Ruxt – „Behind the Masquerade” (2016)

Kiedy na pod koniec lat 80. zaczynałem moją przygodę z tzw. muzyką ciężką, to po głowie chodziły mi takie nazwy jak Bon Jovi, Europe, Whitesnake, czyli grupy grające hard rocka, zahaczającego momentami o rejony heavy. Nie ukrywam, że wciąż mam sentyment do takich dźwięków i na mojej półce z płytami kilka albumów można znaleźć, i wcale nie rzadko do nich wracam.

Dlaczego wzięło mnie na takie wspominki? Ano ponieważ włoski Ruxt, którego płyta Behind the Masquerade ukazała się pod koniec 2016 roku nakładem Diamond Prod, obraca się właśnie w klimatach hard’n’heavy ,czerpiących ze wspomnianego okresu ubiegłego wieku. Grupę tworzą doświadczeni instrumentaliści na co dzień zasilający szeregi takich zespołów, jak Athlantis, Mastercastle, Purplesnake, Snake, Rock.it czy Sadist. Panowie postanowili założyć projekt, w którym będą mogli zaprezentować muzykę, od której rozpoczynali swoją przygodę z mocniejszymi dźwiękami. Nie usłyszymy więc na Behind the Masquerade nic nowego, np. wprowadzający riff w singlowym Scare my Demons to jak nic Led Zeppelin. W przeważającej części utwory oparte są na klasycznych, harmonijnych, rockowych riffach i akordach, uzupełnianych melodyjnymi solówkami, klimatycznymi akustycznymi fragmentami i subtelnymi quasi-symfonicznymi partiami klawiszy. Dominują średnie tempa i niezbyt skomplikowane rytmy. I…

I to w sumie byłoby na tyle. Niestety, przy całej mojej sympatii i sentymencie do takich dźwięków, Behind the Masquerade w ogóle do mnie nie trafia. Brakuje mi emocji, ikry, rockowego żaru, i to pomimo że wokalista dysponuje ciekawym głosem z charakterystyczną chrypką. Spośród 14 utworów, jakie znajdziemy na płycie, w tym 3 akustyczne ballady, żaden nie zagościł w mojej głowie na dłużej, nie wywołał poruszenia. Wpadały jednym uchem i wypadały drugim. Być może problemem jest właśnie czas albumu, który trwa aż 68 minut, co przekłada się na długość samych kompozycji, które zamiast kończyć się we właściwym momencie, są sztucznie przedłużane kolejną solówką czy powtórzeniem riffu. Przy w miarę jednostajnych i identycznych rytmach poszczególnych utworów na dłuższą metę to zwyczajnie nużące.

Ocena 5,5/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , .