Deus Mortem – Kosmocide (2019)

Są zespoły, które tworzą swoją markę i zdobywają estymę już za pomocą pojedynczych wydawnictw. Jedną z takich załóg jest z pewnością Deus Mortem, które z wydaną przed sześcioma laty płytą Emanations of the Black Light (poprzedzoną extended play’em Darknessence) z miejsca wdarło się do czołówki polskiej sceny black metalowej. Po drodze do kolejnego pełniaka w ręce fanów trafiła jeszcze EP-ka Demons of Matter and the Shells of the Dead, która udowodniła, że odejście Inferno i poszerzenie składu nie wpłynęło negatywnie ani na kierunek, ani na jakość muzyki tworzonej przez ten projekt. Teraz grupa, trwającym nieco ponad 40 minut, siedmiootworowym Kosmocide uderza po raz drugi. Potwierdzając przy okazji, kto współtworzy w Polsce black metalową pierwszą ligę.

Słychać, że Deus Mortem to komando prawdziwych zawodowców. Już od otwierającego płytę Remorseless Beast, atakującego słuchacza kanonadą blastów i chłoszczących riffów, człowiek wie, z jakim materiałem będzie miał do czynienia. Wszystko brzmi na tym krążku nad wyraz klasycznie, odpowiednio smoliście i siarczyście, bluźnierczo i oddechem rogatego na plecach. I już to, samo w sobie wystarczy by uznać, że Kosmocide jest dla każdego szanującego się sympatyka gatunku albumem godnym poznania.

Dla mnie o wartości tej płyty przesądza jednak także inny aspekt, moim zdaniem nawet istotniejszy. Jednym z wyznaczników dobrych kompozycji i udanych aranżacji w czarnej sztuce od zawsze była w moim odczuciu umiejętność siegnięcia przez ich autorów po pozornie ryzykowną, zawsze jednak przemyślaną, umiejętnie wkomponowaną i współgrającą z całością, specyficzną chwytliwość i melodykę. Nie przaśną i biesiadną, jaką reprezentuje morze produkcji późnej drugiej fali, tylko taką, w której czuć woń świec, słychać echa rytualnych inkantacji, a diabelska obecność jest wręcz namacalna. I dokładnie takie elementy charakteryzują Kosmocide. Przy Sinister Lava, The Seeker, Ceremony of Reversion p.2, czy The Destroyer ma się ciary na plecach, a eksplorowanie antykosmicznego chaosu, mroku jedenastego wymiaru i entropijnego wszechświata (w duchu płyt Dissection, Inquisition, greckiego Acherontas, czy – odwołując się do naszego podwórka – Plagi) jest doświadczeniem pozostającym w głowie na dłużej. A o to przecież w tym sporcie chodzi.

Nie ma większego sensu tworzyć oczywistych elaboratów o bardzo dobrych jak zawsze wokalach Necrosodoma, świetnych partiach Stormblasta, adekwatnej produkcji i ciekawej oprawie graficznej, przywodzącej na myśl religijne drzeworyty Gustave Doré. Wystarczy powiedzieć, że wszystko to dopełnia muzykę Deus Mortem, sprawiając, że Kosmocide jest albumem kompletnym. Życzyłbym sobie, by w tym roku pojawiło się jak najwięcej płyt, które będą w stanie nawiązać z nim walkę. Łatwo z pewnością jednak nie będzie.

Ocena: 9/10

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , .