Hostia – „Carnivore Carnival” (2020)

Hostia 2020 album

Grindowy debiut Hostii namieszał na scenie, aczkolwiek mało kto wierzył, że oprócz kilku koncertów, ciekawych klipów i dobrze rozegranej promocji projekt pójdzie krok dalej. Jak widać Hostia to nie jednorazowe widzimisię i 18 września świat dostanie kolejny cios z tego obozu nazwany Carnivore Carnival. Na tym brzydkim bękarcie chytre łapy położyła ojczysta wytwórnia Deformeathing Production i oferuje go nie tylko na CD, ale także w wersji winylowej, w kilku limitowanych wersjach kolorystycznych.

Po lekko zabawowym, bardzo groove’owym debiucie Hostii byłem ciekawy co przyniesie dwójeczka. Dla projektów jest to sprawdzian – zebrać pomysły na jeden krążek nie jest problemem, może nim być za to próba kontynuacji i utrzymania obranego kierunku. Carnivore Carnival bez dwóch zdań idzie ścieżką jedyneczki, ale rozszerzając spektrum muzyczne o nowe rejony. Jak widać Panowie nie z jednego talerza w życiu surowe mięso wyjadali i próbują trochę tych wpływów pokazać w symbolu ciała Chrystusa. Poza grindowymi i death metalowymi motywami wyczuwam tu energię wziętą ze sceny hardcore, która objawia się w sposobie aranżowania wokali niejakiego St. Sixtusa (każdy kto nieco zna polską scenę, musiał poznać barwę głosu Pacha z Vedonist i przez chwilę None) i w wielu dynamicznych momentach lub beatdownach. Ten zabieg zdecydowanie wpływa pozytywnie na materiał CC i nadaje iście diabelskiego groove całości. Utwory jeden po drugim policzkują zaczerwienioną twarz słuchacza, oferując pełną gamę metalowej rozrywki, czyli blaściochy, patatajki, grindowe umpa umpa i miażdżące ciężary. Kompozycje należą do krótkich, ale dobrze skomponowanych i zaaranżowanych – pozbawione są niepotrzebnych w takim gatunku muzycznym ozdobników czy – trywialnie rzecz ujmując -zamulania. Od rozpoczynającego płytę Slaves po zamykający, okładkowy Panzer Church Hostia demonstruje brutalny pokaz siły, nie zapominając jednocześnie o dobrej zabawie. Moimi przebojami stały się utwory Slaves (chyba najbrutalniejszy z płyty), groove’owy Jason’s Cardio, bardzo ciężki We Did It i posiadający dobry refren utwór tytułowy.

W moim uznaniu poza dobrze zrobionymi utworami, bardzo ważną rolę grają w Hostii wokale. Pachu już nie raz pokazał, że jest zawodowym krzykaczem, a na CC jest dosłownie wszędzie górując nad instrumentami. Zapodaje pełen bukiet metalowego śpiewu, bulgocząc niskim guturalem, zdzierając gardło w bardziej krzyczanych momentach, i plując jadem, wymiotuje screamami.

Carnivore Carnival w moim uznaniu to nie tylko drugi album zespołu Hostia. Uważam go także za prowokacyjny gest środkowego palca skierowany w stronę niedowiarków i wszędobylskich „mądrych głów”, czkających w sieci, by komuś dowalić. Hostia 2020 A.D wie czego chce, jest zdeterminowana i pozbawiona skrupułów.

Ocena: 9/10

Hostia na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .