Zu: „Kwestionować wszystko”

Nie spodziewałem się, że ta rozmowa przyjmie taką formę. Poważne tematy i pytania, na które nie każdy artysta chciałby odpowiedzieć sprawiły, że ten wywiad jest jednym z najbardziej wyjątkowych jakie dotychczas odbyłem na łamach Kvlt. Massimo Pupillo z Zu opowiadał o jego podróżach do Amazonii i Himalajów, własnym rozumieniu sukcesu i o tym, co czyni Zu wyjątkowym. Zapraszam do lektury.

Zu Interview in English

Nie jesteśmy magazynem, które podąża za jakąś dramą niczym Chwila Dla Ciebie, ale co się stało, że na ostatnim koncercie w Firleju (29. 06. 2016 Wrocław) wystąpiliście jako duet bez Luca?

Massimo: Witam Kvlt. Powód jest bardzo prosty i nawet powiedzieliśmy go ze sceny na początku naszego setu. Luca od kilku dni męczyła bardzo wysoka gorączka i po prostu nie mógł grać. Wrócił do siebie dopiero po kilku dniach. Następnym razem zagramy dla was już jako trio.

Gracie koncerty w Polsce niemalże co rok – co wam się podoba w naszym kraju?

Massimo: Tak właściwie to niezbyt lubię generalizować na tematy w stylu krajów, bo nie podchodzę do rzeczy w taki sposób. Wiem jednak na pewno, że w Polsce jest wiele rzeczy do których jestem w stanie się odnieść, przez co trasy koncertowe wydają się łatwiejsze, na pewno łatwiejsze niż w innych krajach. Dla mnie ważne jest to silne i szczere zainteresowanie muzyką i bardzo wyraźna historia, kultura i dziedzictwo.

Wasza ostatnia płyta jest zupełnie inna niż Carboniferous, powiedziałbym wręcz, że nie każdemu może odpowiadać wasze pójście w takim kierunku z muzyką. Jak przedtem skojarzenia mogło przywoływać Meshuggah tak teraz podałbym Fire! w bardziej mrocznym obliczu albo noise rock. Skąd taka zmiana?

Massimo: Nie wydaje mi się, abyśmy nawet przed chwilę myśleli o Meshuggah albo Fire! (ani w sumie o jakimkolwiek artyście) podczas pisania tego albumu. Nie odnosimy się w żaden sposób do innych zespołów, bo nie tak podchodzimy do muzyki Zu. Choć wymieniłeś dwie nazwy, które cenimy sobie bardzo wysoko, po naszym pierwszym albumie przestaliśmy czerpać jakiekolwiek zewnętrzne inspiracje. W Zu zawsze chodziło o chemię pomiędzy muzykami. I gdy zmienisz jednego członka zespołu, to jak przy gotowaniu potrawy z trzema intensywnymi składnikami, zmienisz jeden i całość smakuje kompletnie inaczej. Mogę wytłumaczyć Ci to chyba tylko w taki sposób.

Słyszałem, że za Cortar Todo stoi wyraźny koncept – czy mógłbyś mi pokrótce o nim opowiedzieć?

Massimo: Chodzi tu mniej więcej o odcinanie więzów i oczyszczanie „pamięci podręcznej” w twojej własnej historii. Znajduje to ujście w naszej muzyce. Był to dla nas bardzo ważny moment, więc i muzyka, która do nas przyszła musiała być ostra i nowatorska.

Waszym nowym perkusistą jest Tomas Järmyr jak to się stało, że do was dołączył?

Massimo: Tomas zaprosił mnie, aby nagrał album z jego duetem Yodok i od razu coś między nami zaskoczyło. Już od momentu, gdy zagraliśmy razem pierwszy wspólny dźwięk wszystko zaczynało nabierać sensu i wydało nam się naturalne, że Tomas mógłby i w sumie będzie jakoś zaangażowany w Zu.

Kto przychodzi na wasze koncerty? Czy wasz fanbase jakoś się zmienił w związku z ostatnią płytą, która jest trochę inna?

