Megadeth – Killing Is My Business… and Business Is Good – The Final Kill. (2018)

Dnia pańskiego szóstego czerwca 2018 miała premiera kolejnego remastera legendarnego już debiutu Megadeth Killing Is My Businness, and the Business Is Good, opatrzonego podtytułem The Final Kill. Jak tytuł może wskazywać, ma to być ostatnia wersja, ta właściwa. Sam Dave Mustaine skrupulatnie dołożył starań, by album brzmiał tak jak powinien pierwotnie.

Moja recenzja będzie krótka. Wielu krytyków muzycznych i tysiące fanów na całym świecie miało już szansę wyrobić sobie zdanie o tym albumie. Wszak to remaster, minęło 33 lata od pierwszej wersji.

Pamiętam jak dziś dzień, w którym zakupiłem kasetę Countdown To Extinction. Był to piracki Takt, kupiłem go po obejrzeniu klipu do Symphony of Destruction w MTV. Jak się okazało po przesłuchaniu całego albumu, był to jednak ciężki orzech do zgryzienia dla dwunastolatka (chyba), który do tej pory poznał Metallikę, Guns N Roses, Kiss, Obituary, Deicide, Death, Sepulturę i Cannibal Corpse. Megadeth okazało się znacznie bardziej zagmatwane i przez długi czas słuchałem tylko hitów znanych z MTV, opuszczając resztę, ponieważ była zbyt męcząca. Po jakimś czasie jednak dojrzałem do tej płyty, wyszła Youthanasia i nadgoniłem Rust In Peace. Do niedawna to była moja święta trójca w dyskografii Megadeth. Słuchałem oczywiście nowszych, uważam, większość za dobre, lecz nigdy nie legendarne – jak te trzy.

Do niektórych spraw trzeba dojrzeć. Połączenie zawiłych riffów, aranży z nieczytelnym brzmieniem było dla mnie w Megadeth nie do przejścia. I tu właśnie zbawieniem okazały się wersje zremasterowane. Przez wielu znienawidzone, psujące autentyczny feeling pierwszych wydań. Takie spojrzenie na temat również rozumiem i są albumy, których nowych wersji też nie lubię. Przy niniejszym recenzowanym tytule jestem akurat na TAK.

Brzmienie albumu poprawione jest w sposób moim zdaniem nieprzesadzony. Wreszcie ta płyta „waży”. Perkusja została obrobiona tak, że pomimo bardzo czystego soundu nadal słychać, że jest żywa i nagrana w latach 80. Gitary stały się klarowniejsze, aczkolwiek nie straciły swego niemalże garażowego sztychu. Muzyka tak złożona i skomplikowana zasługuje na dobrą produkcję. Dla mnie nowy remaster w końcu ukazał pełnię zalet muzyki ówczesnych debiutantów z Megadeth. Muzyka na tamte czasy była rewolucyjna i jak dla mnie niedoceniona. Mustaine musiał długo walczyć na należny mu szacunek.

Do głównego dania w postaci Killing Is My Businnes… dodano kilka smaczków wyłowionych z lodówki wujka Dave’a. Jest to sześć utworów live zgranych i zremasterowancyh z VHS, plus trzy utwory demo. Jak to bywa z takimi bonusami, nie są to jakieś fajerwerki, ale fajnie to usłyszeć i mieć. Choć nie wątpię, iż gdy będę wracał do tej płyty, to będę słuchał tylko wersji podstawowej.

Płycie Killing Is My Business… and Business Is Good – The Final Kill warto dać szansę. Ortodoksyjnych fanów pierwszych wersji prawdopodobnie i tak nie namówię do zmiany zdania, lecz może zasłuży remaster A.D 2018, by leżeć na półce obok pierwotnej. Nowym fanom Megadeth może łatwiej będzie zacząć poznawanie tego albumu od właśnie The Final Kill, bo po prostu jest łatwiejsza w odbiorze. Ocena jedyna możliwa dla albumu legendy.

Ocena: 10/10

Tagi: , , , , , , .