Metalmania – Katowice (22.04.2017)

Niestety jestem zbyt młody, by móc wspominać z utęsknieniem czasy corocznej Metalmanii. Nie mogę pochwalić się historią brawurowej ucieczki z domu na jeden z ulubionych zespołów, który był headlinerem ostatniej Metalmanii w 2008 roku. Rozumiem jednak jak bardzo ważne miejsce śląski festiwal zajmuje w świadomości nieco starszego pokolenia. Może poprzez brak bagażu emocjonalnego do tegorocznego zmartwychwstania festu podchodziłem z nieco większym dystansem niż ci, którzy pamiętają balety Megadeth, Overkill, czy Satyricon w katowickim Spodku.

Wypada jakoś podsumować ten długi dzień koncertów. Mała scena. A raczej występujące na niej kapele, bo o umiejscowieniu szkoda gadać. Thaw, Obscure Sphinx, Thermit, Infernal War – lepiej być nie mogło. Brakowało jedynie stworzenia odpowiedniego klimatu. Scenka schowana gdzieś za schodami, na które dostęp mieli jedynie fotografowie, do tego silnie oświetlona światłem słonecznym, nie dawała możliwości pełnego „odlotu”. Znając architekturę Spodka rozumiem, że nie dało się inaczej rozwiązać kwestii umiejscowienia małej sceny, ale organizatorzy mogli chociaż pomyśleć o rozwieszeniu jakichś zasłon na oknach.

Dobór kapel na główną scenę przypominał nieco „Top Wszech Czasów” radiowej Trójki, co można podsumować krótkim zdaniem „ale to już było”. Niemniej jednak fajnie słuchało się starych wyjadaczy, takich jak Sodom, czy Coroner. Największym rozczarowaniem na płycie Spodka była uboga konferansjerka znanego i lubianego felietonisty Łukasza Orbitowskiego, którego zapowiedzi zespołów ograniczały się do prostego zdania. Spodziewałem się co nieco bardziej aktywnego umilania czasu przed występem kolejnej grupy. Inną rzeczą jest tragicznie krótki czas występu niektórych kapel, choć zerkając na rozpiskę godzinową trzeba przyznać, że organizatorzy zadbali o to, by wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. W momencie zakończenia występu na głównej scenie, na małej już rozbrzmiewały dźwięki kolejnego zespołu, więc trzeba było się trochę nabiegać po schodach w tę i z powrotem.

Dobrze, że Metalmania wróciła. Na mapie Górnego Śląska, a także chyba i całego kraju, brakowało festiwalu o takiej randze. Jeśli w ciągu najbliższych miesięcy ktoś uzna, że w 2018 roku nie opłaca się organizować kolejnej edycji, to popełni największy błąd w życiu. Chcemy więcej. Niech ten festiwal połączy pokolenia maniaków metalu, będąc jednocześnie ukłonem dla klasyków gatunku, a z drugiej przeglądem młodych kapel, z których kilka już dziś nadaje się na headlinerów przyszłych edycji imprezy.

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , .