Niech Cisza Milczy – Pyskowice (17.08.2019)

W sobotę, 17 sierpnia br. w pięknej, naturalnej scenerii przy ośrodku wypoczynkowym Energetyk w Pyskowicach odbyła się 7-godzinna metalowa uczta – ósma edycja festiwalu Niech Cisza Milczy.

Strzeliste brzozy, zielona trawa, rozległe jezioro, piękne niebo. W takich okolicznościach odbiór muzyczny to prawdziwa przyjemność. Taki hedonizm połączył wszystkich, którzy w sobotę pojawili się na pyskowickim święcie mocarnych brzmień. Festiwal odbył się w tym miejscu po raz pierwszy. Na deskach położonej nad jeziorem Dzierżno sceny zaprezentowało się osiem zespołów.

Festiwal zainaugurował progressive metalowy Sicknest, dla którego był to być może ostatni występ po zeszłotygodniowym ogłoszeniu perkusisty Dawida Broniszewskiego o opuszczeniu formacji (katowiczanie w Pyskowicach zagrali w okrojonym składzie). Jeśli zespół rzeczywiście miałby więcej nie zagrać, to występ na NCM był pięknym pożegnaniem. Sicknest życzymy jednak kontynuacji kariery i kolejnych efektownych koncertów.

Dolina cieni to gothic/melodic metal. Brzmienie myślenickiego zespołu pięknie komponowało się z leśnym krajobrazem. Masa energii, monumentalne melodie, różnorodna wokaliza. Festiwal nabierał rumieńców.

Następnie przyszedł czas na muzyczną apokalipsę w wykonaniu Killsorrow. Melodic groove metalowy kwintet zaprezentował żywiołowy gitarowy set poparty szaleńczą „pracą” perkusji i soczystym głosem wokalisty.

Spatial, w którym występuje część grona organizatorskiego festiwalu, ukłonił się muzycznie publice jako następny. Fenomenalny growl wokalisty Strzyki niósł się efektownie po leśnej okolicy, demony frunęły po tafli wody jeziora i zapewne docierały na jego drugi brzeg. Lokalni metalowcy stworzyli wyjątkowe zjawisko muzyczne. A to był dopiero półmetek.

Za sprawą kolejnego bandu wydarzenie zyskało miano międzynarodowego. Mołdawski Infected Rain kończył swoją letnią festiwalową trasę właśnie w Pyskowicach. 50-minutowy energetyczny muzycznie set, świetny kontakt z (naprawdę) reaktywną publiką zjawiskowej wokalistki Leny Scissorhands, ekstatyczne, jakby z pogranicza fizycznego obłędu, ruchy gitarzystów stworzyły niezwykle okazałe metalowe show.

Muzyczny mrok festiwalu chwilę później podkręciła dobrze znana w black metalowym świecie Arkona. Założony ponad ćwierć wieku temu zespół pokazał solidność w każdej sekundzie swojego występu. Czarny metal w brutalnie przyjemny sposób atakował uszy publiki. Dla fanów gatunku nie mogło być większej radości jak Besatt jako band numer 7 tego dnia. Fenomenalne ogniste show przy Ave Master Lucifer praktycznie dopełniło metalową grupową ekstazę.

Epilog festiwalu to skrócony (z powodu 40-minutowej „obsuwy” w festiwalu; impreza nie mogła też trwać dłużej niż do godziny 23.00) występ synthwave’owego Molocha, który musiał borykać się też z problemami technicznymi.

Na koniec warto wspomnieć o festiwalowych „dodatkach” – były namioty z merchem, typowym dla takich wydarzeń jedzeniem i napojami oraz stoliki z parasolami w razie niepogody. Dla gości ośrodka dostępne było pole namiotowe. Za rok na pewno wpadnę na nockę, bo klimat i lokalizacja tej imprezy to niezwykle przyjemna metalowa sielanka. Oj, warto.

Tomek Bilewicz

Woodstalker, koncertowicz, fan marketingu muzycznego, języków obcych, relaksu festiwalowego, TM, MDM i NDH
Tomek Bilewicz

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .