Power Plant – “cargo” (2020)

Wytwórnia Galactic SmokeHouse jest podręcznikowym przykładem tezy, jakoby rozmiar nie miał znaczenia. Ten niewielki i całkiem młody label pojawił się na moim radarze niedawno, bo przy okazji recenzowania debiutanckiego krążka Moonstone. Rewelacyjny krążek Krakowian na spółę z czymś tak pozornie błahym jak ładne logo wydawcy czy jego wiele mówiąca nazwa pchnęły mnie do sprawdzenia innych pozycji z niewielkiego jak dotychczas katalogu „galaktycznych”. Tym oto sposobem trafiłem na kilka perełek – a najjaśniejszą z nich jest bez wątpienia debiutancki krążek szczecińskiego Power Plant.

Zespół bardzo niespiesznie odkrywa swoje karty w aż dziewięciominutowym intrze, skupiając się bardziej na spokojnym wprowadzeniu słuchacza w swój świat. A robią to doprawdy w piękny sposób i to nie tylko w tym jednym numerze. Przez całość cargo bardzo wyraźnie przebijają się post-rockowe wpływy, co w połączeniu z lekko psychodelicznymi, hipnotyzującymi i często po prostu ślicznymi melodiami, natychmiastowo wpadającymi w ucho, gładko prowadzi do niemalże bezwiednego odpłynięcia przy dźwiękach kwartetu. Bodaj najlepszym przykładem tej post-rockowo-stonerowej fuzji jest dla mnie Star-Gazing Valley stanowiący logiczną kontynuację Intra, fantastycznie bujający jest również niezwykle przestrzenny i „galaktyczny” Stratosphere, przy którym planety ozdabiające opakowanie cargo wydają się bardzo bliskie. Bardzo dobrze wypada również Different Realities, który początkowo sprawia wrażenie wariacji patentów zastosowanych w swoim poprzedniku, jednak szybko do akcji wkracza ta cięższa, bardziej sabbathowa strona Power Plant, której dotąd aż tak wiele na debiucie szczecinian nie było. W porównaniu z tymi czterema numerami nieco bledszy wydaje się wieńczący krążek Apollo 420, który wbrew swojemu tytułowi jest po prostu nieco bardziej przyziemny i zwyczajny, pozbawiony efektu „wow” towarzyszącego słuchaczowi właściwie od pierwszych minut tego materiału. Warto również dodać, że na cargo nie uświadczymy wokalu, jest to krążek w całości (jeśli wyłączyć z tego mówione sample w Intrze oraz Apollo 420) instrumentalny. Nie zawsze takie rozwiązanie się sprawdza, jednak tutaj zagrało ono fenomenalnie. Dzięki niemu można w pełni skupić się na fantastycznej pracy instrumentalistów  – ci zaś, choć raczej oszczędni w środkach i ani przez chwilę nie uprawiający niepotrzebnej „sztuki dla sztuki”, oprócz przeniesienia słuchacza w inny wymiar, potrafią jeszcze popieścić uszy świetnymi solówkami. Sporym plusem jest również idealnie wyważone brzmienie całości.

Tego, że debiut Power Plant będzie kawałem porządnego grania spodziewałem się przed wrzuceniem płyty do odtwarzacza. Nie wiedziałem jednak, że jego poziom będzie aż tak wysoki. Długie, rozbudowane kompozycje składające się na ten krążek ani przez chwilę nie nudzą i pozwalają na czysty relaks i chwilowe całkowite oderwanie się od rzeczywistości. Myślę, że nawet nie mogłem prosić o tak wiele. Kosmos – dosłownie i w przenośni.

Ocena: 9.5/10

Power Plant na Facebooku

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .