Wszystko wskazuje na to, że w tym roku mam szczęście do koncertów o różnorodnym składzie, a ostatni piątek (15.03.2024) tylko to potwierdził. Dom Zły wyruszyli w trasę koncertową, której drugim przystankiem był szczeciński Kosmos i podczas której zespołowi towarzyszyli amerykańska multiinstrumentalistka Moriah Woods oraz warszawska grupa Serotonin Zero.
Występ Moriah Woods był niczym cisza przed burzą. Pomimo rockowych wtrętów w swoim repertuarze, artystka z Colorado zaprezentowała twórczość osadzoną w klimatach dark folku i americany, a wspomagające jej instrumentarium loopy nadały całości hipnotycznego, momentami wręcz transowego charakteru. Wszystkie te elementy zbudowały naprawdę genialną atmosferę.
Nagłośnienie w Kosmosie jest na wysokim poziomie i zarówno świetny wokal artystki, jak i instrumentarium brzmiały jak należy. Zbierająca się widownia – choć o tej porze dość nieliczna – mogła należycie wczuć się w klimat koncertu. Pod wrażeniem była zresztą również sama występująca. Mieszkająca od niemal 10 lat w Polsce Moriah Woods zwracała się do widowni na zmianę po angielsku i po polsku, podzieliła się też historią swojego pierwszego występu w Szczecinie, który odbył się w 2015 podczas… lokalnego pikniku country. Artystka wspominała, jak przed laty czuła się na podobnej potańcówce niczym ufoludek i z ulgą poinformowała tłum, że jej piątkowy występ w Szczecinie wypadł znacznie lepiej.

O ile muzyka Moriah Woods wprawiła widownię w stan bliski medytacji, to Serotonin Zero za główne zadanie wyznaczyli sobie rozgrzanie publiki. Ich materiał, na wpół blackowy, na wpół punkowy, był niczym dźwiękowy łomot spuszczony widowni.
Dzięki dobrze nagłośnionym bębnom i potężnemu brzmieniu basu, sekcja rytmiczna dysponowała należytym „kopem”. Frontman był w dobrej kondycji wokalnej i chętnie zagadywał publikę, która uczestniczyła w koncercie z dość bezpiecznej odległości. Repertuar zespołu, chociaż dość prosty, dobrze się sprawdził w koncertowych warunkach – nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że Serotonin Zero lepiej sprawdziliby się, grając w mniejszym klubie. W warunkach bardziej „piwnicznych” zapewne bardziej by się odnaleźli, co nie zmienia faktu, że doceniam zapał, jaki włożyli w rozkręcanie widowni.

Występ Domu Złego można określić mianem kompletnego. Artyści znakomicie się odnajdują w koncertowym żywiole, a niemal trzy lata, które minęły od mojej ostatniej styczności na żywo z zespołem, sprawiły, że swoją obecność na dowolnym przystanku ich trasy uznałam za obowiązkową. Dodatkowo cieszył fakt, że frekwencja zdążyła się nieco poprawić, zapełniło się miejsce pod barierką i w efekcie byłam kupiona, gdy tylko rozległy się dźwięki instrumentalnego intro Anafora (ciekawostka: partie tego utworu gościnnie nagrała Moriah Woods).
Dla Świata Umierać elektryzowało od samego początku, ładunek emocjonalny utworu porażał (w najlepszym znaczeniu tego słowa), a sam dźwięk plasował się gdzieś pomiędzy pełnokrwistym black metalem połączonym z intrygującym, chwilami melancholijnym brzmieniem post-blacku.
Wieczór rozpoczął się więc dźwiękami z najnowszego albumu i to głównie na trackach z Ku Pogrzebaniu Serc opierała się setlista. Zespół dorzucał do pieca, prezentując widowni coraz cięższe utwory i wiadome było, że Dom Zły są w doskonałej formie. Kolejnym niewątpliwym atutem wieczoru było nagłośnienie. Tym sposobem jeden z ciekawszych punktów setlisty, Błękit, na żywo okazał się istnym koncertowym niszczycielem, Zła Krew dosłownie miażdżyła, z kolei Rzeka była doskonałą okazją do przypomnienia sobie znakomitego EP Śnisz Bory Tak Gęste i zatracenia się w charakterystycznym, momentami przygnębiającym materiale grupy.
Jednym z powodów, dla których tak bardzo cenię twórczość Domu Złego, jest niezwykłe wprost wyczucie w łączeniu gatunków. Wychodzi im to obłędnie – i bezbłędnie – a zespół doskonale wie, kiedy postawić na agresję i mocne, blackowe uderzenie, a kiedy zdecydować się na atmosferyczne partie i wprowadzić jednocześnie więcej przestrzeni do soundu. Bez względu na to, czy określi się ich twórczość mianem atmospheric black metalu/post-blacku/crust (czy co tam jeszcze sugerują Metal Archives), Dom Zły potrafią zawrzeć w swojej muzyce ogrom emocji (z reguły trudnych), przekazywanych z mocą dzięki wokalom Ani Tru. Nie brakuje tu też zgrabnie zaaranżowanych riffów, które na żywo sieką, aż miło, a przy tym charakteryzują się niezwykłą motoryką i chwytliwością. Sekcja rytmiczna dodatkowo podkreśla to, co w ich muzyce najcięższe, i czego idealnym przykładem był zagrany na bis Luty – kawałek prezentujący black metal w odsłonie pełnej wściekłości, jadu i niczym nieskrępowanej energii. Krótko mówiąc, mistrzostwo.
Nie obyło się również bez podziękowań – choć przy tak świetnym repertuarze muzyka mówi sama za siebie i rozbudowana konferansjerka nie jest potrzebna, to podziękowania zespołu skierowane w stronę ekipy technicznej oraz przybyłej widowni były po prostu urzekającym gestem.

Występ głównego zespołu, choć trwał około godziny, minął w mgnieniu oka, a Dom Zły spełnili moje wysokie oczekiwania związane z koncertem. Wieczór oznaczał srogi dźwiękowy wpierdol, osadzone w black metalowych klimatach katharsis, wreszcie bardzo dobry występ na poziomie technicznym (niepotrzebne skreślić) – czego by o nim nie powiedzieć, był doskonałym potwierdzeniem tego, że Dom Zły są w doskonałej kondycji koncertowej. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do wybrania się na ich koncert i doświadczyć ich znakomitego repertuaru na żywo.
Setlista:
Anafora
Dla Świata Umierać
Wiatr
Rzeka
Błękit
Zła Krew
Czarny Ptak
Nie Pamiętam Siebie
Ku Pogrzebaniu Serc
Luty

- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026
- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026