Massimo: Gatunki muzyczne nie są może tematem, o którym rozmawiam z ludźmi, którzy przychodzą na nasze koncerty, ale mogę Ci z pewnością powiedzieć, że choć Zu przyciąga może niezbyt wiele osób, to każdy z nich wydaje się być niezwykle interesujący i otwarty na różnorodną muzykę, sztukę czy filozofię. Podczas ostatniej trasy koncertowej gadałem z kilkoma artystami, światowej klasy matematykiem i byłym mistrzem szachowym. No i zawsze znajdzie się jakiś koleś, który podszedł tylko po to, aby sprawdzić nasze pedalboardy.

Po zawieszeniu zespołu pojechałeś na jakiś czas do Himalajów, a niedawno do Amazonii. W tej części wywiadu chciałbym chwilę o tym porozmawiać. Skąd w ogóle pomysł na takie wyjazdy? Nie jest to coś na co każdy mógłby się zdecydować.

Massimo: Gdy zrobiliśmy sobie przerwę chciałem odwiedzić miejsca, które będą dokładnym przeciwieństwem mojego dotychczasowego środowiska muzycznego. Żyć w miejscach, gdzie bycie muzykiem nie będzie się wcale liczyć, a ja będę traktowany wyłącznie jako istota ludzka, a nie ktoś kto ma wyższy status tylko dlatego, że gra na instrumencie. Więc wyjechałem w Himalaje na rok, a potem do Amazonii na kolejny rok i wciąż tam wracam, bo to jest naprawdę zdrowe dla mojego umysłu i duszy.

Jak te wyjazdy wpłynęły na Twoje życie?

Massimo: Totalnie. Do tego stopnia, że omówienie tego wszystkiego zajęłoby nam naprawdę bardzo, bardzo długo. Powiem Ci za to, że wiele rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niezwykle istotne, po całym tym doświadczeniu wydają się naprawdę marne.

To może w takim razie krócej, aby nie zajęło nam to materiału na całą książkę. Czego nauczyłeś się podczas tych wyjazdów?

Massimo: Że życie jest czymś o wiele więcej niż sobie to wyobrażamy czy zostaliśmy nauczeni. I aby kwestionować wszystko.

Czy wyjazd ten zmienił także Ciebie jako muzyka bądź Twoje postrzeganie muzyki?

Massimo: Z pewnością. Widzę teraz o wiele wyraźniej klatki w których sam się wcześniej zamykałem. Co nie znaczy, że się z nich wydostałem.

Jak sądzisz gdzie byłbyś teraz gdybyś tam nie pojechał? Gdzie byłby zespół?

Massimo: Nie mam pojęcia, ale sam na pewno nie byłbym w miejscu, w którym się teraz znajduję – tak pod względem dobrych jak i złych rzeczy. Jeśli chodzi o Zu, to nie mam pojęcia czy w ogóle gralibyśmy wspólnie muzykę, więc tym bardziej nie wiem gdzie zespół by się teraz znajdował. Mogę Ci za to powiedzieć, że w momencie, gdy wzięliśmy sobie dwuletnią przerwę, na początku poważnie myślałem o tym, że ostatecznie już rzucam muzykę.

Czy zatem uważasz, że przerwa była dla Zu absolutnie nieuchronna?

Massimo: To było nieuniknione. Po dwunastu latach ciągłych tras koncertowych i wobec odejścia naszego pierwszego perkusisty staraliśmy się robić dalej swoje przez kilka miesięcy, ale szybko zorientowaliśmy się, że jakiś czas przerwy jest nam naprawdę potrzebny. Musieliśmy dojść do siebie i być w stanie ponownie znaleźć motywację i odpowiednie nastawienie. Wydajność jest częścią etyki protestanckiej, która rozrosła się do takich rozmiarów w kulturze anglosaskiej, że obecnie jest akceptowana w zasadzie na całym świecie. Ale granie większej ilości koncertów i wydanie większej ilości albumów niekoniecznie jest dobrą rzeczą – lepiej jest wydać jedną świetną rzecz niż pięćdziesiąt bezużytecznych czyż nie?

Zu wywiad 2016 2

Cofnijmy się odrobię wstecz – jak to się stało, że zaczęliście grać muzykę, którą wielu określa jazzową wersją Meshuggah (pierwsze pewnie przez saksofon, a drugie zapewne przez rytmy)?

Massimo: Choć cenię muzykę Meshuggah, to mało mamy z nimi wspólnego jeśli chodzi o podejście do rytmu. Zu jest muzyką, która po prostu przyszła do nas naturalnie. Nie staramy się być specyficzni, to byłoby po prostu żałosne. Korzystamy z saksofonu, ale w naszej muzyce nie usłyszysz swingu ani jazzu, choć owszem – znajdziesz tam bardzo dziwny groove. Moim zdaniem muzyka powinna zostać zostawiona w spokoju i nie być kategoryzowana poprzez gatunki i porównania.

Nie odbierz tego jako atak, ale ciekawi mnie czy na początku byliście zainteresowani takimi dźwiękami, bo po prostu ciągnęło was w tę stronę, czy raczej chcieliście grać jak najbardziej skomplikowanie, aby pokazać innym, że wymiatacie?

Massimo: Wyjaśnijmy sobie coś – ja i Luca nigdy nie czuliśmy się wirtuozami, ani nawet nie chcieliśmy nimi być do diabła! Mam ogromny problem z samym konceptem wirtuoza i skupianiu się wyłącznie na umiejętnościach zamiast na ważnych rzeczach takich jak idee i pomysły jakie można zawrzeć w muzyce. Jeśli nie masz nic do powiedzenia, to choć możesz być najsprawniejszym technicznie instrumentalistą na świecie, to twoja muzyka wciąż nie będzie nic sobą wyrażać. W Zu zawsze rozglądaliśmy się za nowymi ideami a nie technikami, które nas naprawdę nie obchodzą. Tak naprawdę cała zachodnia muzyka zabrnęła za daleko z tym pokazywaniem czego to nie możesz zagrać albo napisać i straciła coś ważnego po drodze. Stała się kultem jednostki, który moim zdaniem jest typową chorobą toczącą zachodni świat. Jak dla mnie nasza muzyka brzmi skomplikowanie, ponieważ staramy się w niej oddać złożoność ludzkiej duszy. Jesteśmy złożeni z wielu warstw i potrzebujemy wielu warstw, aby oddać to w muzyce. Pozwól, że to wyjaśnię, bo jest to dla mnie niezwykle istotnie. Dla przykładu jednego dnia jesteś zakochany, ale i wściekły w tym samym momencie. Ludzie są skomplikowani i w naszej muzyce staramy się to oddać jak tylko jesteśmy w stanie.

Czy nie macie wrażenia, że przez to, że po Carboniferous zrobiliście sobie długą przerwę, to straciliście swoją szansę na zrobienie oszałamiającej kariery? Ten album był czymś świeżym i wiele osób nadal się nim jara, a wy nawet teraz zamiast wydać coś w stylu Carboniferous 2, to idziecie w trochę inną stronę.

Massimo: Boże broń przed myśleniem o sukcesie w ten sposób. To nie jest nasza etyka i choć jest ideą powszechnie akceptowaną na świecie, to powinna być mocno kwestionowana przez osoby inteligentne. Nie robimy tego dla komercyjnego sukcesu. Już teraz czujemy się szczęśliwcami mogąc być tu gdzie jesteśmy. Cały ten koncept „bycia na szczycie” czy „kariery” w mojej opinii jest trucizną, która wcześniej lub później pożre osobę, która nosi go w głowie. Ja sam preferuję możliwość eksploracji nieznanych terytoriów, aby utrzymać tak życie jak i muzykę interesującymi i ciekawymi. Sukces jest pułapką, chyba że wyznajesz jego własną definicję – dla mnie sukcesem jest życie, w którym robisz to co kochasz i masz możliwość wyboru ludzi z którymi chcesz pracować i spędzać swój czas. Jeśli traktujesz sukces jako granie na stadionach, to poddałeś się mainstreamowej narracji i sposobowi myślenia. Carboniferous był albumem, który musiał powstać w tym konkretnym momencie i choć wciąż fajnie ogrywa się niektóre kawałki z tej płyty, to nie ma potrzeby na stworzenie rozdziału numer dwa. O wiele bardziej interesujące jest podejmowanie ryzyka i progres.

Skąd w ogóle pomysł na nazwę zespołu? Oprócz tego, aby zmylić dziennikarzy, którzy chcą coś o was poczytać i znajdują tylko rzeczy po niemiecku. [śmiech]

Massimo: Pochodzi z bootlegu Swans o nazwie Die Tür Ist Zu. W 1997 poszedłem na ich koncert i kupiłem to CD.

Nie jestem specjalnym fanem pytań o inspirację, bo wiele osób rozumie to jako „wymień listę zespołów, których dużo słuchasz”. Więc wolałbym spytać – co inspiruje Ciebie jako muzyka z rzeczy poza-muzycznych?

Massimo: Naprawdę wiele rzeczy. Mnie samego inspirują tybetańskie nauki Wadżrajana i amazoński szamanizm. Poza tym Giordano Bruno, teksty gnostyków i Philip K. Dick. I od zawsze muzyka Coil i Arvo Pärta.

Jaka Twoim zdaniem jest rola muzyki, albo jej cel? Trochę filozoficznie, ale mam wrażenie, że w waszym przypadku nie będzie ona zredukowana wyłącznie do „rozrywki”.

Massimo: Muzyka jest na świecie od wieków i dopiero od jakiś pięćdziesięciu czy stu lat stała się czystą „rozrywką”. Jeśli przyjrzysz się historii, to zobaczysz, że pierwsze ślady muzyki znajdują się w rytuałach i ceremoniach. Z tego powodu w naszych oczach muzyka jest święta i ma możliwość sięgania do głębi ludzkiej świadomości i percepcji oraz zmieniania jej.
Macie kilka albumów kolaboracyjnych za sobą – co podoba wam się w idei współpracy z innymi artystami?

Massimo: Uczysz się, rozwijasz, przekazujesz coś dalej, a coś jest przekazane tobie. Nie wiem czemu współpraca muzyczna nadal wydaje się taka dziwna, skoro w świecie rocka dzieje się prawie od zawsze. Świecie, który zresztą jest bardzo identytarystyczny i uwikłany w „kult osobowości”. Zespół rockowy musi pozostać taki sam, ale dla mnie samego o wiele ciekawsze jest napisanie w dwójkę materiału na jeden album, a potem zaproszenie siedemnastu gości na następny. Jeśli czujesz, że granie z kimś może pozwolić ci zbadać nowe terytoria i odkryć nowe rzeczy, to czemu tego nie robić i co miałoby być w tym dziwnego?

Czy są jacyś artyści z którymi marzycie, aby kiedyś współpracować?

Massimo: Nigdy nie „marzymy” o współpracy, a po prostu się one dzieją. Spotykamy muzyka, stajemy się przyjaciółmi, gramy razem. Słowem kluczem jest tutaj „radość”. Jeśli zgubisz radochę z grania, to równie dobrze możesz zostać prawnikiem.

W jednym z wywiadów wspomnieliście o sesji z Davidem Tibetem nagranej w ramach projektu Zu93. Czy możemy spodziewać się wydania tego materiału w najbliższym czasie?
Massimo: Tak, album ma wydać House Of Mythology jakoś pod koniec 2016.

No to na koniec standardowe pytanie – Jakie są wasze muzyczne plany na przyszłość?

Massimo: Niedługo ukończymy nasz nowy album złożony z dwóch bardzo długich kawałków z mnóstwem orkiestracji i nietypowymi instrumentami takimi jak lira korbowa, japońskim koto, tuba, gitary, smyczki i gregoriański chór. Dodatkowo kończymy tworzenie dwóch utworów na split z Author & Punisher, który będzie wydany przez Subsound Records. Na horyzoncie pojawia się jeszcze mnóstwo pomysłów, ale to są te nad którymi obecnie pracujemy.

Dzięki za wywiad i czas, który na niego poświęciłeś.

Zdjęcia Zu pochodzą z materiałów promocyjnych nadesłanych przez zespół. Autorem zdjęć jest Emiliano Facchinelli.

Z zespołem rozmawiał – Naird

Piotr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .