Czego może nauczyć się zespół podczas pracy nad podwójnym albumem wydanym w dość wyjątkowych okolicznościach? Jak to jest zagrać koncert w wieży ciśnień albo w kościele? Czy nagrywanie długich utworów zawsze wiąże się z długim procesem pisania i komponowania?
Na te oraz liczne inne tematy rozmawiałam z Adrianem i Tobiasem, odpowiednio gitarzystą i basistą duńskiej załogi Solbrud.
Interview with Solbrud – English
Cześć! Gratuluję wydania albumu „IIII”. Niedawno [10 lutego] promowaliście go występem w Koncerthuset w Kopenhadze, który okazał się prawdziwym show. Co możecie nam o nim powiedzieć?
Adrian Utzon Dietz: Dziękujemy, jesteśmy zadowoleni z tego koncertu. Najważniejsze, że był to występ dobrze przyjęty przez naszych bliskich i publikę. Jak ci wiadomo, graliśmy album od początku do końca, co łącznie trwało ponad półtorej godziny. Było to więc wymagające show, ale myślę, że sprostaliśmy temu zadaniu.
Świetnie to słyszeć. W jednym z wywiadów – co prawda już sprzed kilku lat – wspomnieliście o tym, że komponowanie jednego utworu może Wam zająć aż kilka miesięcy. Czy obecnie również potrzebujecie tyle czasu, czy na przestrzeni lat coś się zmieniło?
Adrian: Chodzi ci o samo komponowanie utworów, czy nagrywanie ich? Bo jeśli o kompozycję i pisanie chodzi… to trwa to naprawdę długo!
Tobias Pedersen: Zwykle zajmuje nam to dłużej, niż dwa miesiące. Niektóre utwory na nowym albumie zaczęliśmy pisać nawet sześć-siedem lat temu. Komponowanie przeciętnego albumu Solbrud zajmuje średnio od pół roku do całego roku, zanim tak naprawdę ukończymy jakiś kawałek. Jest to więc dość długi proces.
Nie pomylę się chyba, jeśli stwierdzę, że nie należycie do zespołów, które piszą swoje utwory w trasie?
Tobias: Oj nie! (śmiech) Nie, kiedy koncertujemy. Oczywiście gdy jesteśmy w trasie, nieustannie mamy pod ręką swoje instrumenty i mamy różne pomysły, przychodzą nam też do głowy riffy. Jednak właściwy proces komponowania zawsze zaczyna się w sali prób.
Adrian: Jesteśmy wielkimi fanami zespołów takich, jak Black Sabbath, którzy są znani między innymi z tego, jak wiele utworów pisali w trasie. Z tak wieloma występami na żywo, jakie mieli, musieli wymyślać nową muzykę na bieżąco, jammować i tak dalej. Z kolei my mamy raczej bzika na punkcie kontrolowania wszystkiego w kwestii pisania naszych numerów. Kiedy tylko mamy jakieś gitarowe brzmienie, riff tu czy tam, wszystko idzie dość naturalnie – podczas przygotowań do koncertu, rozgrzewki i tak dalej.
Trasa potrafi więc być inspirująca, ale nie stwarza idealnych okoliczności do komponowania – zrozumiałe. Skoro mówimy o koncertowaniu, to z tego, co mi wiadomo, nie graliście jeszcze w Polsce? Macie może za sobą jakieś koncerty w Europie Wschodniej?
Tobias: Wydaje mi się, że kiedyś graliśmy w Polsce, wiele lat temu w trasie. Jeśli dobrze pamiętam, to było na festiwalu przy granicy, jednak to musiało być naprawdę dawno.
Adrian: To mogło być gdzieś w Czechach, jak tak o tym myślę. Ja też nie jestem pewien…
Tobias: W każdym razie chcielibyśmy zagrać też w Polsce. Wygląda na to, że jest u was dużo dobrych koncertów, na które nadawałby się nasz zespół.
O tak, scena alternatywna wciąż świetnie się rozwija. Wasz koncert to coś, co musi się wydarzyć!
Adrian: W takim razie czekamy na polecenie nas lokalnym promotorom!
Kraj jest duży, więc i możliwości jest dużo. Miałam zresztą sporo pytań związanych z trasami koncertowymi i chciałabym zadać jeszcze jedno: czy macie jakiś wymarzony skład trasy albo przychodzą Wam do głowy zespoły, z którymi najchętniej wyruszylibyście w trasę?
Tobias: W Danii zwykle gramy z paroma konkretnymi zespołami. Za to kiedy gramy gdzie indziej w Europie, to zazwyczaj kwestia tego, co pasuje do naszego stylu muzycznego i co nasi bookerzy uznają za dobre połączenie.
Tak jest chyba po prostu łatwiej – dobrać podobne do siebie zespoły zamiast dorzucać do trasy każdy możliwy gatunek muzyczny.
Adrian: Tak, a przynajmniej choć trochę podobne zespoły. Jednak z drugiej strony myślę, że urozmaicenie również jest dobre, kiedy jest się w trasie. Moglibyśmy na przykład koncertować z jakimś zespołem grającym doom albo death metal, może nawet z jakąś post-metalową kapelą.
Zróżnicowanie stylów to coś, czego jestem fanem. Poza tym, kiedy idziesz na koncert, to niekoniecznie masz ochotę słuchać głównie blast beatów przez cztery występy z rzędu, prawda? Taki kontrast mógłby naprawdę dobrze brzmieć.

To prawda. Porozmawiajmy o Waszym nowym albumie. To naprawdę imponujące dzieło. Przekracza pewne gatunkowe granice, słychać tam różne wpływy… W końcu każdy z was zajął się komponowaniem poszczególnej ze stron płyty winylowej. Co było najważniejszą rzeczą, jakiej się wtedy nauczyliście?
Tobias: Myślę, że wiele się nauczyliśmy o sobie nawzajem – o tym, jak pracować nad takim albumem i dać sobie przestrzeń na to, by działać dokładnie tak, jak każdy z nas chciał na poszczególnej stronie. Dzięki takiemu procesowi twórczemu zrozumieliśmy, że materiał, który porzuciliśmy w przeszłości, może nadawać się do nowego albumu, o ile tylko poświęcimy mu więcej pracy i uwagi. Myślę więc, że była to cenna lekcja.
Zdaliśmy sobie też sprawę, że prace nad następnym albumem nie będą przebiegać dokładnie w ten sposób. Najprawdopodobniej będzie to połączenie podejścia, z jakim pracowaliśmy nad IIII, oraz tego, jak dawniej nagrywaliśmy nasze albumy.
To zdecydowanie powinno wypalić. Brzmi to naprawdę jak album z górnej półki!
Adrian: Myślę, że to było dla nas bardzo rozwijające. Na przykład praca nad komponowaniem i aranżacjami bardzo rozwinęła nasze zdolności, ponieważ mieliśmy wtedy naprawdę dużo czasu. Jeśli o mnie chodzi, to myślę, że było to również zdobywanie wiedzy – jak zadbać o aranżacje, jak dograć partie drugiej gitary, dodać do tego wszystkiego gitary akustyczne i sprawić, żeby to razem wypaliło, jak zabrać się za partie grane przez orkiestrę. To było naprawdę interesujące, a w trakcie przychodziły nam do głowy nowe pomysły. Tak naprawdę uczysz się przez cały czas, a pewne rzeczy nabierają sensu, gdy poświęcisz im więcej czasu w studio.
Symfoniczne partie, o których wspomniałeś, oraz zawarte na albumie ścieżki instrumentalne, sprawiają, że Wasza twórczość jest bardzo obrazowa. Zastanawialiście się kiedyś nad stworzeniem ścieżki dźwiękowej do filmu bądź serialu?
Adrian: Jeśli ktoś nas o to poprosi, to zrobimy, co w naszej mocy! (śmiech) Nie jestem jednak pewien, czy zdążylibyśmy zrobić coś takiego przed deadlinem. Cóż, zwłaszcza nasz perkusista wspominał o tym, że chciałby dalej pracować z kompozycją i muzyką klasyczną. Jako jedyny w zespole potrafi zapisywać nuty i czytać je, jest aktualnie w pełni przeszkolony z aranżacji muzycznych. Jeśli więc chodzi o soundtrack… pewnie! Oczywiście, czemu nie?
Spośród duńskich artystów, pamiętam, że muzyka Myrkur pojawiła się w serialu Netflixa. Przypomniało mi się to, gdy podczas odsłuchu Waszego albumu myślałam momentami, jaki dobry byłby z tego soundtrack.
Adrian: To na pewno byłoby dla nas ciekawym wyzwaniem.
Ponieważ każdy z Was ma inną edukację muzyczną i różne wpływy oraz inspiracje, czy myślisz, że moglibyście kiedyś wyjść z tej black metalowej „strefy komfortu” dla jakiegoś innego potencjalnego projektu w przyszłości?
Adrian: Tak, z pewnością. W końcu wszyscy jesteśmy fanami bezpośredniego, klasycznego rocka, zwłaszcza tego z lat 70. To prawdopodobnie byłby mój wybór, jeśli nie grałbym w Solbrud. Zajmuję się również muzyką rockową. Myślę, że ten wpływ można wyczuć w naszej muzyce, czytałem to w wielu recenzjach. W pewien sposób widać, że w sercu jesteśmy tak naprawdę fanami rocka.
Tobias: Jesteśmy też poniekąd zespołem doom metalowym. Myślę, że pójście dalej w tym kierunku byłoby ciekawe.
To byłby dobry pomysł na nowy, inny projekt. Skoro o nowych i nieoczywistych rzeczach mowa, chciałabym spytać o Wasze koncerty. Graliście nie tylko w kopenhaskim Koncerthuset, ale także w różnych kościołach w Danii oraz w wieży ciśnień. Czy jeszcze jakieś miejsce, w którym chcielibyście zagrać, coś jeszcze większego i bardziej wyjątkowego?
Adrian: Byłoby świetnie zorganizować koncert w jakimś historycznym miejscu, takim jak kościół albo katedra. W Danii albo za granicą. Mamy u siebie parę przepięknych kościołów, w których akustyka jest… no cóż, dla naszego dźwiękowca z pewnością daleka od ideału, ale dla nas to świetna sprawa ze względu na naturalny pogłos. Może moglibyśmy nawet nagrać taki koncert.
Tobias: Kiedy gramy w Danii, zawsze próbujemy znaleźć niestandardowe miejsca na koncert. Po prostu za każdym razem staramy się, żeby to było coś wyjątkowego. Jest z tym trudniej, gdy jesteśmy w trasie, w innych krajach w Europie. Wtedy po prostu gramy w miejscach znalezionych dla nas przez bookerów.
To się nazywa przeżycie. Domyślam się jednak, że kościoły i tym bardziej wieża ciśnień należą do naprawdę chłodnych miejsc. Żadnego ogrzewania i praktycznie zero udogodnień, więc chyba nie ma mowy o koncercie z kategorii lekkich i przyjemnych?
Tobias: Tak, graliśmy w wieży ciśnień w lutym, było przeraźliwie zimno. Oj tak, to był ciężki koncert! W połowie setu zazwyczaj się rozgrzewasz, a gra na instrumencie i poruszanie się po scenie sprawia, że ci ciepło, jednak na tym koncercie tak nie było.
Nawet na koncertach – w końcu graliście w wieży ciśnień dwukrotnie…
Adrian: Tak, zagraliśmy dwa koncerty w wieży ciśnień i było tam naprawdę zimno.
To się nazywa poświęcenie!
Adrian: Oj, chyba tak! (śmiech) Spędziliśmy tam cały weekend i z jakiegoś powodu w środku było chłodniej niż na zewnątrz – a już na zewnątrz było zimno. Były może ze cztery stopnie, więc we wnętrzu wieży można się było poczuć jak w lodówce, i to przez cały weekend. Po koncercie dopiero nad ranem zaczęło mi się robić ciepło.
Najtrudniej jest wtedy, kiedy instrumenty marzną. Struny w gitarach robią się wtedy naprawdę zimne, więc od razu zimne robią się też palce, przez co naprawdę trudno grać.
Z pewnością jest to koncert, z którego możecie być dumni!
Tobias: Cóż, nagrany na żywo album brzmi dobrze i w ogóle nie słychać, że wszyscy tam marzliśmy. (śmiech)
Z pewnością. Opowiecie coś o innych planach na przyszłość? Gdzie widzicie siebie za 10 lat?
Tobias: Raczej nie wybiegamy tak bardzo w przyszłość. Wolimy raczej planować rzeczy krok po kroku, nie bardzo możemy tutaj mówić o jakiejś wielkiej wizji przyszłości. Podążamy za naszym celem jako zespół oraz według naszych indywidualnych planów.
Adrian: Chcielibyśmy osiągnąć pewien status na duńskiej scenie i zaistnieć jako black metalowy zespół, który przekracza granice. Mam na myśli taki zespół, który zmienia pewne ustalone standardy tego, co jest możliwe w muzyce – zarówno jeśli chodzi o nasze albumy studyjne, jak i koncerty na żywo.
Taka możliwość to również jedna z najbardziej fascynujących rzeczy w gatunku, jaki gramy – to fakt, że można osiągnąć tutaj coś, co tak naprawdę nie miało miejsca wcześniej. Robienie tylu rzeczy naraz to dla nas coś naturalnego podczas prac nad utworem, który jest tak długi i na którym można znaleźć tyle kontrastów. Nie zamierzamy przestać przesuwać i przekraczać pewnych granic jako artyści i zespół w trakcie komponowania.
Coś, co byłoby naprawdę fajne, to… (śmiech) no cóż trochę więcej zarobić, przynajmniej w niezbyt odległej przyszłości. Najprawdopodobniej damy radę to osiągnąć, na razie sytuacja jest w porządku. W pewnym sensie wciąż odpracowujemy zamknięcie i pandemię, na czym ucierpieliśmy finansowo jako zespół. Byłoby naprawdę dobrze mieć coś dodatkowego poza samym graniem. Oczywiście dorobienie sobie nigdy nie było naszym głównym celem, jednak z wiekiem życie więcej od nas wymaga, poza tym pracujemy na pełen etat. Czasem jest naprawdę ciężko o pogodzenie pracy – niezależnie od tego, czy jest na pełen etat, czy na pół etatu – z próbami trzy razy w tygodniu, a do tego wyruszaniem w trasy koncertowe.
Na pewno, niestety.. Mam nadzieję, że osiągniecie swój cel z poszerzaniem granic gatunku. Jako słowo końcowe chciałam podziękować za Wasz czas, życzyć wszystkiego dobrego i oby Wasza muzyka dotarła do jak najszerszego grona odbiorców. Myślę, że to czas na ostatnie pytanie: chcielibyście coś jeszcze powiedzieć czytelnikom?
Tobias: Zawsze chcemy zakończyć po prostu podziękowaniami dla wszystkich, którzy nas słuchają. Naprawdę to doceniamy, tak samo, jak doceniamy wszystkich tych, którzy przychodzą na nasze koncerty. Zwykle to właśnie tak kończymy wywiady – dziękujemy więc raz jeszcze, wszystkie formy wsparcia naprawdę wiele dla nas znaczą.
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026
- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026







