Gdy parę lat temu wybrałem się na koncert Sadist to pozytywnie zaskoczyła mnie dość duża frekwencja. Sądziłem, że autorzy Above the Light, z której powinni być znani od 1993 roku popadli z zapomnienie, a tu proszę… pod sceną pokaźna grupka kudłatych metalowców i to głównie – w wieku pacholęcym. Serce roście jak patrzy się na nowe pokolenie fanów ambitniejszych odmian death metalu. Ambitniejszych, bo Włochom nigdy nie brakowało wyobraźni i muzyka, którą proponowali wymykała się schematom. Spodziewałem się skromnej grupki wyliniałych sierściuchów prężących przed sceną mięsień piwny…a tu proszę jaka miła niespodzianka.
Przed Sadist grał polski zespół Virgin Snatch. Nie należę do największych fanów tej grupy, ale stwierdziłem, że jakoś przetrzymam ich występ. Rzeczywiście przetrzymałem, a jak skończyli grać… to 70 proc. publiczności opuściło klub.
Pod sceną została tylko garstka wyliniałych sierściuchów. Mimo słabych warunków fizycznych z całej siły wypiąłem brzuch i czekałem na występ włoskich weteranów. Trochę mi głupio było jak wyszli na scenę i omietli wzrokiem publikę, której było niewiele więcej niż ochrony po drugiej stronie barierek. Nie stroili fochów, nie marudzili – zagrali koncert, który rzucił nas na kolana tak gwałtownie, że aż brzuchy wydały mocne plaśnięcie o podłogę, a niektórym z pewnością mogło się wydawać, że znów im rosną włosy.
Słucham właśnie Hyaena – tegorocznej, siódmej już płyty w dyskografii Włochów. Słucham dopiero po raz trzeci i czuję się jakbym z wycieczką klasową chciał zwiedzić Luwr podczas jednej godziny lekcyjnej, wiedząc, że przede mną ponad 60 tys. metrów kwadratowych, na których zgromadzono ponad 300 tysięcy eksponatów.
Wiem, że ta płyta potrzebuje czasu by ją ogarnąć i zgłębić – tu nie ma żadnych schematów i przetartych ścieżek, gitarowe dźwięki zakręcają tak gwałtownie i w chwilach tak nieoczekiwanych jak łyżwy Katariny Witt, gdyby wyszła na lodowisko po kilku głębszych. Co ważne, nawet na moment nie tracą wdzięku i gracji.
Bardzo podoba mi się brzmienie tego krążka – jest sterylnie czyste, ale jednocześnie niesamowicie witalne i organiczne – prawie słychać jak w strunach gitary krąży krew, a bas pulsuje jakby cierpiał na arytmię serca.
Sekcja rytmiczna miejscami wprawia mnie w zdumienie – jest tłusta, mocna i wręcz radośnie rozpasana. Do tego mamy masę zupełnie niekonwencjonalnych i odjechanych smaczków, których jest tu więcej niż sera w serniku. Rytualne plemienne wstawki, ekwilibrystyczne gitary, meandrujące akustyki, jazzowe rytmy. A wszystko to płynie jak rwący potok górski – świeży, zimny i przejrzysty – wijący się wśród skał, rozcinający skaliste zbocza, spadający ze stromych urwisk, zakręcający raz w prawo raz w lewo, przez lasy, przez soczystą roślinność pól, między nogami tubylców próbujących dzidami nabić płynące w nim ryby. Ten strumyk miejscami nawet odrywa się od ziemi, wznosi się ku niebu, dziurawi chmury i ulatuje w kosmiczną nicość, by po chwili znów powrócić i zimną wodą gasić nasze pragnienie.
Ta płyta może przygnieść i przytłoczyć, a mniej wyrobionemu słuchaczowi (nie mogłem się powstrzymać) może nawet się wydać przepitolona. W istocie nie ma tu żadnego przepitolenia – struktura utworów jest tak przemyślana i precyzyjnie zaaranżowana, że wypada tylko przyklęknąć na kolano i złożyć jej hołd, tak jak to zrobił Albrecht Hohenzollern przed Zygmuntem Starym na obrazie Jana Matejki.
Autorem recenzji jest Maria Konopnicka.
- Krakowski ONLY SONS (retro/hard rock/alt metal) wydał płytę „Through The Night Again „ - 17 kwietnia 2026
- KONRAD CIESIELSKI na wyjątkowym koncercie w Warszawie - 17 kwietnia 2026
- ACIDSITTER na trasie koncertowej z włoską kapelą SHARASAD - 17 kwietnia 2026
Tagi: Dark Feelings, Death, Hyaena, Maria Konopnicka, Perversion, Progressive Death Metal, Sadist, Scarlet Records.







