muzyce i nie o to chodziło. Tak jak wspominałem, minęło już parę ładnych lat od ostatniego wydawnictwa a prace nad nowym materiałem się przedłużają. Wydaliśmy ten muzyczny kąsek aby pokazać, że żyjemy, mamy się dobrze jak na swoje starcze lata 😉 i pracujemy nad następcą „Misanthropy”. Kompozycje nieprzypadkowe, gdyż też bardziej przestrzenne, dające możliwości dla nieco innych aranżacji, miksu, brzmienia i itd.

Co więcej, na kompilacji znalazł się także utwór legendarnego projektu Bathory. Postanowiliście oddać należyty hołd dokonaniom Quorthon?

Cover Bathory, drugi w historii Pandemonium, który Quorthonowi należał się już dawno temu w ramach wielkiego SALUT! Numer starych czasów, wściekły, bluźnierczy, jeden z klasyków naszej młodości i inspiracji dla późniejszych dokonań. Spostrzegawczy zauważą, że są tam wokale Pawła i Marka. Jak to często w tego typu aktach muzycznych bywa, gościnnie solówkę zagrał Gary od naszych przyjaciół z Hellspawn.

Bones Will Rise From The Ground Live” to nie tylko materiał studyjny. Drugą część kompilacji stanowi występ na żywo zagrany w 2005 roku w łódzkiej lokomotywie. Dlaczego zdecydowaliście właśnie na ten koncert ? Nie myśleliście o lekkim podrasowaniu jakości? Macie w planach zrealizować jakieś wydawnictwo koncertowe w postaci płyty bądź DVD?

To kwestia naszego osobistego odbioru tamtego koncertu, był to wtedy jeden z pierwszych koncertów w nowym, zgranym mocnym składzie. Wszyscy bardzo dobrze wspominaliśmy ten gig, była magia na scenie, był diabeł, była dobra publiczność, graliśmy jakby było to równie naturalne co oddychanie. Z perspektywy teraźniejszości darzymy tamten koncert wielkim sentymentem, tak powinien wyglądać rock&roll. Co do jakości, materiał był nagrywany na VHS albo inne analogowe źródło, nie ma to znaczenia. Można oczywiście podrasować, podpicować, zedytować i na końcu się tym podetrzeć. Tu chodziło o bootleg starej daty, bez technologicznych oszustw, z analogowym brzmieniem, brudem, syfem i autentyzmem. Jeśli chodzi o drugą część pytania, tak, co jakiś czas zresztą umieszczamy my albo nasi przyjaciele jak np. DR Silesia fragmenty koncertów czy koncertowe klipy na YouTube, są do obejrzenia zupełnie za darmo (gwoli Twojego pytania o „kasę”). Fani nie płacą, jedynie my albo nasi przyjaciele poświęceniem swojego czasu. Wielki szacunek dla nich za to!

Pandemonium istnieje na metalowej scenie od roku 1989. Pomimo wielu komplikacji jak zmiany składu czy nazwy, nadal istniejecie i aktywnie działacie na scenie. Nie odnosicie wrażenia, że pomimo kultowego wręcz statutu w naszym kraju jesteście ciągle gdzieś z tyłu naszego głównego towaru eksportowego jak Behemoth, Decapitated czy Hate ? Nie jesteście zdenerwowani z powodu, iż pomimo oczywistego wkładu w historię polskiej muzyki metalowej pozostajecie w cieniu i ciągłym undergroundzie?

To, co osiągnął, chociażby Behemoth nie stało się z dnia na dzień i przypadkiem. To była konsekwentna praca
i poświęcenie kosztem wielu innych płaszczyzn życia. Udało im się, wielu innym mimo starań się nie udało, brak szczęścia lub czegoś innego w tym skomplikowanym mechanizmie. Od reaktywacji wiedzieliśmy, że nie będziemy w stanie pieprznąć całego życia, pracy, rodzin itp. żeby zaryzykować podbijanie świata, może jakiś instynkt samozachowawczy, może też takie przygody częściej sprawdzają się w młodości, nie wiem do końca. Wiem za to, jak jest ze wsparciem tego typu sztuki w tym kraju biorąc dla kontrastu kraje skandynawskie. Nie ma w nas frustracji czy wkurwienia, byłoby, gdyby mimo postawienia wszystkiego na jedną kartę się nie udało. Jesteśmy zapraszani na największe festiwale i koncerty w Polsce, mamy wciąż wielu fanów, setki bawią się dobrze na naszych koncertach i słuchają płyt. Grywamy poza granicami kraju i mamy tam bardzo dobre przyjęcie. To jest droga, którą świadomie wybraliśmy, bez ciśnień, wiążących kontraktów i dziecięcych marzeń.

Pomówmy nieco o nowej płycie – kiedy możemy się jej spodziewać ? Czy nasi czytelnicy mają szansę dostać nieco szczegółów związanych z jej komponowaniem lub produkcją?

Dokładnego terminu nie jesteśmy w stanie jeszcze podać, najprawdopodobniej będzie to późna wiosna lub jesień 2016. Cały czas trwa etap tworzenia kompozycji, aranżów, bywa też tak, że finalnie numer leci do kosza, bo jego ostateczny kształt nie pasuje do wcześniejszych założeń, klimatu i koncepcji albumu. Jeśli chodzi o samo komponowanie to większość tej materii odbywa się indywidualnie w domu, z kielichem wina obok dla zwiększenia natchnienia, ha . Pomysłami dzielimy się przez Internet i każdy z nas dodaje swojej interpretacji do muzycznej konstrukcji. Na próbach, których jest stosunkowo niewiele szlifujemy już powstałe numery lub oblekamy w mięcho szkielety, czasami spontanicznie podczas „jammowania” powstaje też coś nowego.

Ponad miesiąc temu na waszym profilu FB pojawiła się informacja na temat absencji ojca założyciela grupy czyli Paula. Nie mam zamiaru szukać metalowych ploteczek na temat przyczyny takowej decyzji, jednak chciałem zapytać jak reagują fani na brak głównodowodzącego zespołu podczas koncertów ? Czy brak charakterystycznego głosu (a może raczej ryku) Pandemonium nie wzbudziło kręcenia nosem innych i pojawienia się zdań typu „sprzedali się” lub „bez Paula to nie to samo” ? Kto w takim razie wspomaga was w trakcie występów na żywo ?

Paweł wydał oświadczenie, że względów osobisto-zdrowotnych musi znacząco ograniczyć swój udział w machinie Pandemonium, zwłaszcza podczas występów na żywo. Oczywiście deklarował swoje muzyczne i pozamuzyczne wsparcie w miarę możliwości przy tworzeniu nowego materiału. Jeśli chodzi o koncerty, owszem, fani dopytują się
o Pawła, natomiast wieści rozprzestrzeniają się szybko i fakt silnej i mocnej audiencji fanów na koncertach raczej nie świadczy o braku zainteresowania Pandemonium, mimo gry bez Pawła. Jesteśmy w składzie od wielu lat i przesiąknęliśmy duchem Pandemonium na tyle by klimat stworzony przez Pawła w latach 90. dawał się odczuwać na scenie nawet dzisiaj. Malkontenci byli, są i będą i zapewne gdzieś się pojawiają kręcenia nosem
o których wspomniałeś. Tak czy inaczej, show must go on.

Panowie, jesteście związani z Pandemonium przeszło od 11 lat. Jak postrzegacie swój obecny dorobek fonograficzny pod tym szyldem ? Które z dotychczasowo nagranych albumów uważacie za swoich faworytów ?

To pytanie jest zapewne koszmarem wielu kapel, to tak jakby zadeklarować, które dziecko się bardziej kocha. Każdy materiał, który tworzyliśmy był determinowany określonymi emocjami, aktualnym postrzeganiem rzeczywistości i potrzebą uzewnętrznienia swoich uczuć, wściekłości i wewnętrznego buntu. Każdy kolejny był też
w jakiś sposób dojrzalszy lub popełniony przy użyciu innych środków wyrazu. Raz odlecieliśmy w kosmos, innym razem poucinaliśmy łby diabelskim death&rollem, ostatecznie poruszyliśmy zakazane bastiony ludzkiego skurwysyństwa i hipokryzji, gdzie rządzą jedynie demony prowadzące nas do szaleństwa i śmierci. Klasycznie wszystko przeplatane orientalnym, sumeryjskim smagnięciem w chrześcijańską dupę. „Misanthropy” ma to wszystko i jest chyba od reaktywacji najbardziej dojrzałą i bezkompromisową w przekazie płytą.

Chciałem jeszcze zapytać o Domain – poboczny projekt albo i swego rodzaju odskocznię – działający na przełomie 1990/1995. Co spowodowało tę chwilową zmianę nazwy ? Materiał nagrany pod szyldem chyba nie różnił się aż tak diametralnie od dokonań waszej macierzystej formacji co potwierdza nawet wspomniany już koncert, na którym zagraliście część utworów.

Nadal gramy numery Domain, pod tym szyldem nagrano sporo dynamicznych i klimatycznych kawałków, ten projekt był powołany głównie, by „przeczekać” kwestie niedogadania praw co do nazwy „Pandemonium” i trochę się ta akcja przedłużyła… Klimatycznie, muzycznie była to kontynuacja drogi Pawła Mazura. Musiało minąć sporo lat i zawirowań w składzie by Domain w naturalny sposób powróciło do pierwotnej i jedynej słusznej nazwy.

W przyszłym roku mija 15 lat od wydania waszego debiutanckiego demo zatytułowanego po prostu „Pandemonium”. Czy z tej okazji możemy liczyć na jakieś niespodzianki w postaci jubileuszowej trasy bądź ponownego wydania tego materiału ?

Nie myśleliśmy o tym. Ostatnimi laty wracaliśmy do tego okresu poprzez reedycje, winyle Devilri, The Ancient Catatonia z racji faktu, że albo takich nie było, albo już dawno przestały być dostępne. Sądzę, że bardziej będziemy zajęci produkcją i promowaniem nowego materiału, ale kto wie…

pandemonium live

Które z zespołów młodego pokolenia może narobić najwięcej szumu na naszej scenie i na stałe wpisać się do historii polskiego metalu ? Czy macie faworytów wśród obecnej „młodej gwardii” ?

Celowo nie wymienię żadnej nazwy, by nie pominąć którejś z młodych, zdolnych kapel a jest ich sporo. Jest wielu dzieciaków zaczynających dopiero przygodę z muzyką i niemających za bardzo pomysłu na siebie poza niezłym warsztatem. Zdarzają się a jest ich na polskiej scenie niemało, także godne zainteresowania i kibicowania zespoły, które mimo młodego wieku i stażu prezentują zacne, ambitne lub po prostu z jajami projekty mogące zawstydzić starych wyjadaczy. I tu następuje starcie z prozą życia, oczekiwaniami, twardym murem rzeczywistości. Wielu z nich się zniechęci po kilku niepowodzeniach lub rozczaruje, że po roku grania nie dzielą sceny z Morbid Angel lub braknie im gdzieś szczęścia… Życzę, by jednak młode pokolenia trzymały i rozwijały bardzo dobry poziom polskiej sceny metalowej.

Jakie z tegorocznych wydawnictw najczęściej gościły w waszych odtwarzaczach, a które was totalnie zawiodły ?

Jak wiesz, jest w czym wybierać na rynku muzycznym, także w undergroundzie, codziennie czegoś nowego słucham z większym lub mniejszym przekonaniem, w drugim przypadku płyta gości bardzo krótko. Żadnych stanowczych werdyktów nie będzie z racji przypuszczenia, że set 2015 skończę osłuchiwać w 2020… Na pewno wracają do powtórnego odsłuchu Paradise Lost „The Plague Within”, Melechesh „Enki”, Mgła „Exercises In Futility”, Embrional „The Devil Inside”, Luvart Rites of the Ancient Cults”. Zupełnie nie weszły mi Slayer „Repentless” oraz najnowsze dokonania panów z Iron Maiden.

Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym na temat najbardziej kultowych zespołów rockowej/metalowej sceny, które pomimo oczywistych umiejętności i wielkiego udziału w rozwoju muzyki nijak nie potrafią mnie do siebie przekonać. Pewnie narażę się większości czytelników przyznając, że nazwy, jakie wymieniłem to między innymi Judas Priest, Megadeth czy chociażby formacja KISS. Chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat oraz dowiedzieć się, które „klasyczne” składy wpisują się do tej kategorii?

Temat śliski jak dupsko Roba Halforda 😉 Niemniej jednak, z wyżej wymienionych właśnie Judas Priest, a zwłaszcza ich Painkiller zrobiły i nadal robią na mnie wrażenie. Tam jest esencja rock&rolla, wściekłości, buntu i wszystkiego co muzyka hard rockowa/metalowa wykształciła w latach 80’.  Z Megadethu najbardziej lubię Countdown to Extincion, a Kiss jest w błędzie, to diabeł dał nam rock&rolla… Chociaż zawsze należy szanować ww. kapele, niekoniecznie trzeba ich słuchać tylko dlatego, że „wypada”. Odwaliły kawał dobrej roboty w swoich czasach i były inspiracją dla wielu obecnych kapel z nurtu death/black, ale teraz z podobną nostalgią słucham Sandry czy innych klasyków lat 80’ (śmiech przyp. red.). Ktoś mądry powiedział dużo wcześniej „kapela kultowa to taka, którą wszyscy znają, ale nikt jej nie słucha”.

Co sądzicie na temat bijącej rekordy popularności aplikacji Spotify? Dla mnie jest to naprawdę coś rewelacyjnego, gdyż muzyka z całego świata jest dostępna ot tak i to za śmieszne pieniądze. Dodatkowo w łatwy sposób umożliwia to promocję i wybicie się. Z drugiej strony muzycy pewnie czują się nieco zawiedzeni, gdyż tego typu rozwiązania prowadzą do powolnego zabijania rynku płytowego.

Wypowiem się z obiektywnego punktu widzenia, to dobra opcja dla ludzi, którzy mają mało pamięci w telefonie, ale spory pakiet internetowy. Sam wolę kopiować swoje płyty cd na format flac lub mp3@320kbs, lubię mieć dostęp do swoich ulubionych płyt bez względu na to, czy mam akurat dostęp do internetu i zawsze w dobrej jakości. Panuje też trend słuchania pojedynczych „hitów”, ja traktuje płyty jako koncept i słucham ich zazwyczaj w całości. Tak zwany rynek płytowy to głównie bolączka wytwórni, pośredników i innych darmozjadów, którzy dorabiają się na muzykach, nie trzeba być w branży by o tym wiedzieć. Dobra muzyka zawsze się sprzeda i trafi do odpowiedniej publiczności, Internet jako medium faktycznie może być zbawieniem dla promocji zespołów, z drugiej strony jest coraz więcej wartościowych kapel, ale też ogromny zalew chłamu.

Najlepszy, dotychczasowy koncert, na którym byłem to…

Zacny zestaw King Diamond i Mercyful Fate na jednym koncercie, chyba w 1997.

Schwarzenegger jako Terminator czy może jednak Stallone w wersji Rambo?

Postrzegając jako dzieciak czy obecnie? Chyba jednak Rambo, było więcej rzeźni… i jednak Sylwek moim zdaniem jest lepszym aktorem. Tak czy owak, zawsze z uśmiechem wspomnę te filmowe ikony lat 80/90’.

Serdecznie dziękuję za rozmowę, a kilka ostatnich słów należy do Ciebie!

Ja również dziękuję, do usłyszenia zatem pewnie po premierze następnego wydawnictwa, pozdrowienia i szacun dla fanów, do zobaczenia na koncertach!

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .