Swallow The Sun, October Tide, Oceanwake – Kraków (9.11.2019)

9 listopada 2019 roku zespół Swallow The Sun odwiedził krakowski klub “Zaścianek”. Był to jedyny koncert Finów w Polsce w ramach tegorocznej trasy po Europie, którą odbywają wspólnie z rodakami z Oceanwake i Szwedami z October Tide.

Wydarzenie zostało zorganizowane przez Iron Realm Production.

Przed koncertem na facebookowym wydarzeniu pojawiła się zachęcająca sugestia od organizatora, że pogoda tego dnia doskonała na fiński doom metal. I rzeczywiście – chłodno, wilgotno, z lekkim deszczem, mgliście. Jakby aura szyta na miarę. Myliłby się jednak ten, kto chciałby widzieć w tego typu imprezie przyczynek do wielkiej smuty. Gdy Alexander Högbom, wokalista October Tide, zapytał słuchaczy, czy są w tej chwili szczęśliwi, a w odpowiedzi usłyszał gromkie “Yeees!”, skomentował: “A to dlatego, że próbujemy uczynić was smutnymi”. I o to w tym wszystkim chodzi – gdy ktoś słucha muzyki, która niesie dźwiękowe i emocjonalne zaspokojenie, nie pora na depresję.

Finowie z Oceanwake kupili mnie swym tegorocznym albumem, więc stawiłem się w klubie punktualnie. I nie zawiodłem się! To nie tak, że muzycy powalają jakąś innowacyjnością i wszystko w ich propozycji zachwyca, bo zdarzają się momenty słabsze. Tkwi jednak w kompozycjach kapeli jakaś intrygująca moc, wynikającą z łączenia tradycyjnego death/doom metalowego pierwiastka z post-rockowym pejzażem dźwiękowym, opartym głównie na rozedrganej gitarze i czystym, wzniosłym wokalu.


Gdy potężny growl mieli się u nich z odpowiednio dociążonymi gitarami i basem, mamy w propozycji Oceanwake – zwłaszcza na żywo – ten sam duszny, grobowy klimat, który u zarania lat 90. towarzyszył scenie brytyjskiej – a że bardzo lubię takie klimaty, przysłuchiwałem się Finom z wielką ochotą. Pewnie nie wszyscy zebrani tego dnia w klubie ich znali, ale chyba panowie zdobyli nowych fanów, bo przyjęcie mieli ciepłe. Kto zaś lubi łączenie ciężaru z klimatem, przeplatanie grobowych death/doomowych riffów z momentami melodyjnymi, żenienie czystego wokalu z dobitnym growlem, ten powinien sprawdzić.

Muszę przyznać, że propozycja October Tide bardzo zyskuje w wersji live. Nie to, żeby ich wydawnictwa nie były godne polecenia, bo stanowią oczywiście ciekawe wariacje na ekstremalne w metalu tematy, podane jednakowoż w melodyjnym (nie nazbyt) ujęciu. Tak czy inaczej w koncertowym wydaniu elementy black, death i doom wypadają wyraziściej; kompozycją brzmią mocniej, intensywniej, bardziej złowieszczo, a jednocześnie zachowują chwytliwą moc, która zmusza do podrygów i kiwania głową.


Spora cześć publiczności przyszła specjalnie na występ Szwedów, a przynajmniej doskonale znała ich twórczość. Kapela odpłaciła się mieszanką nowych numerów z bardzo udanej płyty In Splendor Below i klasyków (pełna setlista dołączona na koniec), podanych z dużą dawką energii i luzem. Wokalista szalał, wspinał się na barierki, dyskutował z publiką, która domagała się jeszcze większej dawki i gdyby nie ograniczenia czasowe October Tide nie wymigaliby się od kilku bisów. Rzetelna sceniczna robota.

W końcu nastał czas Swallow The Sun. Finowie wydali w tym roku całkiem interesujący album, When A Shadow Is Forced Into The Light. Dawka nowości była zatem spora (choć nie przeładowana) poczynając od cudownie rozmarzonej, delikatnej, a jednocześnie podszytej mrokiem kompozycji tytułowej oraz podobnej w charakterze Upon The Water, poprzez oparty na prostym, smutnym motywie numer Firelights z balladowym, choć podlanym gitarowym sosem refrenem, a na Stone Wings kończąc.

Ale było oczywiście sporo klasyków, zwłaszcza na koniec, jak wzięte z debiutanckiego albumu motoryczne, niespieszne Deadly Nightshade czy Swallow (Horror. pt. I). Rzeczy najstarsze i najnowsze zostały zręcznie poprzetykana kawałkami z innych płyt. Jeśli dobrze liczę, z każdego albumu znalazł się w setliście choć jeden numer, więc Finowie chyba zadowolili fanów, zostawiając co najwyżej pewien niedosyt. Było ciężej niż na płytach, dobitniej, ale z zachowaniem czaru i atmosfery, podkreślonej głównie klawiszowymi pasażami Jaani Peuhu, które przebijały się przez ścianę nisko wybrzmiewających gitar. Wokal Mikko Kotamäkiego wypadł pewnie, zarówno w czystym, melodyjnym śpiewie jak i w growlu (kobiece partie odtworzono), a reszta składu też stanęła na wysokości zadania. Czasem trudno oddać na żywo ducha łączących w sobie różne klimaty kompozycji, ale w tym wypadku udało się bez większych zarzutów.

A jak odczucia pozamuzyczne? Oceniając po logach na koszulkach i naszywkach – od W.A.S.P. po Burzum – gusta publiki były dość szerokie, a przedział wiekowy również, co wypada zaliczyć na plus. Po raz pierwszy miałem okazję gościć w skrytym w sercu studenckiego kampusu AGH Zaścianku, więc nie mam porównania, ale klub zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Oczywiście trzeba lubić takie nieklimatyzowane, acz klimatyczne dziuple, które mają swoje uroki i duszną (dosłownie i w przenośni) atmosferę. Kontakt z artystami jest tu namacalny – można pogadać, wymienić się uwagami, zrobić sobie fotkę, przybić piątkę. Muzycy nie kryli się w swych garderobach, tylko w naturalny sposób mieszali się z tłumkiem, więc okazja do zbratania jest spora. Najważniejsze jednak – w tym miejscu jest naprawdę przyzwoita akustyka, wynikająca zresztą ze specyfiki niedużego, wytłumionego pomieszczenia.

Stoisko z marchem skromne, dla niektórych wręcz ubogie, ale coś tam można było “wyhaczyć”. Kilka interesujących wzorów koszulek na plus. Płyt CD jak na lekarstwo. Za to fani winyli mieli parę fajnych pozycji do wzięcia, zwłaszcza od Swallow The Sun, w tym unikatowe wydanie na złotym winylu, dostępne jedynie na koncertach.

fot. Dariusz Ptaszyński. Oficjalna strona na Facebooku

Iron Realm Production na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .