Wolves of Odin – “Laid to Waste”(2018)

Z debiutami bywa różnie, niby wiadomo czego się spodziewać (zespoły najczęściej przed wydaniem pierwszego longlplaya wypuszczają demówki czy EPki), jednak nie zawsze produkt finalny potrafi tym oczekiwaniom sprostać. Czy udało się to duetowi Wolves of Odin, którego debiutancki krążek Laid To Waste w minionym roku ujrzał światło dzienne? Cóż, jeśli ktoś oczekiwał większej dawki dokładnie tego samego (można by nawet zażartować, że jest to słowo klucz), co na wydanej w 2016 roku niezatytułowanej EPce zespołu, to odpowiedź brzmi: tak.

Wtedy słuchacze mogli poznać trzy utwory (lub też cztery, jeśli ktoś zdecydował się na kupno wszystkich trzech, to w ramach bonusu otrzymywał jeszcze instrumentalny March of the Horde), które nakreślały charakter projektu – antychrześcijański speed metal z jakością brzmienia gdzieś poniżej przeciętnej. Nie było to złe, dało się posłuchać, jednak to, co wleciało jednym uchem, momentalnie wylatywało drugim. Podobnie jest z całym longplayem, który na dobrą sprawę longplayem być nie musiał. Dlaczego? Ano dlatego, że ponad połowę materiału stanowią odrobinę podrasowane brzmieniowo utwory ze wspomnianego mini-albumu.

Na Laid to Waste fani kapeli dostają jedynie cztery nowe kawałki, z których na dobrą sprawę wybijają się tylko otwierający krążek i nasuwający skojarzenia ze Slayerem Triumph of Satan, oraz niezły Blood On My Balls. Tu i ówdzie można usłyszeć jakąś ładną solówkę, gdzieniegdzie można nawet potupać nogą, trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że biała pustka w oczach zdobiącego okładkę wydawnictwa wilka doskonale obrazuje brak pomysłów Amerykanów na ten album. Utwory zlewają się ze sobą w dosyć bezbarwną całość, a jeśli już coś w jakiś sposób się wyróżnia, to najczęściej nie robi tego w dobry sposób (mocno dyskusyjny wokal w Ivory Tower czy słaby March of the Horde z EPki). Boli również to, że skoro pomysłów na cały longplay zabrakło jak mniemam, to stanowiący drugą połowę tego krążka mini-album nie został nagrany po raz drugi – różnicę między brzmieniem pierwszych czterech utworów a jakością drugiej czwórki zauważy nawet laik słuchający muzyki raz do roku. A skoro już jesteśmy przy brzmieniu, to dodam tylko, że w przypadku pierwszej części albumu również nie jest ono powalające – w szczególności uderzam tu w wokale.

Laid to Waste moim zdaniem nie powinien zostać wydany w takiej postaci, zdecydowanie bardziej pasowałoby wypuszczenie Triumph of Satan, Ivory Tower, Alcohol i Blood On My Balls jako drugiej w dorobku Wolves of Odin EPki. Podjęto jednak taką a nie inną decyzję, i ostatecznie całość raczej zawodzi. Pozostaje wierzyć, że jeśli ten projekt przeżyje i wypuści na rynek kolejny krążek, to drzemiący w nim potencjał (słyszalny w kilku momentach) zostanie lepiej wykorzystany.

 

Ocena: 6/10

Wolves of Odin na Facebooku

 

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .