Słoń od lat funkcjonuje gdzieś pomiędzy światami. Dla jednych jest raperem, który zbyt mocno nasiąkł metalową estetyką i horrorem, dla drugich — jednym z nielicznych gości ze sceny hip-hopowej, którego da się słuchać bez zgrzytania zębami. I właśnie w tej szczelinie między rapem, hardcorem, metalem i kinem grozy zbudował własne uniwersum. Bez kalkulacji, bez prób przypodobania się komukolwiek.
W rozmowie dla KVLT opowiada o miłości do muzyki metalowej, o cienkiej granicy między rapcorem a kompromitacją, o metalu na festiwalach hip-hopowych i rapie na metalowych scenach. Jest też o horrorcorze, undergroundzie, moshowaniu pod sceną, streamingu, wytwórni Brain Dead Familia i tym, dlaczego muzyczne szufladki od dawna przestały mieć znaczenie. To nie jest rozmowa o „łączeniu gatunków”. To rozmowa o tym, że te granice już dawno się rozpadły.
TOŻSAMOŚĆ MUZYCZNA
Ave! Zacznijmy od Twojego miejsca na scenie. Mam wrażenie, że dla metalowców jesteś tym raperem, którego da się słuchać, a dla rapowej sceny jesteś gościem zbyt mocno zanurzonym w metalu i horrorze. Jak łączysz ten crossover? Gdzie ty sam siebie dziś widzisz?
Siema, patrzę na siebie jak na rapera, który wyszedł poza schemat „musisz wyglądać tak, brzmieć tak, robić to i to”. Nie chcę, żeby mnie coś ograniczało w życiu zawodowym, tak samo jak i w prywatnym – nie lubię szufladek. To się tyczy nie tylko muzyki. Są rzeczy głębsze lub płytkie, typowo rozrywkowe. Film filmowi też nie jest równy Jeśli ktoś nie lubi rapu – spoko rozumiem, są gusta i guściki, to samo się tyczy metalu. Nie jestem fanem blacku, ale są w tym podgatunku rzeczy zajebiste, z których wyciągam coś dla siebie. Staram się mieć otwartą głowę.
Pamiętasz moment, kiedy metal przestał być dla ciebie tylko inspiracją, a stał się integralną częścią twojej tożsamości artystycznej?
Metal od zawsze był częścią mnie, tak samo jak i rap. Jak miałem lat może 9 i pierwszy raz usłyszałem Ironów, to totalnie się w nich wjebałem. Podobnie było z rapem w bardzo podobnym wieku, dlatego to do dzisiaj jest ze mną na co dzień.
A co cię bardziej ukształtowało jako twórcę — rapowe podwórko czy klimat ekstremalnej muzyki metalowej?
Bardzo duży wpływ miał na mnie hardcore, czyli w bardzo dużym uproszczeniu połączenie rapu z metalem, a w latach 90. kapele typu Clawfinger, RATM, Downset czy polskie Dynamind z Flapjackiem wiodły prym w moim otoczeniu, w mojej grupie wiekowej. Jednak mogę stwierdzić, że bardziej przemawiał do mnie rap. Do dzisiaj uważam, że można znacznie więcej powiedzieć w kawałku rapowym ze względu na ilość treści, tak więc tutaj na pewno rap miał większy wpływ na mnie.
Gdybyś miał wskazać 5 płyt metalowych, które najmocniej wpłynęły na Słonia jako artystę, co by to było?
- Pantera „Far Beyond Driven”
- Iron Maiden „Number Of The Beast”
- Sepultura „Chaos AD”
- Biohazard „State Of World Address”
- Judgment Night OST
Z polskiej sceny honorowe miejsce Acid Drinkers „Vile, Vicious Visions”
HORRORCORE A METALOWA ESTETYKA
Czy uważasz, że horrorcore plasuje się bliżej grindcore/deathmetal niż w kierunku klasycznego hip-hopu?
Myślę, że nie do końca. Ma bez dwóch zdań dużo wspólnego z metalem i jego skrajnymi odmianami, ale równie dużo ma wspólnego z muzyką filmową, która buduje niesamowitą atmosferę, a rap jest w dużej mierze samplowanym gatunkiem muzyki. Treści są podobne, można tutaj podawać przykłady rapowych składów, które miały energię metalu, ale nie znaczy to, że to się zawsze sprawdza. Przykładowo FLatlinerz, Gravediggaz, Esham, Twiztid, Necro czy ICP mają dużo wspólnego z rytmiką i energią ogólnie pojętej „cięższej” muzyki, natomiast Brotha Lynch Hung, Eminem czy Geto Boys nie mają pierwiastka metalu w sobie i są jakby wyłącznie wyjściową z rapu. Ciekawym przykładem byłaby Three 6 Mafia i Suicide Boys – ich rytmika, ogólny vibe i skandowanie w kółko tych samych fraz w refrenach byłoby stricte metalowo/hardcore stylistyką – i tutaj pojawia się zespół PeelingFlesh, który zyskał wielką popularność ostatnio a wywodzi się właśnie z południowego rapu. Podobnie jest z Dropout Kings.
GRANICA MIĘDZY RAPEM I METALEM
W historii muzyki były już próby mniej lub bardziej udane łączenia różnych, czasem z pozoru skrajnych stylów muzycznych: nu metal, Cypress Hill i ich album Skull & Bones, eksperymenty z industrialem, elektroniką czy hardcorem , Jak uważasz, dziś znowu jesteśmy w momencie mieszania muzycznych gatunków? To się nie nudzi?
Tak, historia zatacza koło. To jest bardzo ciekawe, bo wielu młodych ludzi zaczęło na nowo odgrzewać kapele nu metalowe i grać w stylistyce wczesnych lat 2000. .bHP jest na to zajebistym przykładem. Oprócz tego metal jest samplowany, zarówno w rapie, jak i w muzyce elektronicznej, i przykładowo muzyka HARDCORE (mówię o odmianie ciężkiego techno), Speedcore czy Terrorcore na scenie muzyki elektronicznej stanowi skrajną odmianę która też trafia do niektórych metali. Tak samo ludzie słuchający przykładowo Angerfist znają i lubią metal.
A widziałbyś siebie w jakimś projekcie-hybrydzie, czyli rap plus ciężkie granie?
Tak i nie. Tak, bo fajnie by to mogło wyjść, ale z drugiej stroni nie, bo mogłoby to wyjść totalnie chujowo. Bałbym się, żeby to nie wyszło mówiąc wprost przaśnie. W muzyce RAPCORE bardzo cienka jest granica, żeby nie zabrzmieć jak biedna podróbka kapel zza oceanu. A to jest niesamowicie łatwe do zrobienia. Miałem już taką propozycję i odbiłem się od tego. Po latach tego nie żałuję. Największą bolączką polskich kapel rap-metalowych było to, że albo nie potrafili grać, albo nie potrafili rapować.
W takim razie gdybyś miał nagrać w pełni metalowy album, to do jakiego gatunku byłoby Ci najbliżej?
Myślę, że w dzisiejszych czasach można by bardzo dużo kombinować. Jeśli umiałbym się fajnie drzeć plus rapować plus może nawet zaśpiewać jakieś partie (czego też nie umiem), to najbliżej byłoby mi do thrash/death/groove z elementami hardcore/punk. Taki Lock Up w połączeniu z Crowbarem i Kublai Khan.
A zespoły jak Uratsakidogi, Ghostemane czy Scarlxrd czyli black metal z deklamacjami w rapowej konwencji – czy takie hybrydy to tylko ciekawostka undergroundu czy może jednak przyszłość zacierania granic w muzyce?
Uważam, że muzyka już bardzo daleko poszła w tym kierunku i tego typu hybrydy, jak je nazwałeś, są już jakby legitnymi zespołami obecnych czasów. Właśnie one są symbolem obecnego stanu rzeczy. Jedni będą mieli o to ból dupy, inni to pokochają. Jak pojawiły się pierwsze miksy rapu z metalem na przełomie lat 80.- 90., to był dokładnie taki sam ból dupy. Twardogłowe metaluchy mówiły, że rap jest za bardzo getto, a fani rapu z klapkami na oczach mówili, że to nie wyjdzie, bo rap wywodzi się z funku i jazzu. Obie te grupy pierdoliły głupoty, bo patrząc na sukces Limp Bizkit jako jednej z pierwszych kapel, które mi przyszły do głowy, to przecież widać gołym okiem, jak bardzo muzyka może przez siebie przechodzić. Jakiś czas temu widziałem klip jakiejś polskiej kapeli black metalowej, która nagrała metalowy cover albo Kalibra 44 albo Paktofoniki, na klipie ktoś robi graffiti, które jest jednym z elementów hip-hopu, dlatego uważam, że przykładowy Uratsakidogi to symbol obecnych czasów.
MAINSTREAM VS UNDERGROUND
Moim zdaniem black metal i horrorcore mają wspólny rdzeń – zamknięty świat, bunt, radykalizm, a nawet anarchia. Zgadzasz się z takim spojrzeniem?
Tak i nie. Z jednej strony mówimy o byciu poza mainstreamem, a z drugiej strony popatrz na liczby oraz sprzedaż merchu i biletów na koncerty takich kapel jak Behemoth, Mgła czy Batushka z Patriarkh.
To są liczby i popularność typowo mainstreamowa, te kapele wyprzedają kluby i całe trasy na całym świecie.
Ja nie wypłynę poza Polskę, bo raczej mało prawdopodobne jest, że przykładowo Anglik, Holender czy Kanadyjczyk zacznie słuchać polskiego rapu. Wyżej wymienieni są chyba najbardziej rozpoznawalnymi obecnie gwiazdami metalu. Czy to jeszcze jest podziemie? Czy już mainstream? Eminem ma naprawdę mocne, agresywne, chamskie teksty od samego początku swojej kariery, a mimo to dotarł na szczyty list w każdym kraju na świecie i osobiście uważam go za horrorcore (na pewno wczesne płyty). Wydaje mi się, że black ma tyle samo wspólnego tematycznie z rapem, co death czy thrash. Cavalera od zawsze miał teksty antywojenne, apolityczne, tak jak wielu raperów. Świętej pamięci Lemmy miał utwory stricte imprezowe o tym, że chce się napierdolić i poruchać – to samo, co rap. Jest tylko kwestia podania danej historii.
Czy metalowcy są dziś bardziej otwarci na rap niż raperzy na metal?
To pytanie nurtuje druidów tego świata od czasów budowy Stone Henge i nadal nie ma odpowiedzi (śmiech).
RAP NA METALOWYCH FESTIWALACH
Pogadajmy o innej formie mieszania styli na żywym organizmie – mowa o festiwalach muzycznych. Kiedyś wydawało mi się, że zapraszanie artystów grających neofolk, dark ambient czy ogólnie elektronikę na metalowe festiwale czy trasy to odważny ruch. Dziś nikogo to nie dziwi. Niedawno przecież Siksa dzieliła deski koncertowe z Truchłem Strzygi, Zamilska była częścią trasy z Furią, niedawno Deftones pojechali na trasę z Denzelem Curry, Perturbator czy Carpenter Brut regularnie gości na metalowych eventach. A rap na metalowych imprezach może mieć częstszą rację bytu ? Jak sądzisz?
Za granicą jest to już od lat stosowane. Jeśli popatrzysz sobie na line upy wielkich festiwali w US, UK, FR czy DE to masz scenę, na której gra Dimmu, Cradle Of Filth i inny Marduk, a dwa namioty obok jest Body Count, Suicidal Tendencies, Knocked Loose, Tech N9ne i właśnie Denzel Curry. Jest kwestia tego, jak to ugryźć marketingowo, i żeby nie mieszać fanów typowo BLACK i nagle RAP, bo to nie siądzie. Jeśli jest to festiwal, to zróbcie namioty/sale podzielone klimatycznie. Uważam że jeśli na Hells Bells byłaby jedna scena, na której wystąpi jednego dnia Flapjack, Schizma, .bHP, Zdechły Osa, Rów Babicze i Słoń, to będzie tam cały czas pełno ludzi i będą się w chuj bawić. Jest tylko kwestia tego, żeby nie zapraszać kogoś, kto nie pasuje do reszty i gra typowo rap do skakania po głowach.
HELLS BELLS FESTIVAL
Czyli nie zastanawiałeś się długo nad występem na festiwalu Hells Bells, jak rozumiem? To będzie dla Ciebie jakaś symboliczna forma występu?
Mega się cieszę, że mogę grać na HB – nie urosło to w mojej głowie do rangi symbolicznej czy jakiejś legendarnej, bo nie myślę tak o sobie, natomiast naprawdę się tym jaram. Żałuję, że nie mogę zostać dzień dłużej, bo już chyba 4 razy się w trasie mijałem z Possessed i nigdy nie widziałem ich na żywo, ale mam nadzieję, że zdążę na PRO-PAIN, których słucham od „Foul Taste Of Freedom”.
Czym według ciebie różni się energia publiki metalowej od klasycznej publiki hip-hopowej? Jest teraz jakaś w ogóle?
Dużo się zmieniło przez ostatnie 10 lat na scenie rapowej i młode pokolenie zajebiście się bawi. Dawniej w rapie nie było czegoś takiego jak moshowanie pod sceną, tylko stanie i machanie łapami z lewej na prawą. Obecnie ściany śmierci i mosh to standard (przynajmniej na moich koncertach i kilku innych), tak więc naprawdę się tym jaram. Nie wiem, czy będzie to odczuwalne że to jest „inna” publika. Póki co grałem na jednym festiwalu metalowym i było wyjebiście, więc wierzę, że będzie powtórka z rozrywki.
Masz stres przed takim festiwalem większy niż przed typowym rapowym eventem?
Tak, mam. Trochę inną playlistę zrobimy pod ten koncert, plus wiem, że były już sytuacje na świecie, gdzie raperzy byli wygwizdani na tego typu imprezach. To nie jest jakiś paraliżujący strach, ale jest lekki stres. żeby zrobić dobrą robotę.

ESTETYKA MROKU I HORRORU
Horrorcore często był traktowany przez mainstream jak prowokacja. Metal przechodził dokładnie to samo dekady wcześniej. Czujesz jakieś pokrewieństwo tych środowisk?
Dokładnie tak. Media mainstreamowe w tym na pewno nie pomagały, dużo zamkniętych głów pracuje w radiu i TV. Niezależna prasa i fakt, że za pomocą instagramu możesz zbudować własny fanbase i odbiorcę pomagają w tym, żeby jakieś „wąsate brzuchy”, które zatrzymały się w rozwoju na Skaldach nie mówiły mi/nam co jest czym i czego należy słuchać.
Czy znajdą się jeszcze rzeczy, które potrafią cię artystycznie „przestawić” albo zszokować w ekstremalnej muzyce? Jak myślisz?
Nie wydaje mi się, a z drugiej strony szczerze nie wiem. Biorąc pod uwagę jakie treści i estetykę ma goregrind, nie wiem czy zajdziemy dalej, bo dalej już nic nie ma (śmiech). Jeśli ktoś jest nieświadomy istnienia tego podgatunku i przeraża go Slipknot, bo mają straszne maski, to taki Anal Cunt mógłby popsuć psychikę takiej osoby doszczętnie.
W black metalu często liczy się atmosfera bardziej niż technika. W horrorcore też klimat jest ważniejszy od perfekcji technicznej. To przypadek czy naturalne połączenie?
Ja uważam, że jeśli rapujesz chujowo – to rapujesz chujowo. I to, że będziesz mieć klimatyczny bit i fajne ambienty tego nie zmieni. Jeśli chujowo rapujesz, to jak dla mnie wypierdalasz na hasiok obojętnie czy to będzie horrorcore, czy szanty. Dlatego w odpowiedzi na polski rapcore wyżej powiedziałem o tym, że bardzo łatwo o przekroczenie linii tego, co jest fajne. Podkreślam – możesz być dobrym raperem i grać disco polo – grasz gówno, ale dobrze rapujesz. Zaczynam tę rozmowę wyłącznie od dobrego rapu.
Jak bardzo kino grozy, okładki płyt i estetyka metalu wpływają na twoje pisanie numerów?
Podejrzewam, że jest to lekko 70% tego, co czuję i w jaki sposób czuję.
BRAIN DEAD FAMILIA vs BIZNES
Prowadzenie Brain Dead Familia zmieniło twoje spojrzenie na scenę muzyczną? Od strony biznesowej pewne rzeczy pewnie wydają się inne, może trudniejsze.
Niestety mam kalkulator w oczach, wiem jakie są koszty produkcyjne i albo coś potrafię docenić, co mi średnio siada, albo widzę coś, co jest zajebiste muzycznie, ale chujowo podane. Życie muzyką od strony biznesu na pewno zabija w człowieku typowe spojrzenie bezkrytyczne.

Czy prowadząc label można zauważyć, że młodzi artyści coraz częściej inspirują się metalem, industrialem czy mroczną elektroniką, nawet jeśli formalnie robią rap?
Jasne. Polecam z całego serca chłopaków z Deadmen Crew i Boneless Terror.
Czy underground w ogóle jeszcze istnieje (śmiech)?
Istnieje cały czas. Rzecz w tym, że cały czas patrzymy na przejście z undera do mainu po tym, że podpisała cię duża wytwórnia, albo czy lecisz w radiu, a to już totalnie przestało być miarodajne, tak więc to granica jest już niewidoczna i bardzo cienka do przekroczenia.
Jakie są największe problemy w prowadzeniu niezależnej wytwórni w czasach streamingu i social mediów?
To, co w każdym innym biznesie: ludzie i pieniądze.
SŁOŃ W PODCASTACH
Słuchałem podcastu u Cypriana Majchera i moją uwagę zwróciło podkreślenie, żeby nie jarać substancji pewnych. Jakby nie patrzeć, to używki nadal są częścią tematyki wielu, wielu rapowych tekstów, ale i częścią tożsamości co niektórych artystów, którzy wręcz chwalą się pod wpływem czego co nagrali. Podtrzymujesz swoje zdanie o tym, że nie warto zażywać?
Tak. Po pierwsze, nie wiemy jakby brzmiała dana płyta/utwór, gdyby były robione „na trzeźwo”, bo na ogół ci artyści chodzą 24h spizgani, a co za tym idzie nie mają do końca kontaktu ze sobą (nawet jeśli twierdzą, że mają nawet większy). Po drugie, jest bardzo duża różnica między tym, że ktoś raz na jakiś czas spali śmiesznego papierosa, a napierdala 5g dziennie i nie potrafi bez tego wyjść do sklepu. Po trzecie, ci ludzie, którzy pierdolą cały czas o jaraniu i odnieśli sukces, mają wokół siebie sztab ludzi z wytwórni etc,, robiących za nich 3/4 dziennych obowiązków. Dlatego Wiz Khalifa mówiący dzieciakom, że jaranie jest zajebiste, wypada dla mnie bardzo słabo. Zwłaszcza gdy część z nich kilka lat później będzie palić 5g dziennie i prześpi swój moment w życiu.
Popieram podejście. Inna beczka. Wspominałeś w rozmowach również o tym, jak dawałeś pewnemu chłopakowi autograf na ksiażce Stephena Kinga. Na czym jeszcze wyjątkowo nietypowym dawałeś swój autograf?
Na butach, na cyckach, na legitymacjach, na mandatach za picie w miejscu publicznym, na miesięcznych biletach na pociąg podmiejski, raz na świadectwie szkolnym chyba w Iławie (śmiech).
EPILOG
Gdybyś miał stworzyć wymarzony festiwal łączący rap i metal — jakie trzy zespoły i trzech raperów musiałoby się tam znaleźć?
Możesz śmiało wymieszać artystów, których wymieniłem do góry w dowolnym składzie. Myślę, że byłby wpierdol.
Co dziś bardziej cię jara — przekraczanie granic gatunkowych czy jednak pielęgnowanie własnego, hermetycznego świata?
Nie przekraczam jakoś granic gatunków na siłę, jeśli coś pasuje, to pasuje. I to wydaje mi się moją stylistyką.

- KRIS BARRAS BAND prezentuje tytułowy utwór „Monsters We Made”. Nowy album już w sierpniu - 13 lipca 2026
- HOLISSSTIK (projekt lidera Manes) prezentuje singiel „Would You Take This Heart” - 13 lipca 2026
- SNĚŤ zapowiada nowy album „V bažinách vědomí”. Zobacz klip do utworu „Kladivo ve tmě” - 13 lipca 2026






