Na dzisiejsze popołudnie postanowiłem wybrać sobie coś na kształt muzycznego odpowiednika krwistego befsztyku. Wiecie, nie takiego zupełnie surowego, ale żeby było czuć zapach krwi. I też nie masakrycznie spalonego, co to nie wiadomo czym było, zanim trafiło do piekarnika. Ale … Więcej →