Enoid – “Livssyklus & Dodssyklus” (2017)

Enoid to szwajcarski projekt ukrywającego się pod pseudonimem Bornyhake Segio da Silva, multiinstrumentalisty i płodnego artysty, znanego przede wszystkim z solowego projektu Borgne. Niemniej jednak jego kolejny pomysł o nazwie Enoid jest od Borgne, tylko o siedem lat młodszy, za to w kwestii ilości albumów długogrających – oba projekty idą łeb w łeb. Oba projekty wydały również ostatnio płyty… kombinowane. Borgne w tym roku wydał box z ostatnimi trzema longplayami. Natomiast Enoid rok wcześniej zaproponował słuchaczom kompilację dwóch pierwszych płyt Livssyklus oraz Dodssyklus. Takie tam szacher-macher.

Będąc jednak dokładnym, muszę napisać, że kompilacja nie tak dokładnie oddaje te dwa pierwsze wydawnictwa Enoida. Po pierwsze, kawałków jest o jeden mniej (głupio było wrzucać intro z drugiej płyty w połowie kompilacji), a po drugie ostatnie numery z każdej z płyt zostały mocno przearanżowane i skrócone. W przypadku Dlrow Eht Kcuf z Dodssyklus czas utworu skrócił się o połowę, a w przypadku Noitpecnoc z Livssyklus aż pięciokrotnie. Ponadto drobnym aranżom uległy wszystkie pozostałe numery. Zostały odświeżone i „oczyszczone z brudów młodości”.

Znając korzenie działalności Bornyhake’a, nie dziwi brutalność i szybkość utworów. W końcu muzyk zaczynał od stylistyki grindcore’owej, i choć Enoid dzielą od tego gatunku lata świetlne, to blastująca niczym dobry karabin maszynowy linia perkusyjna i ściana gitarowych riffów nie powinny zdumiewać. Widać zresztą, że Enoid stawia bardziej na instrumentarium niż na wokal, gdyż ten schowany jest nieco za perkusją i gitarami. A nie jest to zły wokal. Growl poddany mocnym modyfikacjom, przesterowany i brudny pięknie dysonuje z czystymi dźwiękami perkusji i czytelnymi partiami gitar. Ten fakt pokazuje co prawda umiejętności muzyka, który nie wstydzi się swoich możliwości i nie chowa ich za komputerowymi efektami pogłosów i przesterów.

Może i poszczególne kawałki nie stanowią dla siebie pomysłowych antypodów, niemniej każdy wyróżnia się nieco innym pomysłem i odmienną linią melodyjną. To dość istotny argument przemawiający za tą produkcją i powodujący, że Livssyklus & Dodssyklus po pierwsze da się słuchać, a po drugie robi się to z przyjemnością.

Choć osobiście nie często sięgam do brutalnego black / death metalu, to ta kompilacja przypadła mi  do gustu. A to już sporo. Co więcej, słucham jej od czasu do czasu, żeby wprowadzić trochę energii i emocji do głowy. Dlatego polecam ten album wszystkim miłośnikom black metalu bezkompromisowego i bezpardonowego. 

A dla dociekliwych dodam, że wydanego przez GrimmDistribution w ilości 500 egzemplarzy!

Ocena 7,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , , , , .