Solbrud – „IIII” (2024)

Solbrud – IIII (English)

W ostatnich latach nie brakuje duńskich zespołów, o których robi się coraz głośniej. Black metalowcy z Afsky, hardcore’owi EYES czy moje absolutne faworytki z death/doomowego Konvent to zaledwie kilka z godnych uwagi składów, które w ostatnich latach zyskują na popularności.
Powrót Solbrud również należy zaliczyć do spektakularnych: duńscy artyści wydali bowiem podwójny album, który symbolicznie, jako czwarta płyta w ich dyskografii, nosi tytuł IIII. Wkład w komponowanie miał tu każdy z udzielających się w składzie muzyków: tym sposobem każdą ze stron płyty winylowej od A do D zajął się inny artysta grający w Solbrud. Zespół prezentuje więc słuchaczom cztery odsłony swojej twórczości, które łącznie trwają aż półtorej godziny.

Przed premierą wydawnictwa już mocne single stanowiły zapowiedź intrygującego materiału, jednak dopiero odsłuch IIII od początku do końca gwarantował istny emocjonalny rollercoaster.
W bardzo dużym uproszczeniu można sprowadzić stronę A do swoistej ciszy przed burzą utrzymanej w atmospheric black metalowych klimatach, a stronę B określić jako charakterystyczny dla zespołu repertuar wzbogacony zwolnieniami, które budują napięcie. Kolejna odsłona albumu, strona C, to skrzący się od pomysłów gatunkowy zgiełk, potrafiący przyprawić o zawroty głowy, natomiast na stronie D zadbano o efektowny finał. W jeszcze większym uproszczeniu: chyba każdy zwolennik black metalu znajdzie tutaj coś dla siebie.

Świetne aranżacje to jedna z mocniejszych stron albumu, co można usłyszeć już na otwierającym album Hvile. Spokojny, akustyczny wstęp stopniowo przechodzi w porządny atmosferyczny black, na dobre przekształcając się w sound, do którego zespół przez lata konsekwentnie przyzwyczajał słuchaczy. Nie brakuje tutaj melodii, pod dostatkiem jest skandynawskiego chłodu, a zdarty, zachrypnięty wokal jest wprost wydzierany z trzewi. Wszystko to sprawdza się bez zarzutu i jest znakomicie wyważone, gdyż niemal za każdym razem, gdy muzyka rozpędza się do młócki, zostaje zestawiona z bardziej stonowanym, momentami wręcz onirycznym brzmieniem. Patenty i pomysły, jakimi dysponują artyści, są złożone i wielowarstwowe, a black metalowemu trzonowi ich muzyki nie brakuje atmosferycznych i doomowych naleciałości. Są tu też pewne niespodzianki, jak podzielona na (tak, znowu!) cztery kompozycje strona B o tytule Når Solen Brydes Del. Akustyczny motyw, który rozpoczyna „nowy rozdział” na płycie, jest niczym nocna opowieść przy ognisku i wprowadza słuchaczy w kolejną część albumu, którą jest solidna porcja melancholijnego post-blacku. Nie brakuje tu klimatycznych zwolnień oraz wstawek śpiewanych przez chór, wpisujących się idealnie w całość spowitą mroczną aurą.

Moje czarne serce skradły jednak głównie strony C i D albumu. Mnogość pomysłów na pierwszej z nich znakomicie wypada na Ædelråd, gdzie zgiełk łączy się z melancholią, czy Sjæleskrig stanowiącym skrzyżowanie post metalu z atmospheric blackiem, z progowymi wstawkami. Drugi ze wspomnianych utworów to od początku do końca instrumental pozbawiony wściekłości i dźwiękowej nawalanki. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z innym obliczem muzyki Solbrud, wciąż jednak na tyle posępnym i chłodnym, by brzmiało to jak ich autorski materiał i było nie do pomylenia z jakimkolwiek innym zespołem. Mówiąc o indywidualnym stylu bandu, nie sposób przemilczeć mojego faworyta na płycie, En Ild Som Tusind Sole. Powolny, złowrogi wstęp jest tutaj stosunkowo prostym i jednocześnie diabelnie skutecznym patentem. Sprawia, że utwór jest z jednej strony pełen blackowej siarki i tnących chłodem riffów, z drugiej efektownych zmian tempa. Dzieła zniszczenia dopełnia skrzeczący, zrozpaczony wokal, a swoistym mrugnięciem okiem w stronę słuchacza jest powtórzenie motywu z En Ild… na finałowej ścieżce albumu, trafnie zresztą nazwanej Postludium.

Niezależnie od tego, czy słuchacz wymaga od IIII blackowego uderzenia oraz wprost klaustrofobicznej ściany dźwięku niczym na Aske, wyciszenia (kłaniają się tutaj Hvile oraz Sjæleskrig) czy w końcu eklektyzmu zaaranżowanego z dużą kreatywnością (Ædelråd i En Ild Som Tusind Sole są doskonałymi przykładami) – Solbrud mają wiele do zaoferowania. Wszystkie elementy tworzące ich najnowsze dzieło sprawdzają się bez zarzutu i uderzają w słuchacza chłodem, surowością oraz dużą dawką melodii – a przy okazji wciągają w krajobraz dźwięku po mistrzowsku kreowany przez zespół.

Ocena: 8/10

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .