Ondfødt – “Dödsrikets Kallelse” (2019)

Raw black to nigdy nie była moja wymarzona dziedzina sztuki. Z drugiej jednak strony black ze Skandynawii (a dokładniej z Finlandii) to podstawa mojej egzystencji. Postanowiłem się więc zmierzyć z najnowszym dziełem duetu Ondfødt, którego album wyszedł nakładem znanej mi dobrze Immortal Frost Productions.

Dödsrikets Kallelse to drugi pełnowymiarowy krążek kapeli i podobnie jak pierwszy, Hexkonst (wydany w 2014 roku również nakładem Immortal Frost Productions), stanowi nieco ponad półgodzinny zestaw szybkich dwu lub trzyminutowych szotów. I pod tym względem etykietka raw black należy się Ondfødtowi bezsprzecznie.

Inaczej jest jednak, gdy zaczniemy przyglądać się z bliska poszczególnym numerom. Po pierwsze, pomimo oczywistej surowości w dźwiękach i klasyki w konstrukcjach poszczególnych utworów, nie mamy tu do czynienia z tą bezmyślną nawalanką, surową i brudną, która charakteryzuje surowe blackowe kompozycje. Na Dödsrikets Kallelse każdy z dziewięciu utworów ma klarowną linię melodyczną, poukładane riffy i spójne aranże. Do tego mamy klimatyczne wstawki i wprowadzenia w niektóre kawałki (przedostatni Dödens Dröm to coś na kształt ballady, która zaczyna się długim akustycznym wstępem i kończy równie klimatycznie), co czyni płytę po prostu świetną i różnorodną. Jeśli napomknąłem już o momentach spokojnych i lirycznych, to muszę jeszcze wspomnieć o tym, co na Dödsrikets Kallelse przeważa. A są to oczywiście szybkie partie perkusyjne, liczne blasty i pasaże, a także umiarkowanie prędkie partie gitarowe. To zresztą dzięki gitarom album zyskuje swój niepowtarzalny klimat i ciekawe w odbiorze sekwencje riffów. Wokal jest klasyczny w barwie i w dodatku nie wybija się jakoś w znaczący sposób przed partie instrumentalne.

Z tłumu wyróżnia się oczywiście utwór ostatni, cover również blackowego fińskiego Hämysa. Niestety przez swoją umiarkowanie skomplikowaną konstrukcję i nieco przerysowany wokal (nie mówiąc już o chórkach w drugiej części kawałka) przypadł mi on do gustu najmniej.

Najnowsza płyta Ondfødt to kawał dobrej muzyki – różnorodnego, ciekawego, klasycznego black metalu, który chyba nie może się nie spodobać. Co prawda Immortal Frost Productions jak zwykle podkreśla ilość egzemplarzy tego wydawnictwa (1000 sztuk w tym przypadku), to nie musicie się spieszyć, starczy dla wszystkich. Niemniej ja uważam, że ten krążek trzeba mieć.

Ocena 8,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , , , .