HULDER – „Verbolgen” (2026)

To jest dokładnie ten moment, kiedy zderza się mit z rzeczywistością, a człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to muzyka się zmienia, czy to my się zmieniamy.
Rok 2021 był dla Hulder jak wystrzał z katapulty. Godslatering: Hymns of a Forlorn Peasantry został okrzyknięty „amerykańskim Emperor”, „nowym Satyricon”, „nadzieją USBM”. Czy to było przesadzone? Oczywiście, że tak. Emperor i Satyricon to instytucje, a Hulder dopiero budował swój język. Ale jednocześnie nie dało się całkiem zaprzeczyć, bo w tamtym albumie było coś, co naprawdę rezonowało. Ten mroźny, „leśny” klimat, melodie podszyte melancholią, no i surowość, która nie była prymitywna, tylko świadoma.
To był moment, w którym ludzie chcieli nowego mitu, a Hulder idealnie wpasował się w tę potrzebę.
Przyszedł czas na trzecią odsłonę Hulder, Verbolgen, a wraz z nią nowe pomysły, bardziej rozbudowane partie muzyczne, ale także doświadczenie muzyków zaczęło przynosić oczekiwane efekty. Na tym etapie słychać, że muzycy już nie „szukają” swojego brzmienia. Oni je budują. Partie są bardziej rozbudowane, ale nieprzeładowane. Jakby wreszcie zrozumieli, że ich siła tkwi nie w surowości, lecz w umiejętnym łączeniu dzikości z narracją.
Verbolgen to trzeci pełny album Hulder, ale w praktyce pierwszy, który w pełni odsłania to, co od dawna było oczywiste. Necreon nie jest jedynie współpracownikiem, lecz drugim filarem tego projektu. Jego oficjalne wejście w rolę współlidera tylko sankcjonuje proces twórczy, który od lat funkcjonował jak dwugłowy organizm. Instynktowny, surowy, nieustannie ewoluujący.
Do tego rdzenia dołącza Keld, którego wkład jest czymś więcej niż ozdobnikiem. Jego dudy, dodatkowe gitary i klawisze przewijają się przez cały album jak pradawny oddech, nadając muzyce posmak średniowiecznej melancholii i dzikiej, naturalnej przestrzeni. To nie są dodatki, to kolejne warstwy krwi i kości, które sprawiają, że Verbolgen brzmi jak żywy, pulsujący byt.
Rytmiczny kręgosłup albumu jest równie złożony. Vapula i Vrolok dzielą obowiązki perkusyjne na całej trackliście, tworząc strukturę, która jest jednocześnie chaotyczna i precyzyjna, jakby dwa różne temperamenty próbowały ujarzmić ten sam żywioł. Ich gra nadaje albumowi dynamikę przypominającą rytuał. Nieprzewidywalny, ale nieodwołalny.
W tle pojawia się także Ianuaria na flecie sesyjnym, wprowadzając momenty, które brzmią jak przebłyski światła w gęstym lesie. To drobny, ale znaczący akcent. Subtelny kontrapunkt dla dominującej dzikości i mroku.
Na pierwszy singiel promujący Verbolgen wybrano trwający nieco ponad siedem minut, In Blood and In Earth. To akt wspólnotowego rytuału uruchomionego przez samą przyrodę. Utwór rozwija się od niepokojącego powściągnięcia do szerokiego, burzowego impetu, przedstawiając wytrwałość i przelaną krew nie jako tragedię, ale jako przymierze. Umowę między ciałem a ziemią, którą żywi dziedziczą po dawnych zmarłych.
Hulder odmienił oblicze USBM w sposób, który trudno zignorować. To jest ten moment, kiedy amerykański black metal przestał być traktowany jako ciekawostka czy „lokalna scena”, a zaczął być postrzegany jako pełnoprawna, silna gałąź gatunku, zdolna do tworzenia muzyki równie mrocznej, dzikiej i autentycznej jak to, co od dekad wychodzi ze Skandynawii.
- EXUMER – „Death Mask Messiah” (2026) - 21 sierpnia 2026
- HULDER – „Verbolgen” (2026) - 21 sierpnia 2026
- KRISTOFFER GILDENLÖW – „[humanised]” (2026) - 21 sierpnia 2026