Myrkur, Jo Quail – Kraków (11.12.2018)

Amalie Bruun jako Myrkur żeni ze sobą żywioły światła i mroku w sposób fascynujący, choć nie akceptowany przez wszystkich. Nie każdemu odpowiada prezentowana przez nią forma wykorzystywania black metalowych nawiązań, ale myślę, że z czasem artystka będzie przekonywać szersze grona niedowiarków, zwłaszcza gdy przestanie się wrzucać jej muzykę do niezbyt trafnego worka. Podczas bieżącej europejskiej trasy, pierwszej w Polsce w roli headlinera, Amalie postanowiła zamanifestować swoją odrębność i podzielić setlistę w sposób niby oczywisty, a jednocześnie ryzykowny. Fani w Poznaniu i w Krakowie – a wcześniej w Kopenhadze i Oslo – dostali bowiem właściwie pakiet “dwa w jednym”: kameralny, pełen kojących dźwięków folkowy recital i rasowy metalowy koncert, choć jak to w przypadku Myrkur bywa, niepozbawiony także i mistycznego klimatu.

Które z tych oblicz okazało się bardziej przekonywujące?

Zanim spróbuję rozstrzygnąć tę kwestię, opowiem o innej damie, która otwiera na tej trasie koncerty Myrkur, a także wspomaga artystkę instrumentalnie. Odkąd Apocalyptica postanowiła wtrącić swoje trzy grosze w kwestii interpretacji metalowych klasyków (a potem zaprezentować autorski materiał), wiolonczela nie jest w świecie szeroko rozumianej rockowej ekspresji aż tak egzotycznym instrumentem, jakim mogła być jeszcze parę dekad temu. Brytyjska wiolonczelistka, Jo Quail, wnosi jednak do tematu całkiem nową jakość. Z pomocą samplerów i różnych efektów tworzy rozbudowane kompozycje, pełne nieoczekiwanych z pozoru dźwięków, klimatycznych, wciągających, ale i podszytych pewnym niepokojem. I co najważniejsze, uśmiechnięta, skromna, doskonale panująca nad kosmicznie wyglądającym instrumentem artystka, potrafi zaciekawić nie tylko w studyjnej odsłonie (sprawdźcie koniecznie jej albumy!).

Cztery długie kompozycje – przekrój z dotychczasowych dokonań – musiały zwrócić uwagę i nuworyszy, dla których był to pierwszy kontakt z twórczością Brytyjki. Świadczyło o tym zresztą ciepłe przyjęcie, jakie zgotowano Jo. Koncertowo muzyka kompozytorki i wiolonczelistki wypada ciekawie, zyskują w wersji live charakter performance’u, w którym wykonywane utwory – układane z programowanych dźwiękowych klocków – nabierają mocy, szorstkości, pasji, co przybliża jej propozycję do post rockowej, a czasem wręcz post metalowej, eksperymentalnej estetyki.

Pożegnana brawami Jo Quail zniknęła jedynie na czas technicznej przerwy. Scena wkrótce rozpaliła się ciepłymi światłami. Muzycy towarzyszący Myrkur – w tym Jo właśnie – wyposażeni w akustyczne instrumentarium, zasiedli niemal jak przy ognisku albo w gospodzie. Amalie zaś w zarzuconym na ramiona futrze i z bębnem w ręku rozpoczęła tajemniczą i pełną emocji wędrówkę po Europie naszych przodków. Tradycyjne melodie mogły oczarować słuchaczy, prowadząc wprost do muzyki źródeł ze Szwecji, Danii, Norwegii, Szkocji, pokazując niesłabnącą moc folkowej prostoty, która przez stulecia hipnotyzuje ludzie z taką samą siłą.

Ci, którzy śledzą poczynania artystki, z pewnością znali prezentowane utwory prezentowane wcześniej jako single Bonden og Kragen czy Två konungbaran, bonus tracki dodane do regularnych albumów, jak Himlen Blev Sort z Mareridt, albo luźne kawałki wrzucane na You Tube, przykładem czego pieśń House Carpenter. Z pewnością miłym akcentem była też zaśpiewana tego dnia przez Myrkur ballada ze ścieżki dźwiękowej do gry “Wiedźmin” 3 Lullaby of Woe, naturalnie przyjęta z entuzjazmem przez polskich słuchaczy. Był to rzeczywiście baśniowy czas, trzymający w zasłuchaniu nawet tych, którzy wierni są mocnej metalowej stylistyce.

Jeśli jednak pierwsza część była bajaniem przy ognisku, retrospekcją z dawnych dni, pełną ciepła, smutku i uroku, to potem, po krótkiej przerwie, rozgorzała gitarowa zadymka, a pejzaż na scenie za sprawą gry świateł stał się bardziej złowrogi i chłodny. Tak Amalie, jak i zespół, ukazali się w black metalowym anturażu, pokazując mroczniejsze oblicze. Można rzec, że Myrkur zaprezentowała w drugiej części swoje “The Best Off”, uwypuklając jednocześnie to, co najmocniejsze w jej repertuarze.

Zaczęło się od rwanego, motorycznego, a jednocześnie pełnego przestrzeni The Serpent, skończyło na pełnym mroku Måneblôt, pomiędzy zaś zebrani w klubie dostali kolejne rozdziały hałaśliwej, ale i pełnej uroku opowieści. Ulvinde, Onde Børn, Elleskudt czy Skøgen skulle dø zabrzmiały z pełną mocą, choć już nie tak idealnie, jak akustyczny set. W tym wydaniu Myrkur połączyła w jedno klimat z black metalową, złowrogą aurą, post rockowym zgiełkiem i para-teatralnym zacięciem, który miał w sobie coś z dzikiej obrzędowości. Na tle gitarowej i perkusyjnej ściany dźwięku jej głos nie mógł zabrzmieć już tak rzewnie i czysto, ale wciąż ukazywał moc. Sama artystka zamieniła szamański, nordycki bęben na elektryczną gitarę, a delikatny śpiew niejednokrotnie w krzyk.

Która z odsłon spektaklu spodobała mi się bardziej? Tę bliższą metalowej estetyce już miałem okazję poznać, gdy rok wcześniej podziwiałem Myrkur grającą także w Kwadracie jako support dla Islandczyków z Sólstafir. Wtedy musiała przekonać do siebie nie tylko własnych fanów, co wyszło jej zresztą świetnie. Dlatego być może właśnie w tym kameralnym początku, niekoniecznie oczywistym dla zebranych słuchaczy, pokazała znowu swą odmienność, prawdziwą siłę i odwagę. Zwłaszcza, że Amalie Bruun od początku śpiewała tak, że naprawdę trudno było uwierzyć, że nie wspiera się playbackiem. Jej głos był czysty, mocny, perfekcyjny, pozbawiony fałszów. Można zatem odpierać wiele zarzutów, które płyną w jej stronę, ale trudno byłoby potraktować poważnie jakiekolwiek względem jej muzycznego warsztatu.

Zagrany na bis nowy singiel Juniper pokazuje także, że Myrkur poszukuje wciąż równowagi między hałasem i ciszą, chaosem i harmonią. Cokolwiek nie wymyśli ma we mnie wiernego fana – bez względu na to, czy postawi na ścianę gitar, czy będzie wolała z lirą w dłoni śpiewać idealne do wieczorowej pory piosnki z baśniowych krain.

Setlista koncertu Myrkur

Fot. Łukasz Miętka
galeria Jo Quail
galeria Myrkur

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .