Wolfheart – „Tyhjyys” (2017)

W kontekście europejskiego melodic death metalu, Tuomas Saukkonen (od wielu już lat) jest dla mnie synonimem jakości i niezawodności. Śledzę poczynania tego muzyka od ponad dekady, znam doskonale kilkanaście płyt sygnowanych jego nazwiskiem (warto wspomnieć, że większość z nich  tworzył i produkował w zasadzie samodzielnie) i szczerze nie pamiętam, bym kiedykolwiek musiał krytycznie odnieść się do jego muzyki. Nowa płyta nie wnosi w tej materii absolutnie żadnej zmiany, jestem wręcz gotów zaryzykować stwierdzenie, że wyłącznie umacnia jego pozycję w ekstraklasie tego podgatunku w Europie (obok takich nazw jak Amon Amarth, Insomnium, Kalmah czy Amorphis).

Decyzja Tuomasa o wyciszeniu wszystkich zespołów (z Before The Dawn, Black Sun Aeon i Dawn of Solace na czele) i skierowaniu inwencji w kierunku nowego projektu – Wolfheart, podjęta w 2013 roku (choć początkowo mogła wydawać się dość ryzykowna, w końcu kapele te miały już swoją markę), dziś procentuje z nawiązką – w marcu światło dzienne ujrzy trzecia już płyta wydana przez Saukkonena pod tym szyldem – Tyhjyys (z fin. pustka).

Na nowej płycie Saukkonen z powodzeniem kontynuuje i rozwija pomysły zaprezentowane na poprzednim krążku (recenzja), po raz kolejny serwując fanom słuszną dawkę podniosłego, atmosferycznego melodic death metalu, osadzonego w klimatach mroźnej północy.

Majestatyczne intro (lub raczej instrumentalny utwór otwierający Shores of the Lake Simpele) przechodzące ze spokojnego, akustyczno-klawiszowego motywu w podbity soczystą sekcją rytmiczną gitarowy riff, doskonale wprowadza słuchacza w klimat tej płyty. Następujący po nim singlowy Boneyard to szybki, oparty na świetnej (cholera, na całej płycie nie ma innych!) melodii, wzbogacony wzniosłymi partiami chóralnymi numer, przedzielony w drugiej części wyważoną, akustyczną wstawką. Miodzio.

World of Fire jest bardziej marszowy, choć nie mniej brutalny od poprzednika. The Flood prowadzi dla odmiany niemal oniryczna melodia, która wraz z cudownym refrenem i jeszcze lepszą partią solową stanowi jeden z najmocniejszych momentów na płycie.  The Rift powraca dla kontrastu na wysokie obroty, chłoszcząc szwedzkim death metalowych riffem niczym śnieżna wichura, Call of Winter to natomiast nieprzyzwoicie wręcz przebojowy, naładowany pomysłami numer, który z pewnością na stałe zagości w koncertowej set liście zespołu. Melodii z Dead White nie powstydziliby się wikingowie z Amon Amarth (numer przywodzi mi na myśl balladę Under the Northern Star z płyty With Oden on Our Side Szwedów), zamykający, odśpiewany w całości po fińsku Tyhjyys kończy się z kolei śliczną partią solową, stanowiącą idealne zakończenie tego krążka.

Płyta jest szalenie równa, żadna z ośmiu zawartych na niej kompozycji nie odstaje wyraźnie od reszty, wszystkie nacechowane są klimatycznymi melodiami i świetnymi gitarowymi partiami. Pojawiające się gdzieniegdzie klawisze, sample, czy chóry dodają całości smaku, nie sprawiając przy tym wrażenia wciśniętej na siłę cepelii. Wokal Tuomasa jest niezmiennie dobry, growl na Tyhjyys jest bardzo surowy i naturalny, co doskonale wpisuje się w charakter tej płyty.

Na pochwałę zasługuje również produkcja krążka. Album brzmi świetnie, wyraziście, sugestywnie, produkcja doprowadzona do perfekcji sprawia, że muzyka wręcz żyje, pulsuje, jest organiczna i witalna.

Tuomas Saukkonen po raz kolejny nie zawodzi. Wręcz przeciwnie, wraz z nowym krążkiem Wolfheart wznosi się na wyżyny kompozytorskie, oddając w ręce fanów jeden z najlepszych krążków w swojej karierze. Z wypiekami na twarzy czekam na okazję sprawdzenia tej muzyki w warunkach koncertowych.

 

Ocena: 10/10

 

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Bez szufladkowania i zbędnych etykiet.
Synu

Tagi: , , , , , , .

  • Sławomir Ćwiek

    No rewelacyjne!