From the Vastland – „Chamrosh” (2016)

Czy uwierzylibyście, gdybym powiedział Wam, że From the Vastland to „one man army” z Iranu? Dlaczego podniecam się tak tym faktem? Któż z nas zna black metal z Iranu, niech pierwszy rzuci kamieniem, a potem podeśle mi szybko linka do tej kapeli. Pozostałych odsyłam od razu do recenzji.

Sina, iracki emigrant do kraju Ihsahna i Grishnackha to nader płodny młody mężczyzna. Przez sześć lat działania solowego projektu From the Vastland, udało mu się wypuścić cztery pełnowymiarowe krążki i jedną EPkę. Ostatnia z płyt światło dzienne ujrzała z końcem września, a jej tytuł zaczerpnięty z mitologii perskiej oznacza pół psa – pół ptaka (archetyp wszystkich latających stworzeń), mieszkającego na legendarnej górze Hara Bereziti. Dla porządku dodam jeszcze, że jest to także pierwszy krążek wydany przez belgijskie Immortal Frost Productions.

Na Chamrosh składa się siedem utworów trwających niecałe trzy kwadranse. Może i niezbyt wiele, niemniej treści na tej płycie trochę się uzbierało. Już pierwszy kawałek zaczyna się surową gitarą i do samego końca przywodzi na myśl uderzenie w ryj nieheblowaną deską. Konstrukcja utworu zbudowana na sprawdzonych standardach surowych instrumentów i skrzeczącym growlu wskazuje delikatnie, że twórca nie pochodzi z żadnego europejskiego kraiku. Podobnie ma się z kolejnymi dwoma utworami, z tą jednak różnicą, że bliskowschodnie wpływy nieco się zacierają. Perskie inklinacje wracają znów z utworem tytułowym. Tak w ogóle, to Wizarsh i Chamrosh przez te swoje orientalne smaczki stanowią najmocniejsze punkty albumu. Kolejne utwory pozostają w klimacie ostrego jedynie i niezbyt przeładowanego, utrzymanego w miarowym średnim tempie black metalu, w którym próżno szukać gitarowych ozdobników lub połamanych perkusyjnych przejść Zmiany tempa występują rzadko i nieco tylko częściej, niż zmiany klimatu. Wyłączając wymienioną wcześniej dwójkę, utwory są takie trochę na jedno kopyto i to kopyto zwyczajnego konia pociągowego. Z pewnością nie araba. Tym samym całość płyty wydaje się być równa i płaska jak jedna z moich koleżanek ze szkoły średniej.

Chamrosh najlepiej określa chyba okładka płyty. Może i niezbyt wyszukana, może trochę kiczowata i zbyt dosłowna… ale mnie się i tak kurde podoba!

Ocena: 7,5/10,0.

Tagi: , , , .