Skald of Morgoth – “The Siege of Angband” (2017)

Któż z nas nie zna sławetnej trylogii imć Tolkiena, niech pierwszy rzuci kamieniem. Któż nie oglądał ekranowej superprodukcji, niech pierwszy splunie w twarz. Kto nie zetknął się z grami i innymi gadżetami opartymi na Śródziemskich klimatach, niech pierwszy kopnie w tyłek. A kto nie słyszał żadnej metalowej kapeli czerpiącej inspiracje z mordorowej zazwyczaj części tolkienowskiego uniwersum, ten niech te wszystkie powyższe cięgi przyjmie na siebie.

Wśród niemałej ilości Summoningów, Caladan Broodów, Emyn Muilów i innych Elderwindów w końcu i w naszym kraju powstała kapela, która swoją twórczość (przynajmniej w warstwie lirycznej) oparła na wiekopomnym tryptyku. Przymierzyłem się więc do odsłuchu.

Zacząć było łatwo, gdyż imaginacja podpowiadała same smakowite idee. Niestety dużo gorzej było dotrzymać do końca albumu. Na płycie królują tempa umiarkowane i wolne, linie melodyczne są mało skomplikowane i monotonne. Od czasu do czasu pojawiają się wstawki nieco prędsze, ale ani one nie dorównują ładem i składem takiemu na przykład Summoningowi, ani te powolne i tantryczne nie wchodzą tak przyjemnie, jak na przykład Elderwind. Jakieś to wszystko jest na tej płycie pierwotne, ale niestety w pejoratywnym tego słowa znaczeniu.

Im dalej w las z tym albumem, tym drzew więcej. Album to niby zaledwie trzy kwadranse i sześć utworów, ale już w połowie drugiego człowiek zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze. Mnie do przesłuchania całości zmusiła chyba tylko obietnica dana Naczelnemu. Ale i tak przez większą część płyty żarliwie modliłem się, żeby może ktoś w końcu podkręcił obroty tego krążka.

Niestety nic takiego się nie wydarzyło.  I muszę Wam powiedzieć, że nawet zapisana na stronie Under The Sign of Garazel Productions niewygórowana cena tego długograja (24,90 zł) nie przekonałaby mnie do jego zakupu. No, chyba że ktoś lubi płyty, które ciągną się jak flaki z olejem, a album jest jak przysłowiowy polski film. Cytując klasyka: „(…) To jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Tak, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest”.

Ocena 4,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , , , , .

  • Andrzej Kosecki

    Gwoli ścisłości teksty nie mają wiele wspólnego z tolkienowską trylogią, ponieważ oparte są w większości na Silmarillionie, jedynie tekst drugi odwołuje się do suplementu Appendix F, niemniej wszystkie traktują o czasach znacznie dawniejszych niż trzecia era w której osadzony jest Władca Pierścieni czy Hobbit.