Thesis: “słychać, że ta muzyka żyje”

“(…) ludzie, którzy słuchają kapel takich, jak: Katatonia, Tool, A Perfect Circle, Deftones, Pink Floyd, czy polskiej Comy, znajdą u nas coś ciekawego” – mówi o najnowszej płycie zespołu Thesis jego wokalista Kacper Gugała. Thesis powrócił z bardzo dobrym albumem Kres. Zapraszamy do rozmowy z Kacprem o samej płycie, koncertach, muzyce i planach.

Jesteście świeżo po premierze swojej najnowszej płyty zatytułowanej Kres. Jak się czujecie teraz, gdy materiał oficjalnie ujrzał już światło dzienne?

Świetnie:) To zwieńczenie wielu lat pracy nad komponowaniem, nagrywaniem, a następnie jego wydaniem. Sam materiał został nagrany już pod koniec 2016 roku, ale dużo czasu zajęło nam przygotowanie się do wydania płyty. Osoby spoza kręgów muzycznych mogą nie rozumieć, dlaczego był to tak długi proces, jednak trzeba pamiętać, że w międzyczasie był tworzony artwork, 3 teledyski, plakaty, koszulki, strategia promocji, ale też takie drobiazgi, jak wzór biletów czy kostki. Postawiliśmy sobie za cel, żeby przygotować się do wydania jak najlepiej i rzeczywiście udało nam się to osiągnąć. Pierwotny plan zakładał wydanie płyty ok. 6 miesięcy wcześniej, ale dostaliśmy propozycję nagrania utworu do składanki Underground United – bardzo fajnej inicjatywy organizowanej przez kilka znajomych niezależnych kapel. Szkoda byłoby z niej nie skorzystać, więc nagraliśmy numer „23:59” i zdecydowaliśmy się na opóźnienie wydania płyty.

Z jakimi reakcjami na nowy album się stykacie? Udało Wam się już zbudować grono fanów. Jak oni reagują na nową płytę?

To nie o fanów się martwię:) Ci mają wyłącznie pozytywne reakcje – wspierają nas na każdym kroku, pojawiają się na koncertach i jeżeli mają jakiś zarzut – to dotyczy tylko tego, że koncert był za krótki. Pojawiło się też kilka osób, które dopiero teraz poznały naszą muzykę – najciekawszym takim przypadkiem, jest Portugalczyk, który pojawił się na koncercie w Gdańsku, poznał naszą muzykę przez swoją dziewczynę i rozpoznał mnie wśród publiczności. Fajne uczucie – nie zna polskiego, prawdopodobnie nie ma pojęcia, o czym śpiewam, ale i tak się jara:)

Album promowaliście m.in. trasą koncertową. Jak materiał wypada na żywo i jak w ogóle udają się koncerty?

Prawdziwym zwieńczeniem trasy był festiwal „Prog the night”, który zaliczyliśmy pod koniec października. Następne koncerty prawdopodobnie odbędą się już w Warszawie i po nowym roku. Jeżeli zaś chodzi o energię to cóż… Thesis od zawsze był zespołem koncertowym. To tam pokazujemy naszą energię i „pazura”. Nie bez przyczyny zdecydowaliśmy się płytę nagrać na tzw. „setkę”. Chodziło o to, żeby zachować ten magiczny element, który pojawia się, kiedy ludzie grają ze sobą. Na koncertach staramy się też stale wprowadzać dodatkowe elementy wizualne – pierwszym było malowanie twarzy, kolejnym czerwone pióra, a ostatnie koncerty graliśmy z własnym zestawem świateł odpowiednio zgranych z muzyką. Myślę, że to powoduje, że publiczność może się jeszcze bardziej zanurzyć w naszym graniu.

Wróćmy do płyty. Jak długo powstawał materiał na nią? Jakie mieliście ambicje, tworząc go i czy w Waszej opinii udało im się sprostać?

Materiał może nie powstawał bardzo długo, ale miał dosyć złożoną historię. Rozpoczyna się ona od wypadu na działkę w lesie, gdzie napisaliśmy ok. 7 numerów. Po powrocie i ograniu ich przez kilka tygodni… stwierdziliśmy, że to nie ta droga. Nie czuliśmy, że ten materiał jest nasz – myślę, że dużo zdradzają robocze tytuły numerów: „Deftones 1”, „Deftones 2”:) W naszej kapeli od zawsze jest pewnego rodzaju walka – gitarzyści cisną w stronę metalu, a ja w stronę delikatniejszej, śpiewanej muzyki. Do tego pojawiają się elementy progresywne, które od zawsze są obecne w naszej muzyce. W każdym razie – wyrzuciliśmy wszystkie 7 numerów do piachu, poprosiliśmy znajomego gitarzystę, żeby został producentem płyty i pokierował nami, żeby stworzyć coś nowego i lepszego. Myślę, że było to bardzo ciekawe doświadczenie i słychać, że ta płyta jest dojrzała.

Gdzie rejestrowaliście „Kres”? Kto zajmował się produkcją i jak oceniacie efekt końcowy?

Płyta została nagrana „na żywo w studio” u Marcina Prusiewicza, pod czujnym okiem trzech osób: producenta Kacpra Kempistego, realizatora Marcina Prusiewicza i jego asystenta Marcina Buźniaka. Za produkcję finalnie odpowiadał Kacper – miał praktycznie wolną rękę, jeżeli chodzi o brzmienie tej płyty – co więcej, zarówno samo nagranie, jak i miks, odbywały się na analogowym stole Neve 5106, nie było więc miejsca na poprawki, usuwanie błędów czy nawet potwierdzenie brzmienia. Kacper zamknął się z Marcinem (Prusiewiczem) w studio, żeby zmiksować materiał, a my dostaliśmy tylko efekt finalny. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni – słychać, że ta muzyka żyje, nie jest to typowe, nudne, sterylne brzmienie studyjne.

Na swoim poprzednim albumu, czyli „Z dnia na dzień coraz gorsze” dokonaliście zwrotu z języka angielskiego na polski. Skąd ta decyzja?

Zanim dołączyłem do zespołu, Thesis już rozpoczęło flirt z językiem polskim w postaci utworu „Z dłoni Mojr”. Kiedy pracowaliśmy nad „Z dnia na dzień na gorsze”, podjąłem decyzję, że chcę przekazać pewną myśl w tekstach, a polski język mi to umożliwił. Kiedy śpiewasz po angielsku, to wokal staje się jednym z instrumentów – pełni głównie funkcję rytmiczno-melodyjną. Kiedy jednak zaczynasz śpiewać po polsku, to pewna bariera pęka – masz nagle coś do przekazania, a publiczność wie, że nie śpiewasz „o niczym”.

„Kres” także jest po polsku. Eksperymentujecie jeszcze z angielskim?

Obecnie nie. Nie wykluczam takiego ruchu, tym bardziej że w codziennej pracy korzystam więcej z angielskiego, niż z polskiego. Nie chciałbym jednak stawiać bariery między sobą a publicznością. Kiedy śpiewam po polsku, wokal jest na pierwszym miejscu. Masz muzykę i treść. W przypadku angielskiego byłaby to „tylko” muzyka – mam wrażenie, że czegoś by zabrakło.

Jak w ogóle sami definiujecie swoją muzykę? Jak słowami przedstawilibyście ją komuś, kto nie miał z nią jeszcze styczności?

To trudne pytanie, bo nie znam dobrego określenia na ten gatunek. Wewnętrznie kiedyś nazywaliśmy to „Psychedelic Progressive Post-Rock”, ale to było dawno temu i nieprawda. Nasza muzyka dalej ma coś z post rocka. Jest trochę progresywności. Jest trochę ciężaru i melodii. Myślę, że najłatwiej będzie podać nasze inspiracje – myślę, że ludzie, którzy słuchają kapel takich, jak: Katatonia, Tool, A Perfect Circle, Deftones, Pink Floyd, czy polskiej Comy, znajdą u nas coś ciekawego.

Jak wyglądają plany Thesis na 2019 rok?

Plany są dosyć jasno sprecyzowane – będzie to praca nad nową płytą i koncerty w Warszawie i okolicach. To część długofalowego planu, który sobie założyliśmy. Oczywiście, jeżeli pojawi się okazja zagrania z fajnym suportem, tak jak w tym roku udało nam się zagrać z Hunterem czy Killswitch Engage, to zmienimy plany. Wszystko zależy od okazji i propozycji. Jesteśmy cały czas głodni grania:)

 

 

Tagi: , .