Behemoth: Ecclesia Diabolica Baltica – Warszawa (29.10.2019)

O przystanku w Warszawie na trasie Ecclesia Diabolica Baltica ansamblu Behemoth i towarzyszy w pierwszych słowach nie wypada zacząć inaczej, jak tendencyjne: tego nie można było przegapić! Rozmach produkcji, interesujący goście jako supporty, jakość prezentowanych sztuk, plus zwyczajnie dobra i gorąca atmosfera klubowych koncertów Ecclesia Diabolica Baltica w Polsce przyciągnęła nie tylko tłumy fanów, ale i wielbicieli koncertowych odsłon, szukających w tym sporcie czegoś więcej niż wrażeń widowiskowo-słuchowych, bowiem poziom każdej z zapowiedzianych grup można spokojnie określić mianem pewnika w swojej kategorii, z uwzględnieniem tej ciężkiej. A towarzystwo zacne: Whoredom Rife, In Twilight’s Embrace oraz najbardziej się wybijający z pewnych ram Zeal & Ardor. Dziewięć przystanków trasy, w tym sześć w dużych halach i klubach w Polsce to jak dotąd najobszerniejsza od kilku lat wycieczka Behemoth po rodzimym kraju. W ostatnim czasie regularnie widywałam formację podczas słynnego przedsięwzięcia Merry Christless albo gościnnie na festiwalach. Tym bardziej – tego nie można było przegapić!

Na początek pewien zgrzyt odnośnie miejsca koncertu w Warszawie. Ze względu na zaplanowane, bogate efekty pirotechniczne towarzyszące koncertowi Behemoth, Hala EXPO XXI wycofała się z pierwotnych ustaleń i anulowała pozwolenie na imprezę masową. Z pomocą przyszedł niezmordowany Marek Prezes Laskowski i na dwa dni przed koncertem udało się przenieść plany do Klubu Progresja, który gościł Behemoth w tamtym roku ze wszystkimi ogniami, fajerwerkami, dymem i confetti, zatem problem z miejscem sztuki skutecznie został błyskawicznie zażegnany. Obawy mogły jedynie wzbudzać możliwości Progresji na pomieszczenie publiki, jednak obeszło się bez paniki – frekwencja była duża, ale Progresja się nie wyprzedała. Słowem: dało się oddychać mimo zapełnionego klubu. A więc zaczynamy!

Na początek wieczoru emocje mieli zapewnić Norwedzy z Whoredom Rife. Ponoć duet, a muzyków pełen stos, set nie trwał specjalnie długo, ale co mieli Panowie muzycy zrobić, to wykonali zgodnie z założeniami i przewidywaniami.  Co tu dużo opowiadać – mięsisty blecior, prosto z norweskiego lasu, w iście blackowym, skandynawskim anturażu, włączając zarówno styl grania, jak i zachowanie i wygląd sceniczny. W punkt, równo, bez zbędnych przerywników, ruszyli jak czołg, a skończyli tak samo ciężko i mocno. Czuć było w tej całej sztuce oczekiwaną autentyczność, surowość w odpowiednich proporcjach, a co niektórzy mówili o podmuchach zimnego, skandynawskiego wiatru. Cóż, dokładnie tak jak miało być. I dobrze. 

Niespodzianek nie było również w przypadku drugiego gościa, wyjątkowo lubianych przeze mnie poznaniaków z In Twilight’s Embrace. Na scenie pojawiło się nieco więcej świeczek niż na poprzednich koncertach, które dane mi było widzieć w wykonaniu ITE, plus wieńce pogrzebowe, bo czemu by nie, jednak jakość i poziom wykonania skoczyły zdaje się o level wyżej. Panowie wystąpili z repertuarem z ostatniego wydawnictwa pt. Lawa, który moim zdaniem jest albumem kompletnym i nie wymaga dłuższych czy szerszych dywagacji, jak bardzo ten materiał warto sprawdzić w konfrontacji na żywo. Warto! To są fakty. Na koniec cover Czarzły grupy Post Regiment, który wgryzł się bardzo fajnie, choć może wolałabym inny epilog w wykonaniu tych Panów. Oczywiście Cyprian Łakomy nie stronił od miotania się po scenie, tu i ówdzie siejąc bardziej lub mniej złowrogie spojrzenia w kierunku publiki, co zawsze czyni sztukę w jakiś sposób dynamiczną i włącza fanów w doświadczanie koncertu niemal namacalnie. Bardzo podobały mi się te odprawiane gusła w black metalowej oprawie. Ci co do ziemi i ci co na świat powinni być mocno usatysfakcjonowani. Do diabła z nami, bardzo dobry koncert!

Kolejno na deski Progresji wkroczyli Panowie ze składu Zeal & Ardor. Hybrydy gatunkowe i wszelkie niespodzianki zawsze mile widziane na imprezach z dość konkretnym kontekstem i motywem przewodnim, zatem mimo marudzenia moich kolegów, że Z&A niekoniecznie umieją w metal, mimo paru ledwo zauważalnych potknięć (stałam niestety za blisko) na linii technicznej – ja się bawiłam bardzo dobrze. Po pierwsze, band się rozrósł o dwóch wokalistów, prym nadal wiedzie Manuel Gagneux, ale właściwie nie widać było konkretnego liderowania. Po drugie, miks gospel i bluesa na kręgosłupie z metalu (umówmy się – lepiej lub gorzej zaaranżowanego) zadziałał tego wieczoru z fajną mocą, chyba nawet niespodziewaną nie tylko z mojej perspektywy. Wokale ładnie się przegryzały, piosenki rozbujały, Manuel pokrzyczał iście diabelsko. Panowie wystąpili z repertuarem z nowego wydawnictwa Stranger Fruit, nie zapominając o hitach z płyty poprzedniej. Tak, devil is fine!

Setlista:

Sacrilegium I
In Ashes
Servants
Come On Down
Row Row
Blood in the River
Ship on Fire
Waste
We Can’t Be Found
Don’t You Dare
Devil Is Fine
Baphomet

I na koniec przyszedł czas na headlinera. Behemoth stali się już swego rodzaju marką, na pewno pod względem profesjonalizmu. Nikt w Polsce nie może pochwalić się taką produkcją i takim rozpasaniem na scenie. Nikt z rodzimych kolegów muzyków nie może pochwalić się taką popularnością w świecie metalu i nie tylko. Panowie ciężko pracowali na ten status i zdecydowanie nie można im odmówić fantastycznego vibe’u, którym karmią swoją publikę od początku do końca każdej ze swoich sztuk. No właśnie, bez żenady koncerty Behemoth można nazywać sztukami – każdy detal, od przemyślanych strojów, makijażu, świateł, rekwizytów, po setlistę, jest dopracowany pod linijkę. Ja ten teatr za każdym razem kupuję i wchodzę w interakcję z przyjemnością i ciekawością. O to też tu chyba chodzi – przykuć uwagę trzeba umieć. Show rozpoczęło się za elegancką kotarą z logiem pobocznego projektu Adama Nergala Darskiego Me and That Man (swoją drogą niedługo ta machina  rusza z drugim albumem, stay tuned, będzie ciekawie), która spektakularnie opadła z pierwszymi dźwiękami Wolves ov Siberia. Nergal jak zwykle dawał z siebie absolutnie wszystko i jeszcze trochę (może znów stałam za blisko sceny) i z miejsca wciągnął publikę w szał, na który wszyscy tego wieczoru byli właściwie gotowi. I tak, nie zabrakło ognia, a więc i płonącego krzyża, pary, confetti, latarki w wiadomym momencie i słynnego pióropusza. Bardziej szczegółowo – Panowie wciąż promują album I Loved You At Your Darkest, jednak nie zabrakło starszych dokonań wymieszanych w dobrych proporcjach, a więc  pojawił się i wzniosły Ora Pro Nobis Lucifer, i chwytliwy (o ile to dobre słowo) o dziwo dla mnie wokalnie świetnie pociągnięty Bartzabel, i konkretny zjazd z wysokości z Conquer All czy Slaves Shall Serve, albo klasyk Chant For Eschaton 2000. Może mniej skupiałam się od momentu utworu Blow Your Trumpets Gabriel, ale za chwilę Chwała mordercom Wojciecha (997-1997 dziesięć wieków hańby), plus przygniatający Horns ov Baphomet zmył wszystkie wąty do cna. Koniec z bisami obejrzałam z końca sali koncertowej i równie mocno tkwiłam w tej sztuce do finału. Nie ma co się więcej rozwodzić – Sabbath Matter

Setlista:

Wolves ov Siberia
Daimonos
Ora Pro Nobis Lucifer
Bartzabel
Satan’s Sword (I Have Become)
Conquer All
Sabbath Mater
Ov Fire and the Void
Arcana Hereticae
Blow Your Trumpets Gabriel
Chwała mordercom Wojciecha (997-1997 dziesięć wieków hańby)
Horns ov Baphomet
Slaves Shall Serve
Chant for Eschaton 2000

Lucifer
We Are The Next 1000 Years

Podsumowując wieczór, trudno nie wspomnieć o świetnej organizacji eventu przez Knock Out Productions, jak i samą Progresję. Niczego mi w tej czarnej imprezie nie brakowało, żadnych obsuw, nagłośnienie w porządku, oprawa i efekty klasa, przygotowanie i realizacja całości zgodnie z oczekiwaniami. Czekam na kolejne odsłony pomysłów Behemoth już w nowym wydaniu. Na chwilę obecną jestem wielce ukontentowana, zarówno daniem głównym, jak i supportami. W dniu dzisiejszym Ecclesia Diabolica Baltica trafia do Tauron Areny w Krakowie i jestem przekonana, że to wydarzenie nie przejdzie bez echa. W końcu Behemoth jak na ekstremalny zespół przystało, ciągle wzbudza ekstremalne emocje. Tego nie można przegapić!

 

Autorem zdjęć jest Aleksander Honc – Photocoder.pl

 

 

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .