Wywiad z Pawłem Paulem Mazurem (Pandemonium)
Gdy zerknąłem do archiwum tekstów, ze zdumieniem zobaczyłem, że mój wywiad z Pandemonium miał miejsce ponad osiem lat temu. W międzyczasie zespół koncertował i wydał (moim zdaniem) udanego pełniaka Nihilist (recenzja). Można by rzec, że wszystko toczyło się własnym życiem. Do czasu, aż Paul ogłosił oficjalny powrót do występów i pracy nad nowym wydawnictwem. To idealna okazja, aby dowiedzieć się o tym co było, co jest i co dopiero będzie.
Przekazanie obowiązków
Minęło ponad osiem lat od pojawienia się Twojego oświadczenia dotyczącego przekazania obowiązków w ręce pozostałych członków zespołu. Długo zbierałeś się do podjęcia tej decyzji? Podejrzewam, że jako ojcu Pandemonium musiało Ci być ciężko zejść ze sceny i usunąć się w cień.
Paul: Po ponad dwudziestu latach prowadzenia czy współprowadzenia kapeli zacząłem odczuwać „delikatne” zmęczenie. Sporo potu, siły i zdrowia zostawiłem na dechach. Gdzieś w okolicach Misanthropy zacząłem rozważać pójście na „urlop” albo nawet odejście z kapeli. Miałem bajzel w głowie, który musiałem uporządkować. Jednocześnie wiedziałem, że zostawiam orkiestrę w dobrych rękach, więc nie miałem kaca moralnego, że kapela beze mnie polegnie. Jak się okazało chłopaki świetnie sobie poradzili, robiąc Nihilist już bez mojego udziału. Skład Pandemonium zaczął czuć, o co chodzi nam w muzyce więc moje zniknięcie nie odjęło jej ducha. Duch został.
Domyślam się, że to posunięcie było podyktowane głównie dobrem zespołu i utrzymaniem go dalej przy życiu. Musiałeś też mieć duże zaufanie do reszty chłopaków. Niemniej jednak, czy gdzieś nie rodziła się obawa, że może dojść do czegoś, co byłoby niezgodne z Twoimi oczekiwaniami?
Zgadza się. Zawsze kierowałem się dobrem kapeli. Nie wyobrażałem sobie, że nawet jeśli odejdę na stałe, to pociągnę za sobą band na dno, bo takie miałbym mieć widzimisię. Jak już wspomniałem, od dawna wiedziałem, że ekipa, która się z biegiem czasu ukształtowała, jest już tym tworem, który doskonale sobie poradzi na wypadek sytuacji wszelakiej. Dostali wolną rękę i świetnie im to wyszło. Gdyby zdecydowali, że kończą imprezę, to by skończyli. Nie miałbym żalu. Czas pokazał, że po prostu potrzeba resetu, żeby wrócić.
Inna perspektywa
Możliwość przyjrzenia się zespołowi, jak i całej scenie z zewnątrz, to pewnie ciekawe doświadczenie. Czy coś w tym czasie uległo u Ciebie drastycznej zmianie np. wizja kolejnych wydawnictw lub kierunek, w którym ma podążać zespół? Muzycy często wspominają, że taka przerwa rozbudza głód grania i niekiedy działa inspirująco na eksplorowanie zupełnie nowych rejonów.
Znów trafiłeś w sedno. Zakładałem, że wrócę lub nie wrócę… takie fifty-fifty. Czas leciał. Odpoczywałem od grania. Przestałem o tym myśleć. Jednak stopniowo na przestrzeni lat coraz częściej myślałem o muzyce. Może nie od razu o trasach i wejściu w to znów na całego, ale o samym procesie tworzenia. Pojawiła się koncepcja, która dojrzewała długimi miesiącami. W końcu, czyli w 2023 r., podjąłem decyzję o powrocie do czynnego grania na żywo oraz zadeklarowałem zrobienie nowej płyty.
Powrót do Pandemonium
Choć w 2019 zespół poinformował o Twojej koncertowej reaktywacji, to jednak dopiero w tym roku oficjalnie wróciłeś do Pandemonium. Potrzebowałeś czasu, aby ocenić, czy w praktyce jesteś w stanie zaangażować się w pełnym wymiarze?
Wtedy to była taka, powiedzmy, lokalna spontaniczna zajawka z mojej strony. Chłopaki grali w Łodzi, więc wpadałem na pięć minut. Zrobiliśmy taki koncert z niespodzianką. Wtedy raczej nie sądziłem, że wrócę. Potrzebowałem jeszcze trochę czasu, jak się okazało.
Twój powrót zbiegł się z innym ciekawym wydarzeniem, a mianowicie jubileuszem 600-lecia miasta Łódź. Wraz z Barielem (Imperator) i MacKozerem (Sacriversum) zostaliście wyróżnieni przez władze miasta za krzewienie kultury i całokształt działalności artystycznej. Duże zaskoczenie? Chyba niewiele zespołów mocno osadzonych w undergroundzie mogło liczyć na tego typu symboliczne odznaczenie.
Powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiego wyróżnienia. Wśród tej całej palestry znaleźli się sportowcy, lekarze, naukowcy i wszelkiej innej maści wybitne postaci. Trafiło się też kilku ludzi z branży muzycznej – nieekstremalnej czy undergroundowej. Czyli ludzie ewidentnie zasłużeni dla Łodzi. No cóż. Jak padło na przemówieniu Pani Prezydent jednak szanowna komisja, biorąc wszystkie za i przeciw dotyczące dokonań, doceniła Pandemonium, Imperatora i Sacriversum. Dało mi to też sporego kopa do dalszej działalności.
Skoro wasze trio – Imperator, Sacriversum i Pandemonium – miało okazję się wtedy spotkać, to może jest to dobry pretekst do wspólnych koncertów? Myślę, że wielu maniaków z poprzedniej generacji byłoby wpiekłowziętych takim line-upem.
Z Sacriversum jedziemy razem do Kutna (koncert) i Poznania. Pewnie będziemy myśleć o kolejnych wspólnych meetingach. Nie wykluczam żadnych konfiguracji, tylko różnie to bywa z dyspozycyjnością poszczególnych kapel, więc niczego nie mogę obiecać.

Niewola debiutu?
Pozostając w wątku koncertów i jubileuszy — ciekawią mnie dwie rocznice przypadające na rok 2024. A mianowicie trzydziestka The Ancient Catatonia i dwudziestka The Zonei. Czy planujecie jakoś celebrować te rocznice, np. kolekcjonerskimi wydaniami? A może specjalne koncerty podobnie, jak Vader, który z okazji ćwierćwiecza The Profundis odegrał na żywo cały album?
Doskonały pomysł. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to warto będzie taką opcję przemyśleć. Przepraszam, że tak krótko na ten temat, ale w tej chwili nie chcę wróżyć z fusów.
Przeglądając różnorodne recenzje nowych materiałów oraz fora dyskusyjne poruszające kwestię twórczości Pandemonium ciężko nie odnieść wrażenia, że fani nieustannie próbują znaleźć w ostatnich albumach znamiona The Devilri i wcześniej wspomnianego debiutu. Na pewno nie jesteście jedynymi niewolnikami pomnikowych wydawnictw, ale czy takie podejście słuchaczy nie działa demotywująco? Idąc tym tropem, słuchacze chyba oczekują powtórki z dawnych czasów.
Nie czuję żadnego ciśnienia ani nie jestem niewolnikiem samego siebie i swojego debiutu. To super, że jakieś wydawnictwo stało się kvltowe i nadal jest tak postrzegane. Na koncertach odgrywamy te numery, więc po części ludzie, mam nadzieje, są zadowoleni. Nie da się robić cały czas kvltowych rzeczy płyta po płycie. A może da się, ale ja tak nie potrafię. Myślę, że fenomen kvltowej płyty polega na tym, że jest to coś pierwszego i wcześniej niezaistniałego na pewnym poziomie emocjonalnym. Za każdym razem, kiedy wypuszczaliśmy kolejną nową płytę uważałem, że oddawała ona wówczas tę energię, jaka w nas siedziała i bronię każdego albumu, bo każdy jest wart siebie.
Domain, nowa płyta i niedaleka przyszłość
Zostawmy jednak przeszłość i pomówmy o planach na przyszłość. Możesz zdradzić czytelnikom KVLT szczegóły dotyczące nowego wydawnictwa?
Powiem Ci szczerze, że chcę zrobić przestrzeń, klimat i coś, czego nie jestem w stanie opisać. Prostota przekazu, odpowiednio dobrane riffy. Niby wiem, co chcę zrobić, a jednocześnie do końca nie wiem. Ta aura tajemniczości bardzo mnie kręci i napędza. Bo wiem, że ONA już wie, jaka będzie, a ja jeszcze nie wiem. Muszę się dać ponieść muzycznemu przeznaczeniu i to powinno być receptą na nową mam nadzieję dobrą płytę.
Czy ostatnie wydarzenia na świecie, np. COVID, czy konflikty zbrojne na Ukrainie i Bliskim Wschodzie, miały duży wpływ na kompozycje lub teksty, które znajdą się na nadchodzącym albumie? Zwłaszcza, że jeden z Twoich poprzednich utworów, Misantrophy, świetnie wpasowuje się w aktualną rzeczywistość.
Tak, ostatni kawałek z tego albumu chyba będzie po wsze czasy aktualny. Uważam, że co jak co, ale ten numer lirycznie i muzycznie nam po prostu wyszedł, i to nieźle. Z czasem coraz bardziej się uwrażliwiam na pewne sprawy. Widzę i czuję więcej. Jest we mnie zbyt dużo złych i pozytywnych energii, bo właśnie czuję to wszystko, co dzieje się dookoła. Zawsze to, co mnie otaczało przekładało się na słowa. Przefiltrowane przez myśli, jakoś zinterpretowane i czasami nazwane wprost. Tak będzie pewnie i tym razem, ale na pewno nie będzie to kopia czegokolwiek, co do tej pory zrobiłem.

Domain to zamknięty rozdział, czy może jednak kiedyś zdecydujesz się na jakąś tymczasową reaktywację i odegranie tych numerów na żywo?
Gdyby był na to wszystko czas, to pewnie bym tak zrobił. Z drugiej strony nie wiem, czy nie byłoby przegięciem grać numery Domain, zwłaszcza że niektóre kawałki trafiają do setlisty Pandemonium. Ale główną przeszkodą jest tu raczej brak czasu. Ponadto w Domain musiałby zagrać Mitlof, a wiadomo, że raczej jest zajęty Riverside i innymi tematami.
Polska scena tu i teraz
Czy jakieś młode zespoły z naszej rodzimej i zagranicznej sceny szczególnie wzbudziły Twoje zainteresowanie? Kogoś konkretnego widzisz jako towarzysza broni podczas trasy promocyjnej nowego materiału Pandemonium?
Wpadło mi w ucho Odium Humani Generis notabene z Łodzi, w którym gra nasz basista Michał. Oczywiście pojawia się tu od razu przypuszczenie, że to dlatego ich wymieniłem. Nic bardziej mylnego. Po prostu ich muza trafia w moje gusta bez cienia wątpliwości. Jestem przekonany, że są inne zajebiste polskie bandy, o których nawet nie mam pojęcia.
Limitowane i różnokolorowe winyle, numerowane wooden boxy, okazjonalne wydawnictwa – prawdziwa gratka dla fanów, czy raczej prosty sposób na monetyzowanie muzyki? W ostatnim czasie jest tego naprawdę pełno, a zdania wydają się nieco podzielone.
Nie wiem jak jest z tym monetyzowaniem, gdyż my ze swoich winyli mamy „jedynie” ogromną satysfakcję, mam nadzieję, że kolekcjonerzy również i to chyba na tyle. Widzę, że w kwestii innych zespołów jest kolorowo i różnorodnie wydawniczo. Skoro jest taka wola, to niech się prezentują jak mogą i potrafią. Osobiście uważam, że winyle to fajne dodatki. Chociaż ciężko jest mi dokładnie stwierdzić, czy przypadkiem nie jest odwrotnie i to muzyka staje się dodatkiem do ładnego wydawnictwa.
Dziękuję za wywiad, mam nadzieję, że niedługo będziemy mieli okazję spotkać się na koncercie w południowej części Polski – ostatnie słowa należą do Ciebie.
Ja również dziękuję Ci za poświęcony i zapewne bezcenny czas. Dziękuję wszystkim fanom Pandemonium, że jesteście z nami i wyczekujecie nowego materiału. Do zobaczenia na koncertach!
- Już niedługo koncert IMPALED NAZARENE w Krakowie - 25 lutego 2026
- Już niedługo WOLVENNEST wystąpi w Krakowie - 6 października 2025
- METAL KOMMANDO FEST VIII: znamy datę i pierwsze zespoły - 18 lipca 2025
Tagi: 2023, black doom metal, black metal, dark metal, death doom metal, death metal, death metal music, interview, kvlt, kvlt magazine, Pandemonium, Paul, Paweł Mazur, polish black metal, Polish death metal, rozmowa, wywiad.






