Behemoth, Bolzer, Batushka – Kraków (07.10.2016)

Tegoroczna trasa koncertowa Behemotha, pomimo faktu, że nie była pierwszą promującą płytę The Satanist, stała się wydarzeniem bez precedensu i na skalę krajową. Potężny rozgłos medialny zapewniło tym razem Nergalowi logo trasy bezczeszczące jakoby symbole narodowe. Drugim niezawodnym elementem reklamy były kółka różańcowe odprawiające jako support swój rytuał przed każdym z koncertów. Nie inaczej wyglądał więc gig na hali krakowskiej Wisły przyciągający niezliczone tłumy wiernych różnych wyznań, chcących wziąć udział w tym misterium.

publika_by_bobas-3

Ja jednak nie pojawiłem się przy Reymonta po to, by po raz kolejny podziwiać wyreżyserowane do ostatniego gestu i dopracowane do perfekcji show naczelnego rodzimego antychrysta. Nie przyszedłem także na Bolzera, do którego moje uczucia mają temperaturę lata w Jakucku. Ja pojawiłem się na Wiśle po to, by na żywo zobaczyć legendarną już Batushkę i stanąć twarzą w twarz (choć może to określenie nie jest w tym wypadku najszczęśliwszym) z ich wersją wiary prawosławnej. W ogóle muszę zaznaczyć w tym miejscu, że blackmetalowy ekumenizm godny jest naśladowania i ciężko go znaleźć między którymikolwiek religiami. W jednym miejscu zaraz po sobie miał odbyć się niezakłócona niczym różańcowa krucjata, po niej na scenie odbyć się miało misterium Chrystusa Pantokratora, a na końcu swoją wersję wydarzeń przedstawić miał kaznodzieja Adam. Szykowało się doprawdy doniosłe wydarzenie.

batushka_by_bobas-7

Na wstępie zaznaczę jeszcze, że pierwsza na scenie Batushka, choć zwaliła mnie swoim show, nie zaskoczyła ani trochę. Po pierwsze muzycznie, gdyż dorobek tego projektu nie pozwala na jakieś mieszanie w setliście. Po drugie sceniczny anturaż nie dawał żadnych możliwości wyboru.

batushka_by_bobas-63

Niemniej nie przypuszczałem, że będzie aż tak pięknie. Scena aż kipiała prawosławnymi rekwizytami, z obrazem Maryi Bogurodzicy na pierwszym planie. Ogromnej postury pop rozpoczął swoją mszę kadzidłem, w trakcie odbyło się podniesienie słynnego obrazu mylnie branego za ten Jasnogórski. Kaznodzieja zakończył występ nie-święcąc wszystkich sowicie kropidłem, rzucając przedtem różańcem w wirujący pod sceną tłum. Tłem dla całego misterium było dwóch nieruchomych gitarzystów, basista, perkusista i trzyosobowy posągowy chór męski. Wszyscy z zasłoniętymi twarzami niczym na uszkodzonym ikonostasie. Były świeczniki, obrazy świętych z wydrapanymi jak po tatarskim najeździe twarzami a w tle leciały obrazy z krain, na których prawosławie jest religią wiodącą. Nawet gesty wokalisty przypominały te z bezgłowych ikon i z prawosławnych mszy. A muzyka… no cóż, ta zachwyciła mnie już na płycie, więc nie inaczej mogło być na żywo. Szkoda tylko, że akustyka hali Wisły nie potrafiła oddać aż tak dobrze głębi tego arcydzieła.

batushka_by_bobas-72

Jedyny drobiazg, jaki muszę niestety zarzucić temu idealnemu przedstawieniu, dotyczy strojów występujących Popów. Przyglądając się dokładnie graficznej i tekstowej stronie Litourgii, jakiekolwiek przejawy bezczeszczenia religii były tak zakamuflowane, że całość dawała ułudę rzeczywistego oddania ducha prawosławia. Tylko puszczane gdzieniegdzie oczko – subtelny sygnał w tekście i obrazie dawał dopiero do myślenia. W tym świetle odwrócone ostentacyjnie wielkie prawosławne krzyże aż biły po oczach z czarnych habitów. Troszkę szkoda, nie lubię takiego przekazu wprost, a ten właśnie szczegół zabił niestety istotny smaczek całego projektu. Nie zmienia to jednak faktu, że po godzinnej mszy po raz pierwszy wypuściłem powietrze z ust, a jęk zachwytu wydobywał się z mojego gardła jeszcze przez dobrą godzinę.

bolzer_by_bobas-7

Na występ Bolzera niestety nie dotarłem. A było to tak: dużo znajomych, gorące głowy po niesamowitym występie Batushki, jeszcze więcej znajomych i próby odgadnięcia, kim u diabła są muzycy tego nieziemskiego hordu. A jak już zmierzałem w kierunku grającego kolejne utwory Bolzera, na drodze stanęli kolejni znajomi. I znów braterskie powitania, ekumeniczne dyskusje i fachowe porady na temat fotografowania. I tak właśnie minął koncert Bolzera. Przepraszam.

behemoth_by_bobas-91

Aż w końcu przyszła pora na misterium wieczoru. W ogniu pochodni i w słupach dymu Nergal klasycznie zaczął od Blow Your Trumpets Gabriel. Kolejne kawałki z absolutnego albumu The Satanist rozgrzewały publikę do temperatury wrzenia. Okręg pogujących zataczał coraz to większe kręgi i wchłaniał nawet kobiety i dzieci. Tak, jedna białogłowa w pewnej chwili zaczęła tą hałastrą dyrygować, i to z niezłym powodzeniem. Na każdy jej gest ludzie rozchodzili się na boki a na kolejny rzucali się w wir opętańczych tańców. Gdy kawałki z Satanisty grane w kolejności chronologicznej dobiegły końca, Behemoth przypomniał publice inne swoje kamienie milowe. Usłyszeliśmy więc Ov Fire and the Void, Conquer All, At the Left Hand ov God, Slaves shall Serve i Chant of Eschaton 2000. Nim jednak Nergal pożegnał się z publiką ostatnim kawałkiem, przekazał kilka dość osobistych przemyśleń dotyczących oglądania świata z pozycji kolan oraz miłości do muzyki. A gdy Panowie schodzili już ze sceny, oszołomiony tłum był w stanie wykrzyczeć tylko to jedno, ostatnie tego wieczoru słowo: Behemoth!

behemoth_by_bobas-36

Piękny to był koncert, jeden z piękniejszych, na jakim byłem w całym moim życiu. Rzadko się zdarza, żeby jednego wieczoru dwa tak genialne zespoły zagrały po sobie dwa tak dopracowane koncerty. Poza drobnymi niedociągnięciami wynikającymi z akustyki hali, oba sety były genialne, a światowy poziom kapel potwierdzony został po raz kolejny. A kto nie był, ten trąba… Gabriela!

publika_by_bobas-13

Wszystkie zdjęcia: Bobas.
Tutaj znajdziecie pełne galerie zdjęć: Batushka | Bolzer | Behemoth.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .